Przeskocz do treści

to nie tak, jak myślisz kotku….. :D

w weekend nawiedzili Frytkę goście…. po raz pierwszy, z oficjalną wizytą, przybył Najmłodszy w asyście swoich rodziców… rozmowy, śmiechy, płacze – jednym słowem niezłe zamieszanie… w pewnym momencie, przy względnej ciszy, usłyszała Frytka dziwny odgłos, jakby wibracje czy buczenie…. zaczęła nasłuchiwać… trop zaprowadził ją do torby Młodej więc rzekła: Młoda, to z Twojej torby słychać… „niemożliwe” – odpowiedziała tamta…. no jak niemożliwe, jak słyszę – upierała się przy swoim Frytka…. „no mówię ci, że nie….” – w zaparte szła Młoda…. no sama posłuchaj – Frytka nie dawała za wygraną…. Młoda w końcu, zapewne dla świętego spokoju, wzięła torbę i ….. „ty, faktycznie…..” – jej zdziwienie było autentyczne – po czym otworzyła torbę, a tam nie tylko wibracje, ale nawet efekty świetlne….. sięgnęła w głąb i wyciągnęła….

nawet nie pytam – skomentowała Frytka…. MAMO!! – z oburzeniem rzuciła Młoda – to przecież jest…….
no właśnie, co to jest?….. 😀

wiedza, to potęga….

wieczór, Frytka ogląda, ze swoim facetem program „Jeden z dziesięciu” (jedyny teleturniej, który pomimo upływu lat, wciąż trzyma poziom… a Tadeusz Sznuk – klasa sama w sobie)… pada pytanie: jak nazywała się aktorka, żona znanego reżysera, która została zamordowana przez członków sekty Mansona? … nim pytany zawodnik zdążył wziąć oddech przed udzieleniem odpowiedzi, Frytka, dla której gwiazdy (zarówno formatu światowego, jak i pomniejszych…) nie mają żadnych tajemnic, wykrzyknęła:

Sharon Tate, żona Polana Romańskiego!!  ….

PS. zauważyliście, że w pewnym wieku, bycie we dwoje, nabiera ostrości?….

jestę ogrodnikię….

tak wyszło, że za sprawą Pewnego Mężczyzny, dostał się Frytce pod opiekę kawałek ziemi….. niby pod płotem, ale jednak na widoku…. niby zarośnięty ten kawałek był kwiatkami, ale poza jedną kwitnącą peonią (które to kwiaty Frytka kocha miłością niezmienną….), żadnych innych godnych uwagi Frytka tam nie zauważyła, a w związku z tym poczuła we wnętrzu swoim, że musi coś temu zaradzić….. zaczęła od zamówienia 150 sztuk cebulek tulipanów i krokusów… (mówicie, że dużo?…. he he he, poczekajcie….)…  a chwilę potem zajęła się wykopywaniem starych roślin i równaniem terenu… praca szła „gładko”, dopóki nie „pękła” Frytka szpadelka…. ale czegóż nie zrobi Pewien Mężczyzna, aby jego kobieta była zadowolona?… rzucił wszystkie zajęcia, które w danej chwili wykonywał, wyciągnął cały warsztat spawalniczy, butle z gazem, maski i inne takie, i już po pięciu sekundach mogła Frytka kopać dalej…. aż osiągnęła swój cel….

 

kolejnym krokiem było zrobienie w świeżo wykopanym „ogródku” dziur pod te zamówione cebulki… zdolny PM przygotował Frytce profesjonalne narzędzie…..

więc (tak, tak….) bez chwili zwłoki Frytka mogła przystąpić do dziurkowania …. praca szła gładko, pomimo utraty przez Frytkę prawej dłoni i uzyskania postury Dzwonnika z Notre Dame …. i w końcu…. tadam!! … cel został osiągnięty …..

teraz pozostało już tylko wsadzić rzeczone cebulki…. z entuzjazmem przystąpiła Frytka do zapełniania dziurek…. biegała między nimi niczym Motyl Emanuel zarywający do Makowej Panienki, niczym Wróżka Dzwoneczek rzucająca magiczny proszek…. jedna cebulka czerwonego tulipana tu, jedna cebulka fioletowego krokusa tam…. i tak aż do wyczerpania się cebulek…. zadowolona Frytka ogarnęła wzrokiem swój powstający ogródek i ….. zamarła…. gdyż i ponieważ cebulek wystarczyło na zapełnienie ok 1/3 części przygotowanych dziurek…. wpadła Frytka w lekką panikę, bo przecież jesień, bo może spaść deszcz, bo zasypie dziurki z takim poświęceniem, okupione krwią i cierpieniem, zrobione… i co zrobił PM?… otóż wpadł na pomysł, w swej prostocie, genialny…. otóż dziurki trzeba tymczasowo zapełnić czymś innym…. i On nawet wiedział czym… w ten oto sposób, przez kolejny tydzień (dopóki nie doszło kolejne 200 szt cebulek….), w zamyśle obsypany kwieciem tulipanów i krokusów, ogródek Frytki wyglądał tak….

tak, że ten…. 😀

veni, vidi, lovici….

 

tak się uśmiecha do Tej, Której Imienia Wymawiać (wciąż) Nie Wolno …. co prawda, tylko przez sen, ale jednak … ❤

a imię jego Antoni …..

no i dziś, o godzinie 8:20, zostałam Tą, Której Imienia Nie Wolno Wymawiać….. 😀

promocja ….

koleżanka Frytki w pracy dostaje sms-a…

słuchajcie – informuje radośnie – w markeciepolo są majtasy w promocji…. 0,99 zł za 100 gram…..

Frytka i druga koleżanka spoglądają na siebie zdziwione…..

że co jest w promocji? – pyta inteligentnie Frytka….

no majtasy – odpowiada koleżanka z uporem….

na wagę? – dopytuje Frytka….

no tak….. – odpowiada koleżanka zdziwiona…

w tym momencie Frytka doznaje olśnienia….

chyba matiasy – podpowiada….

koleżanka spogląda na telefon…..

no, matiasy – potwierdza….

wszędobylska Zofia….

kolejny piękny słoneczny poranek…. Frytka wyprostowana, z piersią wypiętą, maszeruje dziarsko do pracy…. w pewnym momencie rzuca okiem na mijany przystanek, a tam…. Zofia …. na całe szczęście odwrócona…  więc Frytka, w jednej chwili, zwija swoje sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu + 10 centymetrów obcasa w kłąb wielkości 40 centymetrów, i wstrzymując oddech, niemalże czołgając się po chodniku, przemieszcza się na bezdechu, za plecami Zofii…. pół kilometra dalej, mając nadzieję, że wzrok Zofii już tam nie sięga (chociaż pewności nie ma, bo rzeczona, choć  okularów nie nosi, zawsze wszystko widzi….), odzyskuje poprzednią postawę, łapie wreszcie oddech i z ulgą, że tym razem się udało, idzie dalej…. jakże złudne to było, bo po zrobieniu zakupów, mijając zupełnie inny przystanek, na zupełnie innej ulicy, będąc już całkiem blisko miejsca przeznaczenia, niczego się nie spodziewając, słyszy: „hola, hola, kochanie….” i już wie, że ma przesra…. przerąbane….