Skip to content

filozof…

wchodzi Frytka do kuchni, niosąc całe naręcze zasmarkanych chusteczek, bo ją choroba dopadła…. wiecie taka, co to jak choruje facet, to on nie choruje tylko walczy o życie i ostatkiem sił spisuje testament… tak, właśnie taka… no więc (tradycyjnie chrzanić to więc…) wchodzi Frytka z tymi chusteczkami do kuchni, bo tam kosz na śmieci jest, tradycyjnie, jak w każdym domu, pod zlewem, no i natyka się Frytka na Młodego, który stoi przy blacie … a na blacie leży prawie cała zawartość lodówki (poza mrożonkami)… wystraszyła się Frytka, że może w chorobie zapomniała o jakiejś mającej nastąpić imprezie, więc pyta zaniepokojona: co kombinujesz?… na co Młody ze spokojem: kanapki sobie szykuję…. z tego wszystkiego?? – drąży temat Frytka…. i wtedy Młody rzecze:

bo wiesz… szykujesz sobie dwie kanapki, obie z tym samym… i tak patrzysz potem na te kanapki i myślisz: kim ja jestem? co ja w życiu osiągnąłem? jaki sens ma to wszystko?…. a jak sobie zrobisz każdą z czym innym, albo nawet podzielisz na połówki i każdą zrobisz z czymś innym, to potem od razu widać, że człowiek sukcesu z ciebie…..

swoją drogą, dobrze, że w tej sytuacji, on taki zaradny…

PS. a tak w ogóle, to wśród tych zasmarkanych chusteczek i wśród kichania i łzawienia, niepostrzeżenie, minęła Frytce kolejna rocznica prowadzenia bloga, siódma jakby…. i choć powiadają, że co siedem lat się charakter zmienia, to charakter tego bloga zmianom się nie podda (a szczególnie tej „dobrej”) i ma Frytka nadzieję, że wciąż będziecie tu zaglądać i że się nawet czasami uśmiechniecie …

starość, kur.., starość ….

coś chrupnęło, coś trzasnęło, coś przeskoczyło i …. została Frytka w pozycji lekkozgiętejpółprostej, z bólem w tej okolicy, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę…  już po kilku zaledwie dniach stała Frytka pod drzwiami gabinetu polecanego fizjoterapeuty… otworzył całkiem przystojny facet i zaprosił Frytkę do środka… po zadaniu standardowego ” co panią do mnie sprowadza?” i uzyskaniu  odpowiedzi zwięzłej, aczkolwiek treściwej: „boli…”, stwierdził: „zauważyłem u pani zaawansowaną lordozę…” no masz, człowiek chodzi wyprostowany, pierś do przodu, pośladki do tyłu, a ten, że lordoza… ok, zmilczała Frytka tę wypowiedź, a on, nie zważając na konwenanse, że pierwsza randka najpierw, że kawa, kino, kolacja, nie, od razu „proszę się rozebrać…”…. tu nachodzi Frytkę pytanie: czy Wy, dziewczyny, też tak macie, że im przystojniejszy facet, w sensie lekarz czy inny masażysta, tym trudniej przychodzi Wam rozbieranie?  … ale do rzeczy…. mając na uwadze, że ma do wyboru albo badanie i zmniejszenie bólu, albo konwenanse i pomykanie po ulicach niczym Qwasimodo, rozebrała się Frytka do pasa i, trzymając w rękach spódnicę, która po rozpięciu nijak nie chciała pozostać na biodrach, podeszła do dziwnej maszyny, która później okazała się być czymś w rodzaju rezonansu magnetycznego… kiedy już zajęła Frytka pozyję horyzontalną (spódnica w końcu przestała się zsuwać….) zabrzęczało, zahuczało, po czym zaczęło po Frytce coś jeździć i pukać, wzdłuż kręgosłupa, raz za razem…. „no tak – stwierdził fizjoterapeuta – jest pani poblokowana”…. „oj tam od razu poblokowana, no fakt, zdarzyło się raz, że ktoś na fejsie mnie zablokował, ale żeby tak od razu generalizować…” – tu przerwała wywód Frytka, gdyż mina pana mówiła, że raczej nie to miał na myśli – „aaaa, chodziło panu o kręgosłup…” „tak – z wesołym błyskiem w oku potwierdził – poblokowane kręgi, zapalenie nerwu w części lędźwiowo – krzyżowej, wdowi garb …” tego co nastąpiło później, nie będzie Frytka opisywać, bo nawet wspomnienia wywołują ból…. w każdym razie, po najdłuższych 30-tu minutach masowania, ugniatania, rozciągania, naprostowywania i innych takich, papierowy ręcznik, który miała podłożony pod twarz, wyglądał jak całun turyński, bo tak się Frytka spociła, że jej się cały makijaż odcisnął…  na koniec usłyszała Frytka, że: takich sesji musi wziąć co najmniej pięć, że do tego leki, że po zakończeniu masaży dostanie zestaw ćwiczeń (czyli koniec leżenia na kanapie…), a poza tym powinna sobie zrobić badania na nadciśnienie, osteoporozę, cukier i jeszcze parę innych… także ten, jakby ktoś miał na zbyciu balkonik w dobrym stanie, to chętnie….

swoją drogą, dobrze, że był ten ręcznik … 😀

stol-do-masazu

informatyk….

ta czapka strasznie mi elektryzuje włosy – oznajmił Młody przy porannym wychodzeniu z domu – jak mi te włosy pociągnie przy zdejmowaniu, tak mi potem sterczą, nic się z tym nie da zrobić … no chyba, że ewentualnie głowę pod wodę i zresetować…

w końcu uczeń klasy o profilu technik – informatyk….

 

poranna gimnastyka, czyli przypadki Frytki z Narowistym…

przyjechała Frytka Narowistym na parking, zaparkowała pięknie we wskazanym miejscu i zamierzając wysiąść, pociągnęła klamkę… nieoczekiwanie dla Frytki, klamka została jej w ręce, a drzwi pozostały zamknięte….  „taaaa….” – pomyślała inteligentnie Frytka, po czym rozejrzała się dookoła… w samochodzie obok siedział jakis mężczyzna i zerkał na nią ukradkiem, a do samochodu zbliżała się pani parkingowa w celu wyegzekwowania od Frytki opłaty…. „taaaa….” – pomyślała po raz drugi (nie mniej inteligentnie…) Frytka, popatrzyła na urwaną klamkę, i rozpoczęła procedurę wysiadania awaryjnego… w tym miejscu nadmienić należy, że wariant z opuszczeniem szyby i otworzeniem drzwi od zewnątrz nie wchodził w grę, gdyż elektryczny mechanizm sterujący szybą od strony kierowcy, od dłuższego już czasu nie działa (żeby było ciekawie, wszystkie pozostałe szyby, oczywiście, działają…) a pomysł, żeby poprosić panią parkingową o otwarcie drzwi z zewnątrz przyszedł Frytce do głowy, kiedy już siedziała w domu… jedynym wyjściem w tej sytuacji było przedostanie się na fotel pasażera i opuszczenie auta tamtymi drzwiami… dla większości ludzi pewnie nie jest to czynność wymagająca jakiegoś specjalnego wysiłku, przeszkolenia tudzież treningu… dla Frytki normalnie też nie, ale nie wtedy, gdy ma na sobie wąską spódnicę i kozaki na obcasach… ale, że nie miała innego pomysłu, w myśl zasady „co, ja nie dam rady?!” rozpoczęła Frytka manewry … najpierw, zahaczając o radio, przełożyła Frytka jedną nogę… to było nawet proste…. potem zaczęły sie schody, bo należało przemieścić tyłeczek (taaaa, tyłeczek….) i do gry włączyła się spódnica…. kobiety zrozumieją, panom niech wystarczy tłumaczenie, że z normalnej długości spódnicy, w tym momencie zrobiła się mini, można by rzecz nawet, baaaaardzo mini spódniczka… ale ok, uniosła się Frytka na tyle, na ile pozwolił sufit na głową, i poczęła przesuwać się w kierunku drugiego siedzenia…  teraz informacja dla samotnych pań: wajha od ręcznego hamulca nie zastąpi faceta, to wam Frytka mówi z pełnym przekonaniem…  w trakcie tego manewru, na wpół zgięta, wiedziona jakimś instynktem,  Frytka znów rozejrzała się wkoło… zarówno pani parkingowa, jak i pan z sąsiedniego auta, już nawet nie próbowali ukrywać, że przyglądają się Frytce… robili to otwarcie i z wielkim zaciekawieniem, żeby nie powiedzieć, z rozbawieniem…. nie zrażona tym Frytka w końcu przeniosła swój korpus na żądaną stronę, dołączyła do niego drugą nogę (tym razem zahaczając obcasem o kierownicę…), po czym, elegancko i z klasą, wysiadła… na pytający wzrok pani parkingowej odparła tonem tak oczywistym, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie: „klamka się urwała”….

cieszyć się czy… bać?….

se żyje Frytka w tym swoim świecie, se pisze od czasu do czasu, łyknie se od czasu do czasu jakąś tabletkę, co to euforię wywołuje, i jakoś jej (Frytce, nie tabletce…) tak płyną te dni … aż tu nagle, ni z tego, ni z owego okazuje się, że Frytka chyba w jakimś reality szoł bierze udział… no bo jak inaczej wytłumaczyć, że …. jest obserwowana?… tak, tak, dziwne to, ale prawdziwe… i nie chodzi o to, że jak Frytka raz zerknie na opis, dajmy na to, pralki w internecie, to zaraz potem ma na poczcie sto tysięcy reklam z pralkami, a każda następna lepsza od poprzedniej…(wiecie takie:  śpiewa, tańczy, krawaty wiąże, usuwa ciąże, tylko z praniem nie teges…) …  albo, że jak w rozmowie telefonicznej z przyjacielem wspomni coś na temat programu antywirusowego, to natentychmiast na fejsie się oferta takowego ukazuje wraz z przepowiednią rychłego padnięcia telefonu, że tylko brać i kupować…  o nie, tu chodzi o osobistych obserwatorów… takich, co to śledzą, czy Frytka coś napisała, czy coś zamieściła, co nowego (niekoniecznie mądrego..) miała do powiedzenia… a skąd Frytka o tym wie? … z systemu taka informacja wyciekła, o dziwo, z gratulacjami nawet … co prawda w obcym języku to, ale od czego są translatory?…

10 Follows!
Congratulations on getting 10 total follows on blaski codzienności!
Your current tally is 11.

wełna, wena i … pies …

jak się ma pańcię, która ciągle tworzy coś z niczego (a propos: prawdziwa kobieta potrafi z niczego zrobić: sałatkę, zupę i awanturę….), to się potem nie marznie na śniegu i mrozie … i się jest zadowolonym …. i przystojnym…

img_20170108_174126img_20170108_174952img_20170108_173443

wbrew temu co niektórzy sugerują…

sweterek

delicje twój wróg!…

że co, że tytuł za ostry?…. o tym, że delicje są bardzo szkodliwe już Frytka kiedyś pisała, kto nie czytał lub nie pamięta, może zajrzeć tu (poleca Frytka także komentarze…)…

ale do teraźniejszości… se siedzi Frytka na swoim, jak go nazwała Dreamu, fotelu prezesa i ciężko pracuje…. a na biurku, dużym biurku dodać należy, w drugim jego końcu, na talerzyku leżą sobie delicje … taki prezent na nową drogę życia od życzliwego… (taaaa, życzliwie życzy żeby w doopę poszły…) …  no i se leżą te delicje i niby nic wielkiego nie robią, a jednak kuszą… no i w pewnej chwili, nie pomna na wcześniejsze doświadczenia (pamięc ulotna jest, jak każdy wie…)  pomyślała se Frytka „a co mi tam, zjem jedną… ” … na własną zgubę se pomyślała… bo co się stało? … ano wyciągnęła Frytka rękę po ową delicję, ale za krótka się okazała być, ta ręka więc żeby długość wyciągnięcia zwiększyć, dodała Frytka do ręki górną połowę ciała swego, dbając jednocześnie o to, żeby dolna nie straciła połączenia z fotelem…. i tak się Frytka wyciągała po tę delicję (wiśniową zresztą czyli taką, ża jaką Frytka nie przepada…), tak się wyciągała, że w pewnym momencie …. BUM!!TRACH!!ŁUBUDU!! …. rozeszły się drogi Frytki i prezesowego fotela, w sensie, że Frytka z gracją słonia w jedną stronę, na podłogę, fotel w stronę zgoła przeciwną, z nie mniejszym łoskotem…

o całkiem wypisz wymaluj jak tu…

 

i tak sobie zdziwieni leżą oboje, a obecna przy wszystkim szefowa Frytki (młode dziewczę, drobniutkie, szczuplutkie, metr pięćdziesiąt w szpilkach…) rzuca się na pomoc …. „dam sobie radę” stanowczym tonem oraz gestem ręki powstrzymuje ją Frytka i podnosi z podłogi najpierw siebie, a potem ten zdradziecki fotel na kółkach…. z odniesionych obrażeń, do pokazania na forum publicznym, nadaje się jedno…. tu zbliżenie na rękę Frytki:

img_20161230_180236

 

zresztą i tak wiadomo, że najbardziej ucierpała dup….. eeeee…… duma oczywiście, duma…

no, a tak ogólnie, choć potłuczona na ciele, to jednak świadoma na umyśle, życzy Frytka wszystkim

szampańskiej zabawy i szczęśliwego Nowego Roku !!!