Skip to content

a było już prawie dobrze…

18 Maj 2012

u Frytki to zwyczajowo jest tak, że jak już prawie (choć jak wiadomo „prawie robi wielka różnicę….”) wychodzi na jakąś prostą (a przynajmniej mniej krzywą…) to zaraz coś z drugiej strony musi dowalić… i dowaliło… wczoraj Frytka, z uśmiechem na ustach, rozstrzygała na blogu Akulara kwestie „jajecznych marzeń”…, bo jak się wydawało,  nie posiadała innych (czyt. nowych…) zmartwień… a dziś?… dziś już jej do śmiechu wcale nie jest…  dziś przyszedł list od komornika… że zajmuje Mężowi pół pensji na poczet długu, który Mąż zaciągnął bez wiedzy i zgody Frytki….  i, którego, jak można się domyśleć, nie spłacił … kto zerkał na pierwszy blog Frytki to może doczytał, że z Mężem były swego czasu problemy… nie dość, że pasjami przesiadywał w barach to jeszcze  zaczął grać na maszynach… tak „skutecznie”, że: przegrał pierwszy samochód (ok. 12 tys.)…, wziął kilka kredytów (o których Frytka dowiadywała się dopiero, jak trzeba było spłacać…) na łączną kwotę ok 15 tys … przegrywał służbowe pieniądze… Frytka robiła wiele, żeby go z tego wyciągnąć… było naprawdę ciężko…  podpisała z Mężem rozdzielność majątkową…. przepisała na siebie wspólne konto…  on wziął się w garść… przestał chodzić do baru… przestał grać (a przynajmniej tak się wydaje…)… jego pensja wpływa na konto Frytki (więc przynajmniej to ma pod kontrolą…)… ale, tak czy inaczej, do tej pory ponosi Frytka konsekwencje jego zachowania… tzn. sama teraz spłaca kredyty, które wzięła na spłatę Mężowych zobowiązań… kombinuje, jak tu wszystko utrzymać … jak na wszystko z kasą wyrobić…  i wydawało się, że jakoś się to wszystko pomału układa… złudne to było wrażenie, jak się okazało… zmory przeszłości wciąż wypływają z mroków…  i co teraz zrobić?… dług, ze wszystkimi kosztami, to ok. 5 tys… wziąć kolejny kredyt, żeby to szybciej spłacić, żeby odsetki i koszty komornicze już nie rosły?… poza tym, łatwiej będzie, jak się  miesięcznie przeznaczy na ratę np. 300 zł,  niż jak komornik 1000 zł czy 1500 zł z pensji  zabierze…  masakra… myśleć się Frytce nie chce… znów trzeba będzie pasa zacisnąć… znów Młodym tłumaczyć, że nie ma na to czy na tamto… i znów Frytka jest z tym wszystkim sama…  Mąż, którego Frytka o liście poinformowała,  powiedział tylko (po raz kolejny…) „przepraszam…”  …  i nie radźcie Frytce odejść od niego… to nie jest takie proste… Frytka nie pochodzi z miasta, w którym obecnie mieszka … nie ma tu żadnej rodziny, poza rodziną Męża, z którą… „najlepiej wychodzi się na zdjęciach…” … nie może wrócić w swoje rodzinne strony (150 km „stąd”…) bo ma tu pracę, z której zrezygnować nie może… która daje pewne (i dobre…) źródło utrzymania… na wynajem czegokolwiek jej nie stać (kredyty…) a poza tym… wciąż kocha tego człowieka … mimo wszystko… i wie, że gdyby nie ona (jakkolwiek to zabrzmi….) już dawno stoczyłby się na dno… tak więc, nie wszystko co się romantycznie zaczyna, pozostaje takim do końca…

Advertisements

From → Uncategorized

16 komentarzy
  1. Tygrys1012 permalink

    Frytka, no to niewesoło…. Wiem, że odejść to łatwo powiedzieć komuś z boku, a zrobić o wiele ciężej, ale przynajmniej weź i przyfasol między uszy, od tyłu, tak od serca. A postawienie warunków – skuteczne leczenie, albo fora ze dwora? Traktowanie jak dziecko, żeby się rozliczał z każdej wydanej złotówki? Zresztą, na pewno to wszystko wiesz i przerabiałaś. Pozdrawiam więc tylko i cóż….no pozdrawiam…. Chcesz, to pisz na maila, znam podobną sytuację, jakby osobiście….

  2. Frytko, to chyba jeden z najsmutniejszych Twoich postów… Bardzo mi przykro z powodu tego długu. Nie myślałaś, żeby Mąż poszedł na terapię leczenia uzależnienia od hazardu? Inaczej może być ciężko 😦

  3. Akular permalink

    Co zrobić, czy wziąć następny kredyt, czy nie, tego nie powiem, bo nie wiem.
    Nie wiem, czy jest jakaś szansa, żeby komornika pominąć chociażby, żeby nie płacić mu pieniędzy za to, że z Ciebie zdziera, ale chyba można popytać właściwych ludzi (nie wiem, doradców finansowych może, prawników), co zrobić, żeby było najlepiej.
    Z tego co zrozumiałam, to nie jest to nowy dług i teraz mąż się już hazardem nie para.
    Więc skoro tak, to rozumiem, że jak spłacicie wszystkie te długi z przeszłości, to wyjdziecie na prostą.
    Trza się przemęczyć w takim razie i nie myśl, że nie wiem, co to znaczy. Dlatego trzymam mocno kciuki za Ciebie.

  4. Thunderstorm permalink

    Akular ma chyba rację i może faktycznie dobrze by było poradzić się prawnika… Niestety, małżeństwo to taka instytucja dla twardzieli. Mi też mąż kiedyś odwinął numer z kasą i przykro to powiedzieć, ale teraz mu nie ufam i trzymam rękę na pulsie. Gdybym się jednak dowiedziała, że zrobił coś bez mojej wiedzy i zgody, to bym mu jaja urwała. Odejść to nie sztuka, zwłaszcza gdy się kocha… Cóż mogę Ci powiedzieć… Doradzać nie będę. Współczuję. Serdeczności!!!

  5. dziewczyny, odpowiem Wam wszystkim, jeśli pozwolicie, zbiorczo… tak, wszystko to co napisałaś Tygrysie – przerabiałam… co do leczenia – braliśmy to też pod uwagę…, tzn. najpierw nie chciał o tym wcale słyszeć, ale potem zrozumiał, że sam sobie może nie poradzić… żeby go wysłać na leczenie, potrzebne były pieniądze (dowiadywałam się – ok. 5 tys ).. no i nie pracowałby w tym czasie.. a tu długi trzeba było spłacać i żyć za coś też… do pracy mogliby go z powrotem nie przyjąć… i tak źle, i tak niedobrze… postanowiliśmy, że spróbujemy sami… zawziął się i jakoś trzyma (odpukać…) tak naprawdę, to przestraszył się na dobre wtedy, gdy po raz kolejny dowiedziałam się, że przehulał służbowe pieniądze i po prostu już tak miałam wszystkiego dość, że załamałam się totalnie… i zaczęło się to także odbijać na mojej pracy … zrozumiał, że mogę więcej po prostu nie znieść… i wtedy wziął się w garść… tylko co jakiś czas (tak jak teraz…) wyskakuje coś nowego… po prostu nie przyznał mi się do wszystkiego… ja wiem, że dam (y) radę… po raz kolejny… żeby w końcu wyjść na prostą …. tak, Karioko, najsmutniejszy ten post… założyłam sobie na początku, że będę pisać w miarę na wesoło… bo naprawdę mam duże poczucie humoru i dystans do siebie… ale dziś nie dałam rady… może Was to zdziwi, ale o naszych (Męża) problemach nikt z rodziny, ani mojej ani jego nie wie… i może właśnie dlatego dziś pękłam… bo potrzebowałam się komuś wygadać… mam nadzieję, że mi to wybaczycie… i domyślam się Akularku, że też masz za sobą ciężkie przeżycia… a więc DZIĘKUJĘ WAM BARDZO ZA WSPARCIE 🙂 …. i obiecuję, że następny post będzie wesoły (albo przynajmniej nie smutny…) 🙂

  6. Thunderstorm – my od tamtej pory też mamy umowę co do kasy… cała jego pensja wpływa na moje konto… gdy potrzebuje gotówki, to dostaje ją ode mnie… i, mam nadzieję, że jaj nie będziemy musiały urywać (ani Ty ani ja…) bo jak wiemy z postu Despera u Akulara, są one bardzo ważne 🙂 widzicie?.. już mi lepiej 🙂

  7. Ewa permalink

    Frytko… tak mi przykro. Ja kiedyś walczyłam z innym nałogiem mojego byłego męża, ale on już jest były. Znaczy mąż jest były, a nałóg, to już nie mój problem, ale chyba do niego nie wrócił. Jak tak się zastanowić, to prawie każda z nas miała jakiś koszmar… który czasem z nienacka powraca. Więc zyczę Ci, zeby coraz rzadziej i z mniejszym natężeniem, az w koncu da Ci spokój.

    • dzięki Ewo 🙂 mam taką nadzieję… a swoją drogą, Mąż dziś wpada na chwilę do domu, to go po prostu muszę przycisnąć… muszę się dowiedzieć czy to już wszystko… pozdrawiam

  8. Demi permalink

    Przykro mi Frytko…. Nie wiem co powiedzieć… Każdemu z nas należy się szansa na kolejne wybaczenie… I masz rację,odejście nie rozwiąże problemu. Gdy się kogoś kocha – wiele można znieść… Nikt nie jest doskonały… Trzymam kciuki za Was oboje… Dacie radę, będzie dobrze. Musi być dobrze:) Pozdrawiam Kochana:)

  9. Żeby nie tracić kasy na komornika można zdaje się pójść na ugodę z tym, komu Twój mąż jest winien kasę. Jeżeli podpiszesz ugodę i będziesz dotrzymywać terminów pozbędziesz się kosztów, ale sprawę musi powstrzymać wierzyciel. W podobnej sytuacji był brat mojego Teda.

    • nie wiem czy jeszcze jest to możliwe, gdy wystawiony już jest tytuł egzekucyjny… jutro idę do komornika porozmawiać… dziękuję za radę 🙂

  10. Teraz wiem co miałaś na myśli pisząc komentarz pod moim postem…

  11. Rozumiem Cie doskonale!!!:( Był czas,że nie miałam pracy.Brakowało na wszystko..Sołtys wziął kredyt,a potem zmniejszyli mu pensję…Kredyt kredytem….wiem, co czujesz!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: