Skip to content

pedantyzm i nerwica natręctw…

6 lipca 2012

koleżanka Frytki w pracy jest osobą bardzo skrupulatną a wręcz pedantyczną … zajmuje się przygotowywaniem dokumentów dla klientów, dostarczaniem dokumentów do sądu i ogólną wysyłką do stosownych instytucji i urzędów… ma swój system pracy… każdy przedmiot na jej biurku ma  SWOJE  miejsce… zszywacz… linijka… długopis… ołówek… każdy mały spinacz leży według, tylko jej znanego, kodu… jeśli ktoś (na ten przykład Frytka, szefowa czy klient…), niechcący przecież, chociażby o milimetr coś przesunie lub, o zgrozo, weźmie i nie odłoży na miejsce, jej wzrok mówi sam za siebie… i dobrze, że nie potrafi zabijać, bo już by Frytka bez pracy została (jakby szefowa trupem przy biurku padła…) … i teraz zdarzyła się rzecz straszna… przyszła do nas Praktykantka… i ma wykonywać pracę tejże koleżanki… blady strach padł na, nazwijmy ją dla celów opowieści, Zszywkę.. (nie pytajcie dlaczego taka nazwa, tak przyszło Frytce do głowy…)  odkąd Zszywka dowiedziała się, że przychodzi Praktykantka, już zaczęła przeżywać… jak ona, ta nowa,  sobie poradzi… czy będzie umiała wszystko przygotować… czy wszystko będzie na czas… ludzie, tak jakby problemem jakimś było skserowanie dokumentów, które pisze Frytka… potem wpisanie ich na pismo przewodnie, zapakowanie w kopertę i wysłanie… albo skserowanie dokumentu przyniesionego przez klienta, poświadczenie go za zgodność i wydanie… no ale Zszywka najwyraźniej uważa, że ona i tylko ona wie jak to robić… i nie ważne, że gdy urodziła dziecko i poszła na urlop macierzyński, to przez pół roku Frytka  zajmowała się całą kancelarią i nic się nie stało… świat się nie zawalił, mało tego, wszystko było na czas i bez problemów…    ale, choć Zszywka pracuje tu dopiero od trzech lat, to i tak uważa się za niezastąpioną … wróćmy do tematu… wczoraj Praktykantka przyszła po raz pierwszy… panika w oczach Zszywki byłaby nawet zabawna, gdyby nie to, że była prawdziwa… dziewczyna została posadzona przy biurku Zszywki i … się zaczęło… Zszywka miała ją uczyć (bo od poniedziałku Praktykantka zostaje sama, Zszywka została wydelegowana przez szefową na urlop, coby miejsce dla rzeczonej Praktykantki zrobić…)… jak ta nauka wyglądała to ludzkie przejęcie przechodzi… każdy ruch Praktykantki wyzwalał kolejne pokłady strachu w Zszywce… pomija Frytka, że cały układ na biurku, w jednej chwili został zrujnowany…. nie chciała tak naprawdę do niczego młodej dopuścić… niby jej tłumaczyła ale wszystko jednak chciała zrobić sama…  w pewnej chwili Frytka interweniowała, mówiąc, żeby Zszywka pozwoliła jej chociaż kserować dokumenty… choć z wielką niechęcią, to jednak się zgodziła… do końca dnia trwała między nimi walka o to, która pierwsza dopadnie ksero.. komputera… pieczątek… no masakra… i myślicie, że na koniec dnia zapanował spokój?… nic bardziej mylnego, gdy wszyscy szykowali się do wyjścia, Zszywka, pod pozorem dokończenia herbaty (!) została… i głowę daje sobie Frytka uciąć, że wyciągnęła wszystkie papiery z tego dnia i po raz kolejny przejrzała, czy aby na pewno wszystko jest ok…. czy to nie jest chore? …  a dziś rano, gdy szykowała się powtórka z rozrywki, szefowa wzięła sprawy w swoje ręce i zarządziła: „dziś wszystko robi Praktykanta, a Zszywka tylko patrzy i pilnuje”… żebyście widzieli pełen udręki wzrok Zszywki… Frytka widziała, jak boli ją całe jej jestestwo… jest bezsprzeczne, że jak Zszywka wróci po urlopie, to pierwsze dni będzie trwało przekopywanie i sprawdzanie, co Frytka i Praktykantka „zepsuły”…

a teraz coś, żeby nie było, że się Frytka innych czepia… zauważyła Frytka u siebie dziwną rzecz… to znaczy dla Frytki to ona wcale dziwna nie jest, ale dla innych może być… dotyczy to rzeczy wiszących… typu pranie czy ściereczki w kuchni… pranie: każda sztuka odzieży musi być powieszona osobno i przypięta „swoimi” spinaczami… w żadnym wypadku w grę nie wchodzi naciąganie i spinanie dwóch sztuk jednym spinaczem… mało tego… najpierw wiszą, w kolejności, lżejsze pranie, potem cięższe… kolejna rzecz każda skarpetka musi wisieć osobno, równo parami obok siebie… itd. i jak kiedyś, pod nieobecność Frytki, Teściowa jej pranie rozwiesiła, to Frytkę szlak mało nie trafił… wszystko było ponaciągane, pospinane bez ładu i składu…. jakby spinaczy brakowało…. wrrr…  jeśli chodzi o ręczniczki czy ściereczki… każde musi wisieć ładnie złożone a nie byle jak upchnięte czy zwinięte… i jak, na ten przykład, Frytka pójdzie do kuchni i ściereczka wisi upchnięta na rączce od kuchenki, to ją weźmie i poprawi … a żeby obraz zachowań Frytki uzupełnić – Frytce nie przeszkadza nieład ogólny, nieporządek czy porozrzucane na ten przykład, rzeczy… maniaczką utrzymywania porządku Frytka na pewno nie jest… więc czemu ma bzika na tamtym punkcie?… co myślicie?… czy to już choroba?… czy czas odwiedzić psychiatrę?… inna rzecz, że powodów do odwiedzenia psychiatry to by się jeszcze trochę znalazło….

PS.  BUTY  WRÓCIŁY  NAPRAWIONE !!! … i dziś Frytka ma je na nogach….

a to na specjalne życzenie Jasnej i Karioki 🙂

Reklamy

From → Uncategorized

34 Komentarze
  1. Żadna choroba a dobry pomyślunek. Rzeczy odpowiednio wieszane nie naciągają się, skarpetki nie gubią.Sama tak robię.Twoja koleżanka z pracy nie ma lekko jeśli jest z niej taka pedantka. Inni z nią zresztą też. Super, że buciki wróciły naprawione.Piękne są.Serdeczności.

  2. Aj, nie zaraziłas się czasem od Zszywki? :-))). .. a może jesteś pedantką, a może czepialską? Nie obraź się. Ja czasem tak mam: raz nabałaganię, ale jesli ktoś z domowników zrobi nie tak – czepiam się detali. Zły dzień narobi szumu wobec bogu winnych ludzi:-)). Milutkiego dnia… Tropik, ufff…:-)

    • jeśli jestem pedantką – ty tylko w tych konkretnych sprawach 🙂 i raczej się nie czepiam… a pedantyzm Zszywki, w niektórych sprawach, naprawdę się przydaje… miłego dzionka 🙂

  3. Wow, buty wróciły :-))
    Dawaj zdjęcie z nogami :-)))

    Każdy ma swoje schizy, no i dobrze …
    Muszę się sobie przyjrzę co ja mam,
    ale do psychiatry nie pójdę …
    Szkoda kasy…

  4. Klarka Mrozek permalink

    mam pytanko – czy ta pedantka czepia się również Was o porządek czy tylko sobie robi krzywdę? bo ja mam taką koleżankę i naprawdę uważam, że ma ciężkie życie. Przykład – robimy notatki i moje są nawalone kulfonami w poprzek, różnej wielkości literami i tak z pięć kartek zasmarowanych a ona ma drobniutkim starannym pismem cztery linijki i patrzy na to moje ze zgrozą! ale uczciwie przyznam – tylko patrzy, nigdy nie krytykuje ani nie poucza. miłego weekendu!

  5. Musze lecieć po siostrę, więc tylko krótko! Już się boje jak przyjedziesz!! Pół dnia z Sołtysem i dogadacie się na wszystkich frontach!!!
    On nawet rolety poprawia -jak są opuszczone do połowy to OBIE RÓWNO! wrr;)
    Monki zakichane;):)

  6. Ja poproszę o fotkę butów na Twych stópkach, kochana 🙂

    Z praniem mam podobnie, z tym że mam świra, bo nie lubię używać spinaczy, więc np. spodnie, czy bluzki suszę na wieszakach, żeby ich potem nie prasować.

    Kiedyś byłam dokładnie taka sama jak Twoja koleżanka i chyba wiem skąd się to bierze – z potrzeby kontroli czegoś na zewnątrz, gdyż w sobie ma coś niepoukładane, więc woli zająć się tym, co będzie bezpieczniejsze emocjonalnie dla niej. Tak mi się wydaje. Ja się zmieniłam i jest mi lżej – o wiele.

    • a ja też prasowania nie lubię 🙂 … a ta moja koleżanka to się ogólnie taka poukładana zdaje być, także wewnątrz 🙂

  7. alana permalink

    Butki ładne, ładne… Dobrze że przyszły:)
    A do prania nie używam klamerek. Rozwieszam tak, by nie trzeba było zbyt dużo prasować. Rzeczy delikatne – na grubszych rurkach, żeby nie bylo śladów, bielizna po jednej, koszulki po drugiej stronie. Piorę kolorami i rozwieszam też kolorami:) To dopiero schiza… Poza tym u nas prasuje mąż:) Ja się tylko staram, żeby miał go jak najmniej…

  8. no właśnie, rozwieszać tak, żeby było jak najmniej prasowania … czyli to nie choroba tylko praktyczność 🙂 .. widziałam u Ciebie, że miałaś „miłą” komentatorkę pod ostatnim postem… myślę, że to efekt obiegowych opinii na temat nauczycieli, powielanych niestety przez media… sama czasami myślałam z zazdrością, jak Wam (nauczycielom) dobrze (chodzi o wakacje…) jak się nie zna szczegółów i widzi tylko ogół to wiesz… miłego weekendu…

  9. Z wieszaniem prania mam podobnie.Po pierwsze wieszam tak,żeby „zredukować”prasowanie!Czyli wszystko ładnie naciągam i wieszam,żeby nie było za dużych śladów po klamerkach;).
    Oczywiście na sznurku jest kolejność- ciuszki Grzesia na jednym , potem skarpetki, gaciorki,koszulki, spodnie;))
    Ale Sołtys to już przesadza – nawet szaliki klubowe mają swoje miejsce!I od razu wie, kiedy dzieciaki grzebią w jego rzeczach (mogą brać co potrzeba -zszywacz, nożyczki, nawet atlas z ósmej klasy (!), ale ma wrócić na SWOJE MIEJSCE!:)

    • no widzisz, z tym praniem to żadna „upierdliwość”, że się tak wyrażę…a z grzebaniem dzieciaków w rzeczach to wiadomo… wyciągną i nie położą z powrotem… potem czegoś potrzebujesz i… nie ma, nikt nie wie gdzie to jest… więc Sołtys ma rację, że każe odkładać na miejsce 🙂 ja też ale mnie nie słuchają, mam za to satysfakcję jak potrzebują znowu… wtedy każę im szukać :)… a jak Twój szwagier po operacji?… miłego weekendu…

      • Z tym szukaniem różnie bywa -ostatnio „znikł”mój gwizdek i oczywiście nie ma winnego!
        Szwagier jeszcze na oiomie -serce słabe.Zastawki nowe, ale bakteria stara i jeszcze walczą.
        Ale Ci nasi siatkarze zaszaleli, no nie?;))Miodzio!

  10. Dżizas oszalałabym z tą Zszywką 🙂
    Strasznie boję się przejawów takiej pedanterii.
    Uchowaj Boże gdyby taka Zszywka dzieliła np. ze mną w pracy biurko.
    Tam tez wszystko na swoim miejscu : w pierwszej szufladzie lakiery do paznokci, zmywacz, Pieguski i czekolada, w drugiej papiery, papierzyska, druki itp.itd. w trzeciej tampony i wkładki.
    Zszywce by się to chyba nie spodobało 🙂

    A jeśli chodzi o Twoje natrecto to wydaje mi się, że każdy ma takiego swojego małego kota.
    Ja na ten przykład ścieląc łózko w sypialni rozprostowuje kołdrę tak aby nie było ani jednego zagięcia, musi być idealnie.
    Pozdrawiam sobotnio.

    Monika ( tamonna )

    • nie wiem czemu ale Twój komentarz wylądował w spamie… czasami wordpress szaleje, muszę się przyzwyczaić do zaglądania tam codziennie… a z tym biurkiem to coś tak jak u mnie masz… „wszystko na swoim miejscu” 🙂 miłej niedzieli…

  11. pranie też rozwieszam dokładnie, dzięki czemu prasowania nie mam wiele. Jak u Miśki, po kolei skarpetki w parach i bielizna równiutko, potem tylko zbieram myk myk i mam poukładane :))
    W tych butach wyglądasz łał…. naprawdę super :)) warto było o nie walczyć.

    • po przeczytaniu wszystkich komentarzy wyszło mi, że jestem całkiem normalna… no dobra, biorąc pod uwagę całokształt, może nie całkiem 🙂 a za komplement dziękuję… jak tylko je dostałam od razu powędrowały na nogi 🙂 …jak mijają wakacje na Majorce? … wróciła pogoda? …miłego odpoczynku…

  12. Płyny i żele do kąpieli ustawiam według częstotliwości używania i wg wielkości butelki. Prześcieradło na łóżku musi być położone równo, naciągnięte, bez zmarszczek, które mnie chyba gniotą, jak szydzi mój mąż. Do czyszczenia osadów wokół kranu mam specjalną szczoteczkę do zębów, bo łatwiej się dostać, a i czyści dokładnie. Jak gotuję albo się pakuję, mam w głowie sobie tylko znany plan i denerwuję się, jak mnie ktoś z niego wybija. Jak włączam kompa, na pasku narzędzi pierwsza MUSI być poczta. Inaczej się gubię. A jak w pokoju są dwa pstryczki do światła – włączam oba, bo lubię jak jest symetrycznie. Chusteczki higieniczne też składam równo i dmucham nos tylko „po lewej” stronie. Nie, nie jesteś chora, ale jak czytam co tu napisałam, to równocześnie sprawdzam, gdzie u mnie w mieście przyjmuje psychiatra 😀

    • kwiczę w głos…idę przeprosić Sołtysa za kpiny;)

      • Ale że co? ze mnie szydzisz? 😛 nieładnie tak 😛

      • jeszcze mi powiedz, że nigdy nie chodziłaś tylko po całych płytkach chodnikowych, bez nadeptywania na linię. Jak się nadepnie to jest „skucha”.

        • jessssuuu, Tygrys, Ty to masz jazdy… ale ja też tak chodziłam 🙂 … bo teraz porządnych płytek chodnikowych coraz mniej, a te nowe kostki to weź…. tylko obcasy od szpilek wpadają…

        • oj tam, oj tam, to tylko drobiazgi 🙂 w większości jestem normalna. Ale od razu widzę, że ktoś ruszał moją suszarkę – zwinął sznur inaczej niż ja (czyt. gorzej, bo się rozłazi, a mi się nie rozłazi, tylko równo leży) 😛 Ale powiedz mi – czy kiedykolwiek twierdziłam bądź wmawiałam Ci (Wam), że jestem normalna? No nie wmawiałam 🙂

        • to tak jak ja… zawsze wiem, kiedy ktoś coś ruszał czy przestawił… po pracy prawie zawsze wołam swoje towarzystwo z pytaniem: „kto to ruszał?…” a normalny to tu nikt z nas do końca nie jest 🙂

      • należą się chłopu przeprosiny 🙂

    • ja już stwierdziłam, że do tego psychiatry jednak nie idę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: