Przeskocz do treści

a imię jego Antoni …..

no i dziś, o godzinie 8:20, zostałam Tą, Której Imienia Nie Wolno Wymawiać….. 😀

promocja ….

koleżanka Frytki w pracy dostaje sms-a…

słuchajcie – informuje radośnie – w markeciepolo są majtasy w promocji…. 0,99 zł za 100 gram…..

Frytka i druga koleżanka spoglądają na siebie zdziwione…..

że co jest w promocji? – pyta inteligentnie Frytka….

no majtasy – odpowiada koleżanka z uporem….

na wagę? – dopytuje Frytka….

no tak….. – odpowiada koleżanka zdziwiona…

w tym momencie Frytka doznaje olśnienia….

chyba matiasy – podpowiada….

koleżanka spogląda na telefon…..

no, matiasy – potwierdza….

wszędobylska Zofia….

kolejny piękny słoneczny poranek…. Frytka wyprostowana, z piersią wypiętą, maszeruje dziarsko do pracy…. w pewnym momencie rzuca okiem na mijany przystanek, a tam…. Zofia …. na całe szczęście odwrócona…  więc Frytka, w jednej chwili, zwija swoje sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu + 10 centymetrów obcasa w kłąb wielkości 40 centymetrów, i wstrzymując oddech, niemalże czołgając się po chodniku, przemieszcza się na bezdechu, za plecami Zofii…. pół kilometra dalej, mając nadzieję, że wzrok Zofii już tam nie sięga (chociaż pewności nie ma, bo rzeczona, choć  okularów nie nosi, zawsze wszystko widzi….), odzyskuje poprzednią postawę, łapie wreszcie oddech i z ulgą, że tym razem się udało, idzie dalej…. jakże złudne to było, bo po zrobieniu zakupów, mijając zupełnie inny przystanek, na zupełnie innej ulicy, będąc już całkiem blisko miejsca przeznaczenia, niczego się nie spodziewając, słyszy: „hola, hola, kochanie….” i już wie, że ma przesra…. przerąbane….

rozmiar ma znaczenie …..

Młody do pracy jeździł rowerem…. no i któregoś dnia dzwoni do Frytki, że „koło, że flak, że on to chrzani, że przez całą drogę musiał rower pchać….”… taaaa…. cóż w takiej sytuacji, będąca w pracy Frytka, mogła zrobić?… no oczywiście, że skierowała dziecko do najbliższego sklepu-serwisu rowerowego i nakazała zakup dętki oraz, znając techniczne umiejętności Młodego w tym zakresie, jej wymianę przez fachowców… „i kup sobie pompkę, taką niedużą, żebyś na przyszłość miał w plecaku, na wszelki wypadek…” i po przekazaniu światłych i cennych rad, zajęła się pracą, zapominając o całej sprawie ….. do czasu powrotu do domu…. bo w kącie, w pokoju, ukazał się taki widok…..

zakupiona przez Młodego pompka…. nieduża, po(d)ręczna, praktycznie miniaturka….. teraz tylko trzeba dokupić odpowiedni plecak …

antypatia.pl czyli cykl „randka życia” – wspomnienia …. odcinek 5…

sponsorem dzisiejszego odcinka jest ośrodek leczenia fobii „wysokie loty”

każdy wie, że Frytka lubi morze, więc wylądowała w Zakopanym …. dlaczego???….. jakby pewnie powiedział Desper, niezbadane są ścieżki, po których pomyka umysł kobiety lub, po prostu, za kobietą nie trafisz …. tak czy inaczej Zakopane, a tam akurat letni turniej skoków narciarskich, na skoczni, ma się rozumieć… być i nie zobaczyć, to się nie godzi stwierdziła Frytka… kto był na skoczni, ten wie, kto nie był, może dojrzy na zdjęciu …. na dole są normalne trybuny, dla stojących, ale wyżej zamontowane są takie metalowe, niebieskie, jakby rusztowania, ażurowe jak schody metalowe, no i ówczesny towarzysz Frytki zaproponował, co by właśnie stamtąd oglądać, bo bliżej, bo wyżej, bo lepiej…. co we Frytkę wstąpiło, jaka ułańska fantazja, albo może raczej, co ją w tym momencie opuściło (obstawia Frytka zdrowy rozsądek), że się zgodziła?…. no cóż, słowo się rzekło, kobyłka u płota, a Frytka na górskiej ścieżce…. czy wspominała Frytka, że ma lęk wysokości? nie?…. no to teraz wspomina …. póki szła po twardym gruncie, pomiędzy drzewami, było ok, kiedy postawiła pierwszy krok na rusztowaniu, jeszcze nie do końca świadoma, było prawie ok, ale kiedy stawiała kolejne kroki na rzeczonych trybunach, uświadamiając sobie  jednocześnie, że pod nią tylko przepaść i hulający wiatr, przestało być ok…. w jednej chwili, tak jak stała, tak wbiła się Frytka w barierkę paznokciami i odmówiła wykonania jakiegokolwiek ruchu, w którąkolwiek stronę …. sytuacja stała się patowa, Frytka jak przyspawana do barierki, z łomoczącym sercem i urywanym oddechem, z paniką na twarzy ….. towarzysz „z lekka” zdezorientowany, bo chyba nie dowierzał…. oczy widzów zamiast w skoczków, to wbite we Frytkę…. że w tym momencie nikt nie wyciągnął komórki i nie wrzucił filmiku w internety, to chyba tylko totalnemu zaskoczeniu wszystkich Frytka zawdzięcza…. powoli, dzięki swojej sile perswazji oraz sile rąk, odrywając Frytkę od metalu, jej towarzysz sprowadził ją na dół….  rozumiem – powiedział nieśmiało – że w tej sytuacji, jazda wyciągiem krzesełkowym nie wchodzi w grę? …. wzrok Frytki nie pozostawiał żadnego miejsca na wątpliwości….

 

prawo Murphy’ego, czyli jeśli coś złego może się zdarzyć, to się zdarzy …..

wraz z przejęciem mieszkania, przejęła też Frytka media (i piecyk gazowy, ważne!!), a co za tym idzie, musiała podpisać stosowne umowy…. na pierwszy ogień poszedł prąd… udała się Frytka do stosownego biura obsługi klienta, gdzie bardzo miła pani zaoferowała Frytce, oprócz samego prądu ( w niezmiernie, oczywiście, korzystnej taryfie…) także usługę dodatkową pod tytułem „fachowiec na wyciągnięcie ręki…” czy jakoś tak… w każdym razie chodziło o to, że za drobną miesięczną opłatą abonamentową, miała mieć Frytka dostęp nie tylko do Pana Elektryka, ale też do Pana Hydraulika, Pana Gazownika, Pana Malarza, Pana od Kafelków, Pana, Który Może Przynieść Zakupy, Pana od Zmywania  i jeszcze kilku innych…. no dobra, rozpędziła się Frytka, tylko do tych  trzech pierwszych….  tylko wiecie, jak to jest z tym „na wyciągnięcie ręki”…. musicie zadzwonić na infolinię, gdzie, już po godzinie słuchania „do elizy”, ktoś rejestruje Wasz problem, a na koniec dowiadujecie się, że mają 24 godziny, na przysłanie fachowca…. nie dała się Frytka skusić… następny w kolejce był gaz…. a więc (chrzanić to więc…) udała się Frytka do stosownego biura obsługi klienta, gdzie bardzo miła pani zaoferowała Frytce, oprócz samego gazu ( w niezmiernie, oczywiście, korzystnej taryfie…) także usługę dodatkową pod tytułem „fachowiec na wyciągnięcie ręki…” czy jakoś tak, z naciskiem na fachowca od gazu… normalnie deża wi – pomyśła Frytka… i na 99,99% jest pewna, że po raz drugi nie dała się na tę usługę namówić…. jakież było jej zdziwienie, gdy któregoś dnia znalazła w skrzynce list z PGNiG, a w nim…. fakturę za rzeczoną usługę….  „lekko” oburzona wybrała się Frytka ponownie do stosownego biura i, po krótkiej rozmowie (a tak przy okazji, kiedy bardzo miła pani mówi Wam, żebyście sprawdzili poprawność danych na dokumencie i go podpisali, to najpierw sprawdźcie, co to za dokument…Frytka, jak się okazało, nie sprawdziła…), zrezygnowała Frytka z usługi … zgadnijcie, co za dwa dni zaczęło szwankować….

antypatia.pl czyli cykl opowiadań dramatyczno-satyrycznych z ledwie zauważalną nutką romantyzmu pod wiele znaczącym tytułem „randka życia” …. odcinek 4…

sponsorem głównym dzisiejszego odcinka jest wydawca powieści z działu bajki i legendy pt.”mężczyzna – pan i władca”….

sponsorem pomocniczym jest rozlewnia wina „Lepszy Parkinson niż Alzheimer (lepiej rozlać, niż zapomnieć wypić)”…..

randka nie poprzedzona żadnymi rozmowami telefonicznymi, w myśl polityki placówek udzielających tzw. chwilówki: „dziś pożyczka, jutro komornik”…. dzień x, godzina zero, orzeł wylądował, kandydat zajechał…. na widok Frytki NIE WYSIADŁ* z samochodu… gapił się przez szybę i czekał…. Frytka przez chwilę zawahała się, zastanawiając się czy iść, czy zawrócić, ale stwierdziła, że skoro się już ubrała i wyszła z domu, to szkoda tego marnować … oczywiście mogłaby zaszaleć i pójść samotnie do biedry, ale  że na tak ekstremalne wyczyny nie miała ochoty, to ruszyła dalej, po czym stanęła przy aucie i czeka…. kandydat wciąż w środku… w pewnej chwili wykonał gwałtowny ruch, odpiął pasy i …. nie, nie wysiadł, lecz sięgnął do klamki i otworzył drzwi od wewnątrz, z zapytaniem: dlaczego nie wsiadasz?….. Frytce, przez chwilę, w głowie zaświtał pomysł, żeby trzasnąć tymi drzwiami, ewentualnie trzasnąć jeszcze kandydata, ale że ciekawa (i na ten moment głodna…) z niej kobieta, to postanowiła pójść za ciosem…. tak, jak poprzednio, restauracja o, jakże zaskakującej i absolutnie nie związanej z niczym w tym przypadku, nazwie „randez vous” …. kelner, menu, zamówienie, kwestia alkoholu…. jako, że nie wszystkie nauki poszły w las, nauczona poprzednimi doświadczeniami, tym razem, nie zważając na zmotoryzowanie kandydata, wino zamówiła Frytka od razu …. to była najtrafniejsza decyzja tego wieczoru, bo słuchać faceta, którego żona zostawiła dla swojego szefa, który przyjął pod swój dach jakąś małolatę z dzieckiem, sypiającą z rodzonym bratem, mówiącego, że kobiety „som gupie”, że „nie wiedzo, czego chco”, „majo gupie pomysły” ,i że gdyby słuchały mężczyzn, to by nie miały problemów, na trzeźwo by się nie dało… przy rewelacji, że najtęższe, męskie oczywiście, umysły i autorytety oświadczyły, że przyjaźń damsko-męska jest niemożliwa, i że gdyby jego kobieta chciała mieć przyjaciela, to on by się nie zgodził, wyczuła Frytka szansę na szybkie zakończenie wieczoru i oznajmiła spokojnie, aczkolwiek głosem nie dopuszczającym żadnych niedomówień: ja mam przyjaciela…. kandydatowi na chwilę odjęło mowę, po czym wyksztusił: żartujesz? …. nie żartuję – Frytka szła w zaparte – mam przyjaciela i nie zawaham się go użyć!…. (w tym miejscu pozdrawia Frytka Despera) …. na takie dictum kandydat zawezwał kelnera i, zapewne będąc w szoku, uregulował rachunek, a na dodatek odwiózł Frytkę do domu… na odchodne/odjezdne rzekł: jeśli zmądrzejesz, to zadzwoń… a jeśli nie zmądrzeję? – z przekorą oraz nadzieją zapytała Frytka…. to zapomnij o mnie – usłyszała….. ale, sami powiedzcie, czyż można było zapomnieć?….

* jak widać nie taka oczywistość ….