Skip to content

ryzykowna jazda…

27 września 2012

że Frytka lubi ekstremalne sporty motoryzacyjne, to już większość wie… wielu zapewne pamięta jej jazdy z gasnącym na postojach silnikiem, kiedy to próbowała go znów odpalić i startowała na czerwonym, bo właśnie zaskoczył…  albo jej jazdy bez kierunkowskazów, kiedy to śmigała Frytka innymi kierowcom przed oczami, myśląc, że jasno sygnalizuje swój zamiar skrętu … później samochodem zajął się przemiły i uczynny Pan Mechanik i adrenalina się skończyła… aż do teraz… jedzie sobie Frytka któregoś dnia z pracy… dzień lekko deszczowy… nic się nie dzieje… zostało ostatnie skrzyżowanie w drodze na macierzysty parking…  czerwone światło… siedzi sobie Frytka spokojnie, bo na zegarze widzi ile jeszcze sekund zostało do zielonego (takie liczniki tu pozakładali…), rozgląda się na boki… po prawej stronie idzie sobie kobieta w fajnych czerwonych szpilkach (a propos, chyba takich właśnie Frytka potrzebuje…)… po lewej w samochodzie siedzi sobie Michał Bąkiewicz, ten siatkarz reprezentacji, której mieszka w tym samym mieście i który wcześniej załatwiał swoje sprawy w kancelarii w której pracuje Frytka… naprawdę fajny chłopak, miły, grzeczny i wcale nie gwiazdorzy, jak niektóre „gwiazdy”…  a więc patrzy sobie Frytka na niego, on na nią… nawet się uśmiechnął (chyba poznał…)…. i zapaliło się zielone.. i ruszyła sobie Frytka spokojnie… i w połowie łuku lewoskrętnego (bo w te stronę Frytka skręcała…),  ni z tego, ni z owego, jak nie buchnie dym… ze wszystkich wywietrzników i dziur w obudowie deski rozdzielczej… w jednej chwili w samochodzie zrobiło się siwo… w pierwszej sekundzie Frytka zdrętwiała… tysiąc myśli przez głowę przegalopowało jak stado dzikich mustangów po prerii, w tym też takie, że: „może zaraz wybuchnę!” i „mam stanik nie pod kolor majtek (?)” … choć po wybuchu nikt by chyba na to uwagi nie zwrócił, ale myśli kobiety pokrętnymi drogami biegają… w drugiej sekundzie już się Frytka opanowała, pootwierała wszystkie szyby i stwierdziła „jeśli mam wybuchnąć to nie na środku skrzyżowania… jadę jak najdalej… a może nie wybuchnę”… w ten sposób dojechała na parking … dym się rozwiał, wybuch nie nastąpił… zgasiła Frytka silnik, wykonała telefon do Męża w stylu „prawie zginęłam !…” i… no właśnie, co dalej… Mąż kazał samochód odpalić i sprawdzić bo może to: „z klimy grzyb poszedł (!) …. albo z nawiewu kurz wywiało… albo nie wiem co…”  … no mądrala, siedzi sobie daleko to go nawet żaden podmuch nie sięgnie, a Frytka?… w samym środku żywiołu znaleźć się może… w tym momencie żałowała Frytka, że zdalnie nie może silnika odpalić, na pilota jakowegoś… ale, trudno, co było robić… „raz kozie śmierć” – pomyślała, zamknęła oczy (jakby to miało ja przed czymś ochronić” i przekręciła kluczyk…  i nic się nie stało… to znaczy wybuchu nie było… dymu nie było… silnik pracował normalnie… ale tak czy inaczej zająć się sprawą trzeba było… więc co Frytka zrobiła?… oczywiście zadzwoniła do swojego Pana Mechanika… kiedy się już przedstawiła, wyraźnie usłyszała w jego głosie uśmiech (można usłyszeć, wierzcie mi…)… po kilku pytaniach typu: „a szyby to są takie jakby tłuste?…”  i „ten dym to się pojawił jak pani miała nawiew włączony?…” … PM postawił diagnozę… „a to wyciek z nagrzewicy jest…” no, to tyle jeśli chodzi o spektakularne zagrożenie utraty życia przez Frytkę w jej własnym samochodzie…. na razie odwlekło się w czasie…  a PM wziął się już za naprawę… która znów nieźle szarpnie Frytkę po kieszeni bo „to roboty kupa jest, całą deskę trzeba rozebrać, klimę rozłączyć…” i chyba na szpilki nie starczy…. a one niezbędne są, bo wczoraj właśnie straciła Frytka jedną parę poprzez złamanie obcasa na wyboistym chodniku, w czasie pieszej wędrówki do domu (z racji nie mania samochodu…)…

PS. wiadomość z ostatniej chwili… właśnie zadzwonił PM z dwiema wiadomościami… i jak to bywa w każdej bajce i jak się słusznie domyślacie –  jedna dobra, druga zła… dobra jest taka, że autko zrobione i można odbierać… druga, że autko zrobione ale nie można odebrać…  dziwicie sięe zapewne tym sprzecznym informacjom… ano to wyjaśnienie… żeby naprawić to co się zepsuło,  mus był odłączyć klimę… jako, że PM sam tym się nie zajmuje, oddał autko Frytki do zaprzyjaźnionego warsztatu… odłączenie odbyło się bez problemu… po naprawie PM oddał tam autko znów, celem odpowiedniego przyłączenia… i tu powstał problem, bo się panom butla z gazem przewróciła…  na autko się przewróciła!… i wgniotła błotnik! … no, i PM kazał tamtym panom, co prawda, sprawę załatwić ale decyzję pozostawił Frytce…  i tak się oto sprawy mają…

Advertisements

From → Uncategorized

59 komentarzy
  1. Thunderstorm permalink

    O ja cię nie mam pytań!!! Toż to lekki horror przeżyłaś 🙂 Oczywiście gratuluję zachowania zimnej krwi 🙂 A do PM to może trzeba się pouśmiechać, to z ceny spuści i może na te szpilki wystarczy :))) Pozdrawiam serdecznie.

    • coś tak będę musiała, bo szpilki są mi wprost niezbędne… jedna para odpadła, jej miejsce mus wypełnić 🙂 miłego dzionka

  2. valyo permalink

    też mnie dziś piechotą będzie iść trzeba((( strara fure sprzedaję i do czyszczenia kanap sie posunęłam, w tym czasie biegac w deszczu będę. Oraz myśl w stylu „majtki do stanika” mnie rozniosła))))))

    • niezbadane są ścieżki myśli kobiecych, prawda? 🙂

      • valyo permalink

        nigdy ,przenigdy nie ubieram majtek do stanika))))))))))))))))))))))))))))))))))0
        w ogole mam w nosie czy sa pod kolor czy nie)))) raczej myślę czy barchanowe czy seksowne))))))))) się przyznam w intymności mej))))))))))
        ale rozumiem!!!

        t.

        • no wiesz, to tylko taki żarcik myślowy był… tak szczerze, to ja też dokładnie stosuję tylko takie wybory jak Ty :)))))

  3. Powiem Ci kobieto, że z dnia na dzień potwierdzasz przeczucie me, żeś „swoja”:) na bank tak samo przyszłoby mi na myśl w takich momencie , gdyby miała majtki nie pod kolor biustonosza…. co mi się zdarza raz na rok:)Potem pomyślałąbym o tym czy mam nogi świeżo depilowane, chociaż w wybuchu to pewnie i tak by się włoski wypaliły:) AAA…jeszcze.Jak siebie znam to bym jeszcze pomyślała o szybkim testamencie spisanym choćby na bilecie parkingowym czy czymś podobnym:) Ale najważniejsze dobrze się prezentować… nawet pośmiertnie:)

    • no pewnie, że ja swoja 🙂 … myśl o testamencie niepotrzebna bo nie ma co dziedziczyć… a prezencja najważniejsza 🙂

      • W temacie testamentu napisałabym coś w ten deseń…”książki oddajcie cioci Klarze , a kota Kazika Mamci” 🙂 Krótki testament, zmieściłby się na bilecie parkingowym:)

        • a czerwoną skórzana kurtkę Ance (bo mi jej zazdrości…) …. no fakt, taki to mogłabym spisać 🙂

  4. jazz permalink

    w kwestii różnic kolorystycznych w garderobie osobistej, zawsze mogą wziąć Cie za artystkę;-) a tzw. nieład artystyczny jest akceptowany;-) ale gdyby to Cie nie uspokoiło, noś w razie „w” w torebce;-) co do awarii to jak każda kobieta wie, to temat rzeka;-) i gdyby spisał nasze przypadki byłby niezły cykl auto-moto, hicior jak nic;-)

    • myślisz, że jakbym miała odpowiednią zmianę w torebce, to zdążyłabym się przebrać? hmmm, no nie wiem 🙂 … a awarie to nawet zabawne są, po czasie oczywiście … miłego dnia …

      • jazz permalink

        wierzę w Twoje zdolności;-) , co do awarii, to oczywiście po czasie albo z boku;-) miłego również;-)

        • fakt, mam rożne zdolności i duuużą wyobraźnię… i już widzę jej oczami, jak jedną ręką trzymam kierownicę, a drugą wciągam odpowiednie majtochy, zadzierając to jedną, to drugą nogę do góry 🙂 …

        • jazz permalink

          no sądzę, że nie Ty jedna widzisz to oczami wyobraźni;-);-);-)

  5. desperado permalink

    Bardziej stawiam na spalenie elektrowentylatora, niż wyciek z nagrzewnicy, ale to też jest możliwe. Jeżeli masz w pełni automatyczną klimatyzację to jest on dosyć drogawy, ale może jednak ocalał. A co do różnic kolorystycznych, zamiast ekwilibrystykę uskuteczniać w celu ujednolicenia koloru, wystarczy pozbyć się jednego elementu, do wyboru, który chcesz, i po kłopocie:)
    Dzień dobry:)

    • a dzień dobry 🙂 wyciek z nagrzewnicy potwierdzony przez PM organoleptycznie, że się tak wyrażę …. a z pozbyciem się jednej części to całkiem dobry pomysł i łatwy w zastosowaniu …

      • desperado permalink

        Elektrowentylator ocalał? Jak zawsze najprostsze rozwiązania są najskuteczniejsze:)

        • się nie znam ale chyba tak 🙂 … mnie wystarczy to, co się zepsuło, pod względem kosztów szczególnie …

  6. desperado permalink

    Dwa lata temu miałem podobnie, ze wszystkich otworów nawiewu walnęło siwym gryzącym, dymem – spalił się właśnie elektrowentulator. Nie dość że chol….nie drogi to jeszcze musiałem kilka dni czekać, zanim przysłali. Zabawa polegała na tym, że to był styczeń:) Jazda samochodem zimą przy kilkunastostopniowych mrozach bez nawiewu, no i bez ogrzewania była niezapomnianym przeżyciem haha:) Koszty robocizny były niewielkie, ale i tak nikt mi za to nie zapłacił, a grzali się w samochodzie wszyscy:(

    • to najwyraźniej ten Twój „elektro….” musi być łatwiejszy w montażu albo cuś… cieszę się w takim razie, że ta awaria u mnie teraz a nie zimą … pogoda teraz ok. to można pomykać na piechotkę, dla zdrowotności i kondycji 🙂

      • desperado permalink

        Robocizna tania bo swoja haha:) A 30 kilometrów w jedną stronę to nawet teraz piechotką nieco za daleko:)

        • aha… no ja robótki ręczne tudzież inna dłubanina to i owszem, ale samochód to jednak inna rzecz… co do kilometrów, to faktycznie nie zazdroszczę, ja mam około 2 -2,5 więc spoko… ale się muszę przyznać, że mi się nie chce chodzić, strasznie leniwa się zrobiłam odkąd mam własne autko 🙂 …

        • desperado permalink

          A to nie rozumiem teraz, nie chce się Tobie chodzić, ale na siłownie biegasz, czyli co jakby tak ten instruktor się z Tobą przespacerował to by się chciało chodzić? Coś Frytka kręci!! A złamany obcas można dochodzić ubezpieczenia od zarządcy chodnika:)

        • oj tam,oj tam… jakbym była Akularem to bym powiedziała, że się czepiasz… ale nie jestem… no przecież zdajesz sobie sprawę, że co innego chodzić do pracy a co innego ćwiczyć w celu osiągnięcia celu (trochę zamotałam?) 🙂 ale jakby instruktor (abo inny przystojny ktoś) zechciał potowarzyszyć to…. a o obcas to się nawet nie opłaca walki zaczynać …

        • desperado permalink

          Aj tam ja się nie czepiam, ale jakoś nie widzę różnicy w ćwiczeniach na siłowni pod okiem „tego” instruktora, a ćwiczeniami bez „tego oka” w postaci spacerów na tak mizernym dystansie:))
          A co z tym autkiem twoim się jeszcze stało?

        • a dopisałam u siebie peesa, jak chcesz to zajrzyj 🙂

        • desperado permalink

          No co niech dają do blacharza, lakiernika i autko ma być
          cacy:) No chyba, że maja ubezpieczenie OC warsztatu,
          wtedy można to robić we własnym zakresie, z ich
          ubezpieczenia. Nie wiem co to za auto i jakie jest
          uszkodzenie, ale jakby była możliwość robienia na
          ich ubezpieczenie to z pewnością zostało by na te
          malinowe szpileczki, całe ze skóry:)

        • autko to seat czarny metalik… uszkodzenie zobaczę
          dziś a na razie umówiłam się z moim PM, że odbiorę
          auto i przez weekend małżonek mój zdecyduje (bo
          go teraz nie ma) … ja, w ramach zabezpieczenia,
          nie będę na razie płacić za naprawę, żebym miała
          pewność, że się potem nikt nie wycofa 🙂

        • desperado permalink

          Z zapłata słusznie, natomiast wpierw trza obejrzeć
          uszkodzenia, bo kto wie czy tylko błotnik, może
          coś jeszcze jest np. zarysowane, a wtedy koszty
          naprawy będą większe. Na pewno warto by było
          załatwiać sprawę przez ubezpieczenie o ile ów
          warsztat takowe posiada.

        • pojadę po autko to jeszcze porozmawiam
          ze swoim PM, to jest całkiem w porządku
          facet i bardzo się przejął całą sprawa
          więc nie myślę, żebym została jakoś
          pokrzywdzona 🙂

        • desperado permalink

          Nie chodzi o pokrzywdzenie, ale jest rzecz taka, że
          jeżeli jest wgniecenie na błotniku to według norm
          ubezpieczycieli do malowania jest cały element np.
          ten błotnik, a faktycznie robi się tylko tzw.
          wtrysk i polerkę. Stąd też, zostaje jakiś
          pieniądz, z wypłaty odszkodowania:)

        • uuułłła, człowieku, dla mnie, KOBIETY, to za dużo
          informacji… wystarczyło by tylko ostatnie zdanie 🙂

        • desperado permalink

          No to krótko i na temat, lepiej to robić na tzw.
          ubezpieczalnię o ile takową ów zakład ma:)

        • ok, porozmawiam o tym z moim PM 🙂

  7. Natthimlen permalink

    A czy ubezpieczenie nie obejmuje wymiany szpilek na nowe, z OC samochodu oczywiście? Oraz HA HA HA! Też mi się kiedyś dymiło….

    • kurcze, nie pomyślałam o tym!… muszę umowę przeczytać i z agentem się skontaktować 🙂 …

  8. Miśka permalink

    Ty kobieto sprawdź, bo może już nie dobiera się koloru stanika do koloru stringów (tak jak buty i torebka maja być różne;))
    I szczęście,że zawału nie dostałaś!;) Nowe buty ! Koniecznie:D

    • myślisz, że niepotrzebnie się zamartwiałam? …może faktycznie jestem do tylu… a po szpilki udam się jak tylko auto odbiorę, coby kolejnego obcasa nie złamać 🙂

  9. Ale że co? Michał Bąkiewicz Ci nie pomógł? No wiesz! I szpilek szkoda…. Ja ci nie pożyczę, bo na jutro potrzebuję 🙂 a posiadam, włoskie malinowe pantofelki 😀

    • no właśnie, że nie pomógł, bo on w innę stronę pojechałbył… a ja właśnie takie bardziej pod malinowe potrzebuję (do kurtki…), źle się wyraziłam z tymi „czerwonymi”… no ale skoro Ty akurat TE jutro musisz… trudno 🙂

      • Powiem Ci gdzie można kupić, ale mają pewien ogranicznik – są całe skórzane, łącznie z podeszwami. Świetnie się w nich chodzi, ale po deszczu nie można.

  10. O! To mnie natchnęłaś! Też miałam fajną przygodę samochodowa i muszę ją opisać :)))

  11. po takich przeżyciach, nowe szpilki są wręcz niezbędne na odstresowanie

  12. Coś w tej pokręconej logice kobiecej jest. Jechałam na porodówkę, mały pchał się na świat a ja pomyślałam, że sobie fryzury nie zrobiłam. Miałaś ciekawy dzień. Byłabym mocno zestresowana.A te szpileczki to sobie kupisz. Konieczne są przecież. Serdeczności.

    • fakt, że my czasami myślimy irracjonalnie ale taki nasz urok 🙂 … a na poszukiwanie szpileczek jutro się wybiorę… miłego weekendu, Haniu …

  13. I na koniec jeszcze to… Współczuję Kochana…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: