Skip to content

samochodowych perypetii ciąg dalszy…

16 kwietnia 2012

o żesz ty k**wa mać… o jaka wkurzona Frytka do pracy dotarła… że w ogóle dotarła to już cud… oczywiście problem z samochodem… no to auto to naprawdę niezły model jest… fakt, ma już parę lat na karku (?), ale to jeszcze nie powód żeby się wszystko zaczęło psuć… (co nie?..)…  zaczęło się od migaczy… były dni, że działały i wydawało się, że już jest ok… no to po co jechać do mechanika… co mu powiedzieć skoro działa… to za parę dni łup, znów nie… no nie była Frytka pewna dnia ani godziny… wyjeżdża spod bloku – działają… w trakcie – przestają… a jazda z popsutymi kierunkami do łatwych nie należy… (a może wręcz do zakazanych…) wybierała Frytka taką trasę do pracy, żeby tylko w prawo skręcać… bo to najłatwiej myknąć… (dobrze, że się tak dało…)… no nie było na nie mocnych… Mąż szukał.. czyścił… odkręcał… i w końcu okazało się, że wystarczyło wymienić takie jedno cóś… co wyglądało jak mały czarny sześcianik… i kosztowało 30 zł… potem (i w trakcie…) wycieraczki… raz działają, raz nie… też nie można utrafić momentu, żeby na warsztat pojechać… a dziś to już przeszedł samego siebie…   najpierw nie chciał odpalić… (no, w zimę w -30* odpalał a teraz mu się odwidziało…) w końcu się udało… więc jedzie Frytka zadowolona… pierwsze światła… czerwone (a jakby inaczej…) stoi Frytka (znaczy się samochodem…)  i spokojnie czeka…. zielone… i jak w powiedzeniu… „ja mu w gaz a on zgasł”… no, normalnie, ciśnie Frytka pedał (gazu…) a samochód ani drgnie… a wyje za to jak opętany… no nie mógł na obroty wskoczyć… Frytka coraz bardziej zestresowana… kierowcy za nią trąbią… wreszcie… jak nie zaskoczy… jak nie wystrzeli Frytka do przodu…(samochodem oczywiście…)… nawet nie wie czy jeszcze zielone było… i tak przemknęła przez skrzyżowanie…  w podobny sposób, jeszcze dwa skrzyżowania w drodze do pracy Frytka przejechała… i teraz to już ma dość… dziś jedzie do mechanika… niech się dzieje co chce…(znaczy się o kasę chodzi…)…  no tak to jeździć nie będziemy…

Advertisements

From → Uncategorized

13 komentarzy
  1. Akular permalink

    Dobra, co się pośmiałam to moje;-)
    A samochody mają to do siebie, że zawsze się psują, ale nigdy wtedy gdy stoją w garażu 😉

  2. no, śmieszne to jest… tyle, że nie w czasie jazdy 🙂

  3. Demi permalink

    Uśmiałam się:) Ale Tobie pewnie wesoło nie było na tym skrzyżowaniu:)

    • a żebyś wiedziała 🙂 ale za to jak wystrzeliłam, to wszystkie samochody zostały daleko w tyle… chyba jednak już się czerwone zapaliło 🙂

  4. Gajana permalink

    Radzę brać samochód z salonu. W naszym wieku już się raczej dorobiliśmy – to nas stać 😉
    Ja wychodzę na tym na razie znakomicie, ale jak wspominam czasy wcześniejsze to mnie szlag trafia.
    Na ten przykład jak byłam z Młodym w ciąży, to mi ko-orna gasł mój nissan ZAWSZE na zakręcie, pod górkę. Taki był dziad.

    • tak się do niego jakoś przyzwyczaiłam 🙂 … czy to się godzi tak jakoś od razu wymieniać na lepszy model? … może dać szanse jeszcze 🙂

  5. Ewa permalink

    samochody psują się w czasie jazdy, a naprawiają w drodze do mechanika. A wtedy trudno znaleźć przyczynę 🙂

    • ano właśnie 🙂 złośliwość rzecz martwych… ale mój jest umówiony już na wizytę, bez względu na stan techniczny w tym dniu…

  6. Tygrys1012 permalink

    Z samochodami jak z komputerami – zawsze działają, jak stoi nad nimi informatyk. Psują się, jak go nie ma. My ostatnio też mamy hece z autem – nagle psuje się w nim sporo, od ręki. Przy -30 również odpalał, a przy +15 zdechł nam akumulator, ot tak. Dobrze, że sąsiedzi mają kable na stanie… W ciągu ostatniego miesiąca wydaliśmy prawie okrągły tysiączek, jeszcze nas drugi czeka – dobrze, że marka nie jest z najwyższej półki 😉 a co za tym idzie ceny części… chociaż akurat droga się właśnie popsuła…

  7. Teraz prawem serii lodówka i okurzacz., a potem to juz luzik;D

  8. Thunderstorm permalink

    Niezła heca! Mnie kiedyś wycieraczki wysiadły w najgorszą ulewę i to dopiero był jazz, jak musiałam bezpiecznie zaparkować, co by ulewę przeczekać. 🙂 U mechanika to regularnie lądujemy, bo nienawidzę niespodzianek w czasie jazdy. Pozdrawiam 🙂

  9. dreamu permalink

    Zupełnie mnie nie śmieszy Twoja opowieść 🙂 Pamiętam, jak kilka lat temu przejechaliśmy 300km w JEDENAŚCIE godzin i co z tego, że moje auto było sprawne, jak to drugie nie mogło jechać 😉 Ffffcale nie śmieszne to jest, fffcale

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: