Skip to content

droga do cywilizacji…

8 sierpnia 2012

kwatera, w której mieszka Frytka z rodziną, mieści się nad samym Kanałem Łuczańskim, przy jego ujściu do jez. Kisajno… od mieszkania do jeziora jest 30 m w linii prostej (super…)… po stronie Frytki są same domy jednorodzinne z kwaterami, pensjonaty i hotele… po przeciwległej stronie jeziora są stanice wodne i przystanie jachtowe.. (nie jest Frytka pewna czy to nie jedno i to samo ale, że jako obeznania żadnego w tym temacie nie posiada, to musicie wybaczyć…) wracając do tematu … już drugiego dnia pobytu Mąż stwierdził: rekonesans zrobić trza… wzdłuż obu brzegów kanału ścieżki przez tubylców wydeptane wiodą, jedna obok zabudowań, gdzie kwaterę swą Frytka założyła (niemalże jak Hitler w Twierdzy Boyen – o tym, być może następny post będzie…) do jeziora prowadząca… druga po drugiej stronie kanału, na oko do przystani wiodąca… no i zarządził Mąż wymarsz… z Frytką i Młodym, bo Młoda (jakoś tak czujnie…) się w tym czasie do znajomych do Ełku udała… no skoro wycieczka, to się Frytka z lekka wylansować postanowiła… zapodała znane już, z poznańskich opowieści, koturny (wierzcie lub nie ale one naprawdę wygodne są…), białe spodenki i niebieską bluzeczkę (coś tak pod marynarski styl – wiadomo Mazury) i poszli… (o strojach męskiej części rozpisywać się Frytka nie będzie bo i po co… i tak wiadomo, co założyli… adidasy, spodenki i koszulki, norma…) … ścieżka, na początku, całkiem dobrze wyglądała… aha, się Frytce teraz przypomniało, jak to mówią: skleroza nie boli… zapomniała Frytka dodać, że to po deszczu było, ta wycieczka znaczy się… no i idzie sobie Frytka po tej ścieżce…mokro wkoło ale daje radę…w miarę posuwania się naprzód ścieżka zaczęła się robić najpierw coraz węższa… już nie dało się iść „w parach”… potem coraz bardziej zarośnięta… a że po deszczu, jak już zostało wspomniane, było to mokre gałęzie chłostały nie tylko nogi, ale też twarz Frytki w prawie pełnym makijażu (wakacje wakacjami – lans być musi…)… już tak fajnie nie było… na dodatek, w gęstwinie komary zaczęły kąsać… nic to, Frytka twardzielką jest… tym bardziej, że Mąż cały czas obiecywał szybkie dotarcie do celu… i przed dzieckiem własnym twarz zachować był mus… w pewnej chwili wycieczka dotarła do polanki nad jeziorem, na której tubylcza młodzież napoje wyskokowe z puszek spożywała… popatrzyła ta młodzież trochę dziwnie na turystów pchających się w krzaki nadjeziorne, ale słowem żadnym się nie odezwała… a turyści, w osobach Frytki, Męża i Młodego, po minięciu rzeczonej polanki, w kolejną gęstwinę, śladem wijącej się ścieżki, weszli… i oto przed nimi niewysokie, choć strome, wzniesienie się okazało… nie byłoby może źle, gdyby było sucho… niestety, owo wzniesienie błotem pokryte było… Frytka już wcześniej kilka razy była bliska zrezygnowania z dalszego spaceru (!), lecz wierząc w zapewnienia Męża, że koniec drogi blisko, szła dalej… ale w tym momencie rzekła, że koniec, że dość, że ona tam nie wchodzi… przypomnienie – na nogach Frytki koturny (tak ok. 10 cm…) ale jej mężczyźni stwierdzili, że skoro doszła już tu, to teraz nie może się wycofać… że oni ją no tą górkę wepchną – wciągną i będzie ok… i, że tam, na górze, to już na pewno będzie kres podróży czyli przystań… po raz kolejny uwierzyła Frytka w te zapewnienia i dała się namówić na wspinaczkę… pierwszy wdrapał się Młody… poszło mu to nad wyraz sprawnie więc we Frytkę wstąpiła nowa wiara we własne możliwości … i dała pierwszego kroka… Młody wyciągał ręce z góry, Mąż popychał od dołu (trzymając ręce na wiadomo której części Frytki,co mu się zresztą bardzo podobało…) i wspólnymi wysiłkami Frytka na górkę dotarła… i pierwsze co zobaczyła to…. betonowy płot, który oddzielał przystań od gęstwiny, w której, po morderczej walce o przeżycie, Frytka stała…. co usłyszał Mąż, jako pomysłodawca całej wycieczki, przytaczać tu Frytka nie będzie… co usłyszał Młody, który wdrapawszy się jako pierwszy płotu nie zauważył, też nie… jak się już Frytka z lekka uspokoiła, zarządziła odwrót… logistyczne przygotowania zejścia, coby Frytka na swoich czterech literach, odzianych w białe spodenki, po błocie z górki nie zjechała, trochę zajęły… w końcu się udało… w drodze powrotnej znów młodzież tubylczą (lekko rozbawioną…) mijając, Mąż kluczowe pytanie zadał: „czemu nie powiedzieliście nic, że tam się cywilizacja kończy?… że drogi dalej żadnej nie ma?”.. na co, w odpowiedzi, usłyszał: „a idą sobie państwo, to sobie idą… nie zgubią się przecież, pozwiedzają i wrócą…” … bardzo miła ta ludność tu… i gościnna…. i dowcipna…

tu ścieżka widoczna z brzegu Frytki

a tam znika w gęstwinie

zdjęcia muru nie ma bo nie miała Frytka aparatu a drugi raz nie pójdzie 🙂

Reklamy

From → Uncategorized

27 komentarzy
  1. A co nie tak z tą kwaterą jest?

    • poza tym, że: trochę brudno, trochę zepsute i trochę inaczej niż na zdjęciach to…. nic 🙂 nie przejmuj się na zapas, przecież nie zawsze jest źle… miłego dnia…

  2. A to Frytka atrakcje miała, no,no. Rekonesans dobra rzecz ale w białych galotkach i na koturnie? Po deszczu? Oj ryzykantka z Frytki , ryzykantka. Mnie tylko raz mąż wpuścił w takie maliny. Spacerek przez las, zna drogę, no sama przyjemność. Efekt? „GPS” w głowie mu się zepsuł, komary chciały pożreć nas żywcem a sama”przyjemność” trwała 4 godziny zanim zobaczyliśmy ludzkie siedziby. Tak to jest jak się chłopa słucha. Baw się dobrze. Serdeczności.

    • u nas się zgubić nie można było, bo ścieżka „ślepa” więc powrót tylko w jedną stronę, ale i tak na żadne więcej zwiedzanie „w ciemno” nie pójdę 🙂 … pozdrawiam serdecznie…

  3. I tak to jest jak miastowe do puszczy przyjadą :-)))
    Trzymaj się chodników , bo zniszczysz takie świetne koturny…

    • a żebyś wiedziała 🙂 … a mogłam się jeszcze, na ten przykład, w moje piękne szpilki zestroić, to dopiero byłaby jazda… miłego dnia …

  4. Powiem tak. Nigdy, przenigdy nie daję się namówić na żadną wspinaczkę i jeszcze nigdy się nie zawiodłam!

    • wiesz, ta wspinaczka to miała może z półtora metra…. ale to zawsze pod górkę, nie?

      • Ależ oczywiście, że tak! Liczba metrów nie gra roli. Wspinaczka to wspinaczka!

        • to może powinnam dostać jakąś odznakę?… może „ekstremalny taternik”?… he he… niech który facet w takich butach popróbuje 🙂 …

        • Nic z tego, moja droga. Raczej „ekstremalny frajer”, a tego chyba byś nie chciała?!

  5. Bidulko! jak znam życie Mąż jeszcze nie raz wyciągnie Cię w miejsce, gdzie bezkarnie (i z wielką ochotnością) potrzyma swe dłonie tu i ówdzie;)
    Po lesie w tych koturnach??? Ja czułam, że jesteś na dopingu! Żadna kobita nie da rady tak długo chodzić na takiej wysokości i do tego na terenie podmokłym!!!;)
    W sumie dobrze,że wzorem pewnego kultowego filmu ze Stuhrem nie kazali Ci przełazić przełazić przez płot;)

    • Miśka, to mazurskie powietrze jakoś tak dziwnie na mnie działa…. albo jestem pobudzona albo, dla odmiany, wcale nie jarzę co do mnie mówią… a oni to nawet chcieli szukać jakiejś dziury ale po tym jak usłyszeli co o nich myślę, dali spokój 🙂 …

  6. valyo permalink

    Frytko))))) oj ja ten kanał w w te i we wte jachtem, tam pieknie jest i kisajno, ekh Mazury))))
    tyle, że ja na Mazurach tylko na wodzie się poruszam))) z drobnymi wyjątkami
    np w zeszłym roku komary nas zżarły w bunkrach, żywcem!! ale i tak było fajnie))

    poza tym hehehehe białe spodenki …hehehe koturny hehehehe
    oj Frytko jeśli lans musi być, to trza cierpieć ;-)) oraz samemu wycieczki organizować))))

    • kanał i okolice piękne, zgadzam się w zupełności… my szczury lądowe są więc z „narzędzi pływających” to tylko kajaki i zwykła łódka z silnikiem …. komary są nawet do zniesienia, nie ma ich za dużo… tak czy inaczej fajnie jest… pozdrawiam…

  7. Thunderstorm permalink

    No nie ma to jak… mur na drodze 🙂 Uśmiałam się 🙂 Faceci to jednak potrafią coś zorganizować 🙂

  8. Tygrys1012 permalink

    he he he, miastowa panienka trafiła do dżungli? hihihi pozdrawiam. Na pocieszenie dodam, że ja dałam popis „mieszczaństwa” w Zakopanym….

  9. Ewa permalink

    to ja chyba byłam tam w okolicy w czerwcu :))) tylko od strony wody :)))

    • no popacz 🙂 więc znasz te tereny…

      • takie znajome mi się wydały :)) płynęłam tym kanałem łódką, oglądałam pieszych wczasowiczów, którzy na wycieczki po błocie w koturnach chodzą ;)))))

        • dobra, dobra, mnie w czerwcu tu nie było 🙂 my teraz siedzimy nad kanałem i patrzymy na przepływające jachty… pogody nie ma, lipa jest…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: