Przeskocz do treści

szybki detoks ….

za oknem piękna wiosna, zimowa odzież wraca do szaf, a na widok ogólny wychodzą pięknie uformowane w zimowym czasie oponki … u Frytki nie inaczej …. i choć sama Frytka ostatnio nie miała głowy, żeby o tym myśleć, to jej organizm pomyślał za nią i zdecydował, że najwyraźniej czas na detoks…  chciałaby Frytka powiedzieć, że wszystko odbyło się spokojnie i przemyślanie, ale wcale tak nie było… zaczęło się, nagle, tuż po sobotnim śniadaniu…. wiosenne, kolorowe kanapeczki, z szyneczką, zółtym serem, ogórkiem, pomidorem i wieloma innymi dodatkami, szybko znalazły drogę powrotną, o mało nie wybijając zębów Frytki od środka… a że kanapeczek było kilka, to i na jednym razie się nie obyło…. herbata zielona, woda zimna, woda gorąca, herbata czarna, gorzka i z cukrem, też nie chciały na dłużej zagościć… nawet wódka z pieprzem nie pomogła…. na takich atrakcjach minął Frytce cały weekend… w poniedziałek rano, pełna nadziei, po w miarę spokojnie spędzonej nocy, wyszykowała się Frytka do pracy, ale…. organizm uznał, że atrakcji było jednak chyba jeszcze za mało (albo, ze likwidacja oponek nie wypadła pomyślnie), bo tym razem postanowił zaatakować drugą stroną…. wierzcie lub nie, ale chyba wszelkie, zamontowane fabrycznie, we wnętrzu Frytki, szlabany, tamy i światła postanowiły utworzyć tzw. zieloną falę, bo….. kiedy Frytka kończyła pić ostatni łyk wody, pierwszy już wyrywał się na światło dzienne … w pewnym momencie rozważała Frytka zbudowanie bazy w toalecie, bo pobyt w niej stawał się dłuższy, niż samo dotarcie, ale przed taką decyzją powstrzymywały Frytkę tylko: chęć skorzystania z przybytku przez Młodego oraz brak gniazdka do podłączenia ładowarki telefonu.,… a więc, biegając w tę i z powrotem, spędziła Frytka kolejne kilka godzin…. w końcu organizm chyba uznał, ze kończą się pokłady złych związków w jelitach Frytki, bo trochę odpuścił…. a wtedy co?…. no oczywiście, po prawie trzech dniach, obudził się „mały” głód (a zasnął, najwyraźniej, zdrowy rozsądek…) … zjadła Frytka smażonego kotleta…. tak, że ten ….. trzymajcie kciuki …

w restauracji

kelner: i jak, smakowało?

gość: dupy nie urywa…

kelner: poczekamy…. 

antypatia.pl czyli cykl opowiadań dramatyczno-satyrycznych z ledwie zauważalną nutką romantyzmu pod wiele znaczącym tytułem „randka życia” …. odcinek 3…

dzisiejszy odcinek nie ma sponsora …. chociaż może wino ….

wszyscy oni (czyt. mężczyźni z portalu) są jacyś … inni – żali się Frytka Tabaludze … ci nienormalni, no to wiadomo, ale czemu z tymi, pozornie normalnymi, mi nie wychodzi?- ciągnie….  a wiesz co? – odpowiada tamta – może oni, po prostu, boją się silnych kobiet, może gdybyś była, wiesz, taka bardziej nieporadna, że niby sobie nie radzisz, że księcia z bajki na białym koniu potrzebujesz, rycerza, co by Cię z opresji ratował, niekoniecznie takiego z zakutym łbem…

randka w ciemno, na szybko, bez zastanawiania … restauracyjny ogródek, piękne okoliczności przyrody, słońce, ptaszki, wiatr we włosach i ruchliwa ulica obok, no sielanka …. do stolika Frytki podchodzi mężczyzna, z wyglądu całkiem spoko, jak mawia (chyba) młodzież…. pierwsze kurtuazyjne gesty, cmok w rączkę… kawka zamówiona, można rozmawiać…. więc co u Ciebie? – pyta odważnie kandydat… Frytka, pamiętając rady Tabalugi o byciu słabą zaczyna: a wiesz, no taka trochę nieszczęśliwa jestem, wiesz rozwód, nowa praca, nowe mieszkanie, taka zagubiona jestem, nie bardzo wiem, jak się w tym odnaleźć…. i nawet łezka się w oku Frytce przy tej przemowie zakręciła, bo tak ją własny podły los wzruszył…. aaaahaaaaa – odrzekł kandydat… a praca? jak w pracy? – pyta…. a wiesz, szef mnie nie docenia, mało zarabiam, koleżanki mnie wkurzają, atmosfera taka średnia, szczerze mówiąc, taka zagubiona jestem, nie bardzo wiem, jak się w tym odnaleźć – odpowiada (wciąż pamiętając o radach Tabalugi..) Frytka…. i nawet druga łezka się w oku Frytki zakręciła, bo smutek ją za gardło chwycił niespodziewany, że ten los taki podły…. aaahaaa – rzecze kandydat trochę mniej pewnie – a mieszkanie? co z mieszkaniem?…. no wiesz – rozkręca się Frytka (a rady Tabalugi apogeum osiągnęły chyba…) – to najem, to płacić trzeba dużo, a ja przecież samotna, niewiele zarabiam, i jeszcze ciągle coś się psuje, a to spod prysznica się do piwnicy sąsiadowi leje, a to drzwi od balkonu skrzypią i ciężko się zamykają, a to mikrofalówka ostatnio wybuchła, a tu mężczyzny nie ma, ja sama wszystko muszę (i oczywiście…) TAKA ZAGUBIONA JESTEM, NIE WIEM, JAK SIĘ W TYM ODNALEŹĆ…. i dwie łzy po policzku Frytki spłynęły, na ten los podły, i patrzy Frytka na kandydata, a ten…. szybko dopił ostatni łyk kawy, poderwał się od stolika i, zanim uciekł, to jeszcze tylko rzucił: ty jakaś niestabilna uczuciowo jesteś, ciągle beczysz, ty może leczyć się powinnaś?…. i tyle go Frytka widziała…. hmmmm, albo coś poszło nie tak, albo faceci rzeczywiście kochają zołzy ….

 

wraca mąż w nocy do domu, żona od progu: gdzieś ty był? w agencji towarzyskiej – odpowiada mąż…. jak to w agencji?po co w agencji? co tam robią takiego, czego ja nie robię?-dopytuje żona… a bo one, w trakcie seksu, to jęczą – odpowiada maż…. kolejny wieczór, łóżko, mąż dobiera się do żony i jak się zrobiło już naprawdę gorąco, to wtedy ona zaczyna: ojojoj, zima idzie, dzieciaki butów nie mają, węgiel trzeba kupić…..

ta, której imienia wymawiać nie wolno …. było….

siedzisz? – zapytała Młoda wchodząc do pokoju….. Frytka siedziała…. Młoda wyciągnęła zza pleców zdjęcie…. wiadomo, jakie zdjęcie …. no co było robić?… Frytka pogratulowała, ucałowała dziecię swe, które niedługo samo zostanie matką (wreszcie spełnią się przepowiednie każdej matki w stosunku do własnych dzieci – będziesz miała swoje dzieci, to wtedy zobaczysz…), dowiedziała się, że w związku z tym Młoda przyspiesza swoją przeprowadzkę do partnera, 300 km na zachód…. po czym zawołały Młodego…. niechętnie oderwał się od kompa i przyszedł … Frytka pokazała mu zdjęcie… co to jest? – półprzytomnie zapytał…. no co to jest? – znacząco zapytała Frytka…. no zdjęcie – odpowiedział… no brawo synu!!…. co to za zdjęcie? – dopytuje Młody… pierścionek, kuźwa, połknęłam – nie wytrzymała Młoda … poważnie? – wyraźnie ożywił się Młody …. no człowieku – Frytka ciągnęła ostatkiem cierpliwości – wujkiem zostaniesz … ktoś jest w ciąży??!! – jego zdziwienie załatwiło sprawę… matka, głąbie!! – rzuciła wkurzona już Młoda….

 

a może na Pokątnej?….

kancelaria, telefon, klient, Frytka…

– dzień dobry, ja dzwonię w sprawie ustalenia terminu na sprzedaż lokalu , na ul. Prostej…

– dzień dobry, zaraz sprawdzę….

przerzuca…., znaczy, przekłada Frytka dokumenty, koszulka po koszulce, ale rzeczonych nie widzi, więc pyta klienta….

– a przepraszam, zostały u nas dokumenty?…

– tak, zostały, ale…. wie pani co? może to jednak jest ulica Krzywa…..

przerzuca….. znaczy, przekłada Frytka dokumenty po raz drugi, koszulka po koszulce, ale takich też nie widzi… w tym momencie coś rzuca jej się w oko, więc pyta klienta….

– a przepraszam, czy ten lokal, to nie jest przypadkiem, na ulicy Poprzecznej?….

– o tak, tak, ma pani rację, a bo te nazwy, to takie podobne, się mylą – rzecze zadowolony klient….

antypatia.pl czyli cykl opowiadań dramatyczno-satyrycznych z ledwie zauważalną nutką romantyzmu pod wiele znaczącym tytułem „randka życia” …. odcinek 2….

sponsorem głównym dzisiejszego odcinka jest producent majonezu „kielecki”,

sponsorem pomocniczym rozlewnia wina „Lepszy Parkinson niż Alzheimer (lepiej rozlać, niż zapomnieć wypić)”…..

randka poprzedzona kilkoma rozmowami telefonicznymi, w czasie kórych, 54-letni kandydat długo używał zwrotu „pani Frytko to, pani Frytko tamto….”, co dawało podstawy do wysnucia, jakże odważnego wniosku: dżentelmen z zasadami….. dzień x, godzina zero, orzeł wylądował, a kandydat zajechał…  na widok zbliżającej się zdecydowanie, acz niespiesznie, żeby nie było, Frytki, WYSIADŁ* z auta …. powiedzieć o nim „barwny ptak”, to nic nie powiedzieć …. czerwone spodnie, niebieskie buty, koszula w zółto-zieloną kratkę i dzinsowa marynarka z białymi obszyciami, a na głowie późny Wodecki (brakowało jeszcze tylko kapelusza z pawim piórkiem….)… Frytkę na moment wryło w chodnik, jakby obasy szpilek trafiły na rów mariański, ale że odważna (i na ów moment głodna…) z niej kobieta, to już po chwili ruszyła dalej ….  kandydat, nie zauważając chwilowego zawahania Frytki, przedstawil się, wykonał „całuję Twoją dłoń madame” i OTWORZYŁ** drzwi do auta….

tak na marginesie, wiecie kiedy mężczyzna otwiera drzwi do auta kobiecie?…. kiedy albo auto, albo kobieta są nowe…. tak, że ten …

wroćmy jednak do randki…restauracja o, jakże zaskakującej i absolutnie nie związanej z niczym w tym przypadku, nazwie „randez vous” …. kelner, menu, zamówienie, kwestia alkoholu…. kandydat zmotoryzowany, spoza miasta, więc wiadmo, że o suchym pys…. znaczy, o kawie pozostanie, więc Frytka, jako że dobrze wychowana, też tak postanowiła… jakże szybko przyszło jej żałować, tak pochopnie podjętej, decyzji …. zaledwie po upływie piętnastu minut, spędzonych na słuchaniu o byłej kandydata i fajfach w Ciechocinku, Frytka zamówiła pierwszy kieliszek wina, po kolejnych 15 min drugi, a nim kolacja dobiegła końca, także trzeci…. jak się zapewne domyślacie, randka mogła mieć tylko jeden, akceptowalny dla Fytki, finał…. koniec końców, nim kadydat wrócił do siebie (i być może do byłej) podarował Frytce w prezencie słoik majonezu kieleckiego i słoik sosu tatarskiego (gdyż i ponieważ kandydat ów spod Kielc pochodził…)…”scyzoryk, scyzoryk, tak na mnie wołają….” – śpiewał Liroy, ale w tym przypadku, to raczej tępe ostrze było….

* rzecz wydawałaby się oczywista, ale nic bardziej mylnego….

** w kompletnym zaniku….

ciocia Frytka i chińska zupka….

zatrudniona została ostatnio Frytka w roli babysitter, znaczy dotrzymywała towarzystwa choremu synowi, znanej wszystkim, Tabalugi…. dni płynęły spokojnie, choć niektóre zaznaczyły się w pamięci niespodziewanymi zdarzeniami… jednego takiego dnia, rezolutny, wychowany na internetach 7-latek dzwoni do matki swej i pyta (z relacji uzyskanej od Tabalugi):  mamo, a masz jakiegoś kolegę albo znajomego koło Japonii?…  a o co chodzi?? – pyta zdziwiona Tabaluga… bo ja bym zjadł chińską zupkę – pada odpowiedź…. ubawiona Tabaluga dzwoni do Frytki i  opowiada co i jak… Frytka, najpierw pouczyła Tabalugę, żeby uświadomiła synowi, że zupka chińska nie jest z Japonii, tylko z ….. Radomia (na co Tabaluga: a masz znajomego koło Radomia?, zapominając, że Frytka urodziła się i wychowała w odległości 45 km od tego „sławnego inaczej” miasta….), a później, jako dobra, żeby nie powiedzieć, najlepsza ciocia ewer, zapytała chorego: chciałbyś zjeść chińską zupkę?…. a co, ciocia, masz kogoś koło Japonii?…. nie – rzekła rozbawiona, ale zachowująca powagę Frytka – ale chyba mam zupkę… naprawdę? – oczy dzieciaka ze zdziwienia zrobiły się wielkie, jak pięciozłotówki…. naprawdę – odpowiedziała serio Frytka…. zaraz zadzwonimy do Młodego, żeby sprawdził…. niestety okazało się, że rzeczona chińska zupka została zjedzona… ta drobna niedogodność nie mogła przecież zrujnować tak pieczołowicie budowanego obrazu Frytki – super ciotki…. co więc zrobiła? ano ubrała się i poszła do sklepu… kupiona zupka, przygotowana według ścisłych instrukcji na torebce, poparta wypatrzonymi przez głodnego w internecie, już po chwili stanęła przed nim …. ochoczo wziął pierwszą łyżkę do ust i …… wiesz co ciocia? ja to bym do tej zupy dodał coś pomidorowego – usłyszała Frytka….. że co? – zapytała inteligentnie…. coś pomidorowego – powtórzył 7-letni masterszef – może keczup?…. Frytka odwiodła go od tego pomysłu, zupka chińska wylądowała w sedesie, a smakosz zjadł polskie kanapki z szynką i pomidorem…..

antypatia.pl czyli cykl opowiadań dramatyczno-satyrycznych z ledwie zauważalną nutką romantyzmu pod wiele znaczącym tytułem „randka życia” …. odcinek 1…

sponsorem głównym dzisiejszego odcinka jest siłownia „Narcyz i spółka” oraz producent sterydów „wielka klata, mały ….”

randka poprzedzona jedną czy dwiema rozmowami telefonicznymi, z decyzją podjętą w stylu: raz kozie śmierć…. miejsce spotkania „restauracja ” z wieśmacami…  jako, że godzina spotkania popołudniowa, dzień w środku tygodnia, to zjawiła się tam Frytka prosto z pracy …. kandydat pojawił się kilka minut później, wykonując wejście, jak książę z bajki (patrz. Shrek), znaczy: patrzcie i podziwiajcie… hej ty, tam w kącie, nie patrzysz!!…. Frytka też patrzyła…. kandydat się dosiadł i prężąc dumnie klatę, patrzy na Frytkę…. i czeka …. Frytka widząc, że ciężar, nie bójmy się użyć tego słowa, konwersacji będzie spoczywał na niej, zaczęła od podpowiedzi, że można by zamówić, na ten przykład, kawę?…. kandydat i jego klata wyrazili aprobatę słowną dla tego pomysłu, po czym dumnie pomaszerowali złożyć zamówienie …. już po chwili, o dziwo, piła Frytka kawę, jednocześnie gorączkowo szukając tematu do rozmowy, ale że od jakiegoś czasu, z siłownią jej nie po drodze, a kandydat nie wyglądał na znawcę kryminalnych powieści skandynawskich, to szło opornie…. niezręczną ciszę przerwał sam kandydat, pytając znienacka: „a czy jak wszedłem, i mnie zobaczyłaś, to pomyślałaś tylko, że ok czy poczułaś takie WOW?”…. w tym momencie, jedyne co Frytka poczuła, to ulgę, że zamówiła tylko kawę i że tę kawę właśnie skończyła pić…. bo jeśli ktoś komuś powinien tu mówić komplementy, to chyba nie Frytka?….