Skip to content

wycieczka….

11 czerwca 2012

w weekend wypadła Mężowi trasa służbowa w kierunku Częstochowy… a że to tylko około 85 km od aktualnego miejsca zamieszkania Frytki, to postanowiła się, w ramach wycieczki krajoznawczej, w tę podróż z Mężem wybrać… bo wiedzieć trzeba, jakkolwiek to zabrzmi, że Frytka w Częstochowie, docelowo, była 1 raz i 2 razy w ramach przejazdu… dodatkowym argumentem, przemawiającym na korzyść odbycia wyżej wspomnianej wycieczki, poza możliwością pobycia z Mężem sam na sam (!), była też chęć zjedzenia…. kebaba… tak, tak… w Częstochowie, koło jakiejś stacji benzynowej obok „McKaczora” (niech nikt nie pyta Frytki o dokładny adres…) jest takie nieduże coś, gdzie dają naprawdę dobry kebab w rozsądnej cenie … trzy razy Frytka jadła i miała chęć na czwarty… miał zostać spożyty w drodze powrotnej…  a więc… zrobiła Frytka kanapeczki… w termosiku zaparzyła kawkę…. w pojemniczek zapakowała dwa kawałeczki ciasta (które poprzedniego dnia zrobiła…) do kawki i… „lato, lato.. lato czeka…” zaraz, zaraz, to akurat może nie pasuje… w każdym razie, witaj przygodo !…. taaa, przygoda to dobre określenie… ale nie uprzedzajmy faktów… w stronę Częstochowy podróż upływała bez zakłóceń… trasa szybkiego ruchu, więc 40-to tonowa (z ładunkiem…) ciężarówka Męża pomykała z zawrotną prędkością 90 km/h… (a wierzcie lub nie, ale w takim samochodzie, prędkość odczuwa się inaczej niż w osobówce…)  w środku, w kabinie, full  wypas… miejsca więcej niż w kuchni w mieszkaniu Frytki… Frytka stwierdziła w pewnej chwili, że się może kawki napije…. ależ proszę bardzo… w jednym schowku – kubeczek… w drugim – łyżeczki… w lodóweczce – śmietanka… normalnie, w mordę, w tym samochodzie to Mąż ma lepiej (no dobra, może nie…) niż Frytka w domu….  więc siedziała sobie Frytka z kawką w ręce i podziwiała widoki…  w Częstochowie zaczęły się problemy… okazało się, że do miejsca rozładunku nie da się dojechać prostą drogą… jest remont i jechać trzeba objazdem…. Mąż obytym kierowcą jest, więc same objazdy mu nie straszne, ale wiązało się to z dużym nadłożeniem drogi i, co jedno z drugim związane, z wydłużeniem czasu podróży…. a czas gonił, bo wycieczka odbywała się w piątek… a co było w piątek?… no oczywiście, mecz otwarcia… do rzeczy… Mąż ustalił nową trasę i pojechali…. trasa wiodła wąskimi, zwykłymi drogami… między wsiami… i to już się Frytce mniej podobało, bo…. w tych nowych ciężarówkach siedzi się gdzieś tak na wysokości  ok. 2 m… widzi się o wiele więcej niż w osobówce… i wrażenia z tego są całkiem inne… z każdym nadjeżdżającym z naprzeciwka samochodem, Frytkę ogarniało zwątpienie, czy aby na pewno się Mąż zmieści na drodze… co chwila miała wrażenie, za Mąż zaraz zaczepi lusterkiem (lustrem w zasadzie….) o znak lub przydrożne drzewo… każdy rów przy drodze, który do tej pory wydawał się normalnej głębokości, w tym momencie, z racji  wysokości na której siedziała Frytka, urastał do rangi przepaści w górach… a Frytka lęk wysokości ma…. to już nie była przyjemna wycieczka… to już była dla Frytki walka o przeżycie…. miała momentami wrażenie, że auto kołami to samym skrajem drogi jedzie… siedziała więc wciśnięta w fotel, trzymając się kurczowo pasa i patrzyła tylko, kiedy zsunie się, razem z ciężarówką, w tę przepaść…  a Mąż, wredota jedna, śmiał się tylko… ok. w końcu dojechali… okazało się to być małą mieściną, z wąskimi uliczkami, w której najwyraźniej odbywał się jakiś targ albo coś takiego, bo ruch był niemiłosierny…. po obu stronach uliczek zaparkowane samochody a między nimi, Mąż manewrujący swoim kolosem (samochodem znaczy się…)… w tej chwili poczuła Frytka dla niego wielki szacun…. osobówką by się zastanawiała czy się zmieści a on manewrował tą ciężarówką, przesadą byłoby powiedzieć, że bez problemu, ale jednak sprawnie… tak czy inaczej, po rozładunku, wspólnie z Frytką podjęli decyzję, że tą samą drogą wracać nie będą…zbyt dużo czasu by to zajęło… a co się z tym wiąże, kebaba nie będzie…jakoś Frytka przebolała tę wiadomość… po tym, co przeżyła na drodze, nawet jeść się jej odechciało…  jak bardzo zła była decyzja o zmianie trasy, przekonali się bardzo szybko… chcieli zaoszczędzić czasu?… dobre sobie…. na nowej trasie było 5 (pięć!) miejsc w których odbywały się roboty drogowe… ruchem sterowały światła… stało się ok. 20 min czekając na zielone…. sama jazda też z atrakcjami… jeden pas drogi zerwany, drugi tak wąski, że ledwie się mieścili między pachołkami wyznaczającymi trasę…. no masakra…. i to dla czegoś takiego Frytka zrezygnowała z kebaba?… cała podróż miała, w wersji optymistycznej ( w obie strony…) zająć (góra!) ok. 5 godzin… zajęła …. 8 (!)…. nie dość, że nie zjadła Frytka kebaba, to…. przyjechała wkurzona… zmęczona… cała mokra…  i jeszcze z bólem głowy i pleców (wciskanie się w fotel i cały czas napięte mięśnie zrobiły swoje….) … wycieczki kształcą???…  jedną wiedzę Frytka z tego wyniosła … że bycie kierowcą TIR-a na naszych drogach, to ciężki chleb… i, bez względu na to, jak bardzo by Mąż Frytki na codzień nie wkurzał , to w tym jednym Frytka go podziwia… nerwy i umiejętności w tym temacie posiada Mąż ogromne… ale na kolejną taką wycieczkę to się z nim Frytka długo nie wybierze…. oj, nie…

Reklamy

From → Uncategorized

36 Komentarzy
  1. Hanna permalink

    8 godzin? No to współczuję serdecznie.Jedyne dobre to to, że Frytka zobaczyła jak jej facet musi się utyrać w pracy. Trochę szkoda tego kebaba ale kto powiedział, że życie to sielanka? Tak czy tak, nie zazdroszczę Frytce tej eskapady.Serdeczności.

    • i ja sobie sama nie zazdroszczę tej „wątpliwej” przyjemności… a że mój facet tyra, to ja doskonale wiem… ale kebaba żal 😦 …. pozdrawiam

  2. Akular permalink

    A ja lubię prowadzić ciężarówkę ;-)))) W przeciwieństwie do osobowego samochodu. I, żeby sobie czasami pojeździć, pomagam znajomej (jadę po prostu jako drugi kierowca z jej zynem), która zajmuje się eksportem kwiatów, między innymi do Holandii, gdzie mają chyba najlepiej zrobione nóżki z kurczaka. Jak nie lubię mięsa, tak za każdym razem przy okazji bytności w Aalsmeer, napycham się kurczakiem po przełyk.

    • witaj Akularku… tylko mi nie mów, że masz uprawnienia do prowadzenia 40-tonowego TIR-a, bo będę w ciężkim szoku 🙂 …. ja też lubię jeździć ciężarówką (jako pasażer oczywiście…) ale w normalnych warunkach drogowych… a teraz to była ekstremalna jazda… choć w Polsce to każda jazda może być ekstremalna, niestety 🙂 … a dobrego kurczaka też bym zjadła, mniam 🙂 …. serdeczności…

      • Akular permalink

        A jednak powiem. Mam uprawnienia i nie raz pomykam po Europie właśnie taką ciężarówką, chociaż od trzech lat rzadziej, bo nie mam tyle czasu.
        I nie powiem równocześnie, że pomykam wyłącznie autostradami. Zdarzało mi się pomykanie (chociaż w tym wypadku, to zbyt dynamiczne określenie) podrzędnymi drogami i dodam, że …adrenalina była wtedy obecna na wysokim poziomie, ale chyba lubię ją. Gdybym nie robiła tego co robię, zdecydowanie byłabym kierowcą ciężarówki. Oraz zdaję sobie sprawę, bo przykłady mam non stop, że robię ciekawe wrażenie wtedy na ludziach, bo nie ma co ukrywać. Jestem raczej mikrą odobą 😉

        • no to chylę czoła przed mistrzem kierownicy w Twej osobie 🙂 … samą jazdą to może byłabym zainteresowana, ale taką pracą, jaka wykonuje mój Mąż, to wprost przeciwnie… on, de facto, mieszka w tym samochodzie czasami nawet przez dwa tygodnie… ja bym zwariowała niechybnie 🙂 … dlatego w tym względzie mam do niego szacunek ….

        • Wow! Akularku, normalnie szacun !

        • Tygrys1012 permalink

          łaaaał….. Frytka, tym razem komentarz do Akulara… wybacz 🙂 A ja lubię po Polsce jeździć 🙂

        • siem nie gniewam…. mnie też Akular zaimponował 🙂

  3. Heh,przypominają mi się stare lata.Junior miał niewiele ponad rok, a ja w ciąży z Pysią „na ostatnich nogach” I tylko raz Sołtys po powrocie zapytał, czy nie mogłam czegoś tam zrobić.Krótko potem pojechałam na porodówkę, a on został z Juniorem.I na pierwszych odwiedzinach powiedział,że on nie w ciąży, a też nic nie zrobił bo miał Juniora.Czasem trzeba przekonać się na własnej skórze,że nie wszystko takie różowe jak to wygląda;))
    A że tak zapytam -dupka Cię nie bolała?;)

    • ja wiem, jak Mężowi ciężko bywa i nigdy nie mogłam zrozumieć, co on w tym lubi… bo to trzeba lubić… a dupka nie bolała, bo siedzenia nad wyraz wygodne mają te nowe ciężarówki… tak jak pisałam full wypas :)… ściskam…
      ps. a jak przeżyłaś najazd teściowej????

  4. Niee, uważam ,że wycieczka była świetna,
    bo miałaś okazję wpaść w podziw dla umiejętności męża…. 🙂
    Bardzo cenne doświadczenie …
    A jakie integrujące rodzinę 🙂

    Co to za nowości przy wpisywaniu komentarza ?
    Dwa razy musiałam wchodzić…:-)))

    • nie mam pojęcia, coś system musiał pokombinować bo ja nic nie zmieniałam, zaraz sprawdzę…
      co do umiejętności Męża – znane mi były wcześniej, już na takie „wycieczki” jeździłam… a czy to integruje? różnie bywa, po tej wycieczce raczej nie chciałam się integrować… pozdrawiam…

      • Jasna, nie widzę, żeby coś zostało zmienione… daj znać gdybyś miała jeszcze problem… a właściwie co to znaczy, że musiałaś wchodzić dwa razy? …

  5. przeżyłam,bo było dużo roboty;)
    Ale jak ją wczoraj odwoziliśmy do Poznania na dworzec (a wczoraj był mecz) już patrzyliśmy, czy gdzieś nie widać irlandzkich kibiców, którzy by jej pokazali swój piękny kraj (autobusy z kibicami stały obok „teściowego” -gdyby tak się pomylić?;)

    • a nuż by się jej spodobało i zostałaby tam? 🙂

      • hurrrra!;) Ale boję się,że by ją szybko oddali;)

        • ale mówiłaś, że ona poważa tylko facetów… to może zaprzyjaźniłaby się z jakimś kibicem na dłużej?… 🙂 ona jest samotna jak rozumiem? ….

  6. Przeczytałam Sołtysowi!!!!
    Jak było o leku wysokości ( a też ma!) to zapytał, czy to TA OD AŻUROWEJ SUKIENKI 😉

    • no to widzę, że sobie mnie nieźle zapamiętał 🙂 …. a mówiłam Ci, że też zrobię Ci taką, najwyraźniej mu się podoba… pozdrów Go ode mnie 🙂

      • Sołtys dziękuje i też pozdrawia;))hmmm, jak dojdę do Twojej figury to się zgłoszę;)

        • trzymam za słowo… i wtedy sama Ci ją przywiozę (Mąż przejeżdża koło Poznania…) a Grzesio uroczy 🙂 …

  7. Jednym z moich niezrealizowanych marzeń jest jazda tirem jako pasażer. Zazdroszczę zatem tej wycieczki 🙂

    • pomimo trudów i niewygód zazdrościsz??? 🙂 … sama jazda fajna jest, nie powiem …. ale nie po drogach w remontach, a takich ci u nas najwięcej, niestety… Mąż rzadko jeździ po Polsce, więc takich okazji jest mało, ale… w wakacje chcę się z nim wybrać do Paryża…. tydzień (co najmniej…) w drodze, w samochodzie… jak przeżyję to opiszę… i wtedy będzie można zazdrościć (albo i nie…) 🙂 pozdrawiam cieplutko…

      • Paryż!!Łomatko, zazdroszczę! Ale nie tak, żebyś nie pojechała, ale że ja tez bym chciała;)))

        • no, Mąż mnie namawia…. tylko to „życie w samochodzie” mnie przeraża… bo ja taka trochę bardziej wygodna jestem 🙂 zobaczymy…

        • ja bym sobie nie darowała i do Paryza bym pojechała 🙂

        • mnie też to bardzo ciągnie, więc się pewnie zdecyduję 🙂 tylko, że to nie jest typowa wycieczka na zwiedzanie, jest się jednak uzależnionym od załadunków / rozładunków…. ale coś tam się jednak zobaczy…

  8. Ja kiedyś jechałam 300 km przez jedenaście godzin, ale mnie pobiłaś ;o)))

  9. alana permalink

    Mój mąż nie ciężarówką jeździ, ale jeździ. Sprawdza innych, czy dobrze pracują, tu pomoże, tam opieprzy:) Czekam, aż wybierze się do Wrocławia. Tam to ja muszę się z nim wybrać, jeszcze w te wakacje.

    • mój przez Wrocław czasami przejeżdża…. jak jeździł typowo po Polsce to byłam z nim parę razy w fajnych miejscach…. a teraz – zobaczymy… ściskam…

  10. Ismena permalink

    Ale miałaś przygodę:) Ja do tira teraz już jako dorosła kobita bałabym się wsiąść:) za wysoko jak dla mnie:) Co to się dzieje z wiekiem? Lęku wysokości przecież nie miałam, a teraz na drabinę nawet nie wejdę, bo w głowie sie kręci:)
    A kiedyś, jak byłam dzieckiem to zwiedziłam w ten sposób cały nasz kraj:) Tatuś był kierowcą ciężarówki:)
    Pozdrawiam:)

    • witaj… kiedyś to jednak było inaczej… kierowca był KIMŚ… mój mąż z sentymentem wspomina te czasy… a co do lęku wysokości, tak jak napisałam, mnie o sobie przypomniał gdy jechaliśmy zbyt blisko pobocza 🙂 … serdeczności….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: