Skip to content

takie tam o życiu….

miejsce: kuchnia Tabalugi…

osoby: rzeczona Tabaluga, Frytka i pięcioletni syn tej pierwszej, rysujący przy kuchennym stole…

akcja: rozmowy o wszystkim i o niczym … pytania i odpowiedzi krążą pomiędzy całą trójką, a to o przedszkole, a to choroby, a to o życie osobiste… i w związku z powyższym, w pewnym momencie, z ust Tabalugi pada, skierowane ni mniej ni więcej, tylko do Frytki, pytanie:

„a jak tam Twoje życie intymne?”….

i nim Frytka zdążyła otworzyć usta, obie słyszą odpowiedź z ust pięciolatka, który nawet na moment nie oderwał się od rysowanego właśnie obrazka:

„niedobrze, wciąż jestem osłabiony po chorobie”

bo życie bywa trudne w każdym wieku….

u psychiatry…

siedzi sobie Frytka pod drzwiami gabinetu lekarskiego, rozmyśla nad sensem życia, kiedy nagle, zza drzwi, dociera do jej uszu:

„….panie doktorze, ona szczeka i rzuca się na rowery!….”…

uuu – myśli,wcale nie zdziwiona, Frytka – na takie dolegliwości, to zwykłe tabletki na depresję raczej nie pomogą….

najwazniejsze_to_byc_szczesliwym_8241

kosztowny wyjazd – epizod II czyli policjant też człowiek…

po zapakowaniu do samochodu Młodej, Młodego i piesełka oraz dwóch toreb podróżnych i nastu reklamówek (w tym jednej dla psa) wyruszyła Frytka w drogę powrotną…. niemalże od samego początku widok na drogę przesłaniała jej, jadąca przed nią cysterna, która równie skutecznie co widok, ograniczała też prędkość… na szczęście (lub też nie…) droga przy wjeździe do Radomia przechodziła w dwa pasy, które to udogodnienie Frytka postanowiła wykorzystać do pozbycia się sprzed nosa zawalidrogi…. zjechała na lewy pas, wcisnęła pedał gazu i… najpierw zauważyła, że ktoś do nie celuje, a potem pokazał się czerwony lizak… w pierwszej chwili pomyślała Frytka „uzbrojony pedofil!!”, ale w następnej przypomniała sobie, że nie ma już kilkunastu lat i posłusznie zjechała na pobocze …  podszedł do niej młody, przystojny Pan Policjant, z pięknym uśmiechem, w amerykańskich okularach (niczym Tom Cruise w „top gun”) i rzekł: „prawo jazdy, dowód osobisty, dowód rejestracyjny i ubezpieczenie oc poproszę….”… Frytka niezwłocznie, uśmiechając się niepewnie, spełniła prośbę Misiaczka, eeee, stróża prawa… „no to co pani Frytko?…” – zapytał, ciągle z uśmiechem, PP – „mamy jakieś punkty karne” … „nie wiem jak pan, ale ja nie mam” – odpowiedziała Frytka…. „a mandaciki?” – drążył temat … „nie mam” – Frytka szła dalej w zaparte… „no to w takim razie, proponuję pani sześć punktów karnych i 300 zł mandatu” – powiedział pokazując Frytce licznik na „suszarce”… propozycja PP, mimo, że na liczniku widniało …( no widniało ile widniało, nie ma się czym chwalić) nie spotkała się ze zrozumieniem u Frytki…. „aż tyle?” – zapytała czując, jak jeżą jej się włosy we wszystkich możliwych miejscach… „no tyle, tyle, a czego się pani spodziewała?” – Frytka wyczuła nutkę ciekawości w głosie PP … „ależ proszę pana, może tylko pouczenie…” – Frytka uruchomiła swój uśmiech oraz spojrzenie spod rzęs… „pouczenie…” – słychać było, że PP mięknie – „pani Frytko, ja muszę coś napisać, ale umówmy się…. –  (tu Frytka czujnie nadstawiła ucha, bo nie codziennie przystojniacy proponują jej randkę),-  że pani nie skrzywdzę, ok?”…. szanse na randkę odpłynęły w dal, za to pojawiły się szanse na oszczędności…. PP zniknął w radiowozie, a Frytka próbowała uspokoić nerwy zarówno swoje, jak i Młodych… po niedługin czasie PP znów się pojawił, wymownym skinieniem głowy nakazał Frytce wyjście z auta i, pokazując blankiecik, zapytał: „pani Frytko, widzi pani kwotę?”… „tak” – zgodnie z prawdą odpowiedziała Frytka…. „widzi pani tę liczbę?”… – pokazując palcem znów zapytał… „tak” – po raz drugi odpowiedziała Frytka…. „czyli wiemy o co chodzi?” – po raz trzeci zapytał PP …. „tak” – zgodnie z zasadą 3 x tak – odpowiedziała Frytka… w ten oto sposób, nie skrzywdzona Frytka, pojechała w dalszą drogę… bez przygód ….

kosztowny wyjazd – epizod I czyli radio twój wróg….

„oj przyjechałabyś, przydałabyś się, pojechałybyśmy tu i tam, załatwiły to i tamto…” – ton głosu frytkowej mamusi sugerował, że tym razem nie odpuści… „no dobrze …” – odpowiedziała zrezygnowana Frytka, po czym zapakowała (na jeden dzien i jedną noc…) Młodą, Młodego i pieseła oraz dwie duże podróżne torby, naście reklamówek (w tym jedna dla psa…) i pojechała…. przy wjeździe do Radomia, z tylnego siedzenia, uszu Frytki, dobiegł głos Młodej – „zatrzymałabyś się może na stacji, kupiłabyś wodę, z toalety by się skorzystało, pies też (nie, że z toalety, tylko państwo wiedzą…)…”… jako, że stacja okazała się być tuż tuż, spełniła Frytka jej życzenie…. zakupiła nie tylko wodę, ale też po rogaliku z czekoladowym nadzieniem (tym, co to jest następcą drożdżówki….) i kiedy wszyscy gotowi byli do dalszej drogi, odpaliła Narowistego… to znaczy, chciała odpalić, bo w tej właśnie chwili Narowisty postanowił przypomnieć, dlaczego nosi właśnie takie, a nie inne imię i nie odpalił … ponowne próby przyniosły taki sam rezultat… 50 km do celu, 100 km od domu, w sławnym mieście Radomiu, stała Frytka ze swym potomstwem i dobytkiem, i zastanawiała się co robić…. przypomnieć należy, że to wszystko działo się na stacji benzynowej, kilkanaście aut przejeżdżało w te i we wte, i nikt, ŻADEN facet (chociaż Frytka podniosła maskę i z mądrą miną wpatrywała się w bogate wnętrze Narowistego…) nie zaoferował pomocy… skończyło się na tym, że zadzwoniła Frytka po pomoc drogową (numer udostepnił pracownik stacji…), Narowistego odholowano do serwisu, a podróżnym pokazano drogę i kazano dotrzeć pieszo… na szczęście serwis okazał się być blisko stacji… po dwóch godzinach oczekiwania dowiedziała się Frytka, że RACZEJ zostawiła włączone światła i nie wytrzymał akumulator… no być może też alternator jest do wymiany, ale nie wymienią, bo jak nie trzeba, to po co?… informacja o pozostawieniu zapalonych świateł była oczywistą nieprawdą, ale o tym, że pozostało włączone radio, Frytka już nie wspomniała… ok, po uiszczeniu opłaty 150 złotych polskich (poprzedzonym biegiem na kolejną stację, gdzie znajdował się bankomat…), zapakowała Frytka towarzystwo i ruszyła w dalszą drogę…. w tę stronę, kolejnych niespodzianek nie było….

CDN….

odruchy wrodzone….

20160616_071019

Frytka do Młodego: podaj mi torebkę…

Młody, sięgając po nią: nowa?….

Frytka, nie bacząc na to, że to nie jest akurat facet, któremu musi się tłumaczyć: jaka nowa?… nie widzialeś jeszcze?… ze dwa tygodnie już ją mam….

niektóre zachowania siedzą w człowieku (czyt. w kobiecie….) bardzo głęboko i od zawsze….

torebka

jako rzecze ZUS i jego orzecznik….

no i jest, czarno na białym, a skoro tak orzekł orzecznik ZUS (czyli najwyższa instancja w tych sprawach), to znaczy, że Frytka chora jest i, jako takiej, wiele rzeczy powinno jej zostać wybaczonych, a nawet zapomnianych…

orzeczenie1

 

żadna praca nie hańbi?…

w odpowiedzi na swoje ogłoszenie o poszukiwaniu pracy dostała Frytka taką oto ofertę, sms jak zwykle:

„Witam Cię serdecznie, czy byłabyś zainteresowana podjęciem pracy w charakterze bardzo osobistej asystentki prezesa? Oferuję 6000 zł netto plus premie uznaniowe za dodatkowe obowiązki, możliwość elastycznego grafiku i dogodne warunki pracy”

a obowiązki bardzo osobistej asystentki prezesa?… odbieranie telefonów, prowadzenie kalendarza…. aha, dobrze byłoby, gdyby znała Frytka język obcy, wymagany francuz, to się może przydać w godzinach pracy… no i oczywiście wyjazdy służbowe …. w sumie, nic szczególnego, a nawet, mógłby ktoś powiedzieć, że przyjemne z pożytecznym… tak czy inaczej, do „rozmowy” kwalifikacyjnej nie doszło, więc dalej jest Frytka kobietą bezrobotną….

dyrektor kutas

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.