Skip to content

łoś, łosoś czy inne mule ….

13 kwietnia 2014

Frytka, w krążących opowieściach i legendach, nazywana kobietą elegancką i z klasą ( a nawet 12-ma, w końcu 8 klas podstawówki, 4 liceum i matura jeszcze..), urodzona i wychowana została w samym sercu Puszczy Kozienickiej i stamtąd też wyniosła staropolskie nawyki żywieniowe czyli: schabowy, bigos i  kanapka ze smalcem… oraz golonka… niejednego faceta mogłaby Frytka zadziwić swoim apetytem w tym temacie (może dlatego schudnąć nie może, hmmm…)… nie dla Frytki wymyślne foie gras (kurzęca wątróbka też da się zjeść…)  czy inne mule w winie (chociaż, po winie też Frytkę czasami zamula…) lub przegrzebki … no chyba, że to są przegrzebki w stylu Gryzmolindy czyli: przegrzebać lodówkę i ugotować coś z tego, co się znalazło… to ma Frytka opanowane… tak czy inaczej, gustu żywieniowego to akurat Frytka nie ma zbyt wyszukanego…  nie, żeby Frytka za nowym menu nie była, ale jako Słowianka z krwi i kości, w tradycyjnym bardziej oblatana jest …. ale czasy są, jakie są, i zewsząd atakują Frytkę wszelkiego typu programy kulinarne (a jako pracująca kura domowa lubi czasami zerknąć, co się w świecie jada..) oraz Młode, które w świecie bardziej bywałe są… znaczy biegają po różnych znajomych i z różnymi potrawami kontakt mają… no i dnia pewnego, Młoda rzuca hasło: „a może byśmy łososia zjedli…” … kto chce, może się śmiać, kto chce, może się dziwować, ale prawdą jest, że ani Frytka, ani jej Młode,  łososia do tej pory nie jadły… Frytka chętniej by łosia ze swojej puszczy skonsumowała, gdyż i ponieważ ryby jakoś tak bardzo rzadko goszczą w jej jadłospisie … jeśli już, to jest to mintaj lub morszczuk, pod postacią tradycyjnej kostki bez ości oraz karp na wigilijnym stole… aaa, i jeszcze, jak bywa Frytka nad morzem, to lubi flądry (smażone..) i węgorze (wędzone..) ale to się zdarza od wielkiego dzwonu, więc prawie się nie liczy… na ten czas  jesteśmy w centralnej Polsce, hasło rzucone, wyprawa do „bożej krówki” udana, filety z łososia zakupione (a w raz z łososiem tradycyjna kostka rybna bo… a nuż nie będzie  nikomu smakował?… )… materiał  kulinarny jest, teraz trzeba poddać go obróbce termicznej (bo na sushi czy inne sashimi to jeszcze długo Frytka ochoty mieć nie będzie..)  … w dobie internetu i wujka google’a, nie ma rzeczy nie do znalezienia (no chyba, że jest to malezyjski boening…) … Młoda przepis znalazła, podała go Frytce i … osławiony łosoś wylądował na talerzach w formie smażonej… hmm, kto odważny?… cóż, na pierwszy ogień poszła Frytka, w końcu to ona go przygotowała… poza tym, jako matka, chronić powinna swoje Młode przez niebezpieczeństwem wszelakim … wzięła więc widelec, dziubnęła i … hmm, jeśli jest jeszcze ktoś, kto nie jadł łososia i chciałby znać opinię Frytki, to … szału nie ma, ryba jak ryba, tak samo mułem smakuje (to w takim razie, niech ktoś Frytce wyjaśni, dlaczego aż tyle kosztuje?…) … co innego Młode… nie zrażone miną matki, zjadły łososia do ostatniego kawałka… tak im smakował, że na „normalną” rybę spojrzeć nie chciały nawet… jako, że rozum Frytka posiada, to dało jej to do myślenia… że może czas otworzyć się na nowe smaki?… to, może teraz czas na….. szpinak?….

Reklamy

From → Uncategorized

94 komentarze
  1. szpinak uwielbiam! i łososia tyż…
    a w piątek jadłam jeszcze cudowną zupę krem z brokułów i makaron z pesto zrobionego z rukoli i innych zielonych…. jakie to było pyszne…. wow
    jakaś zielonolubna jestem 🙂
    co do szpinaku, to nauczyłam go jeść całą okoliczną rodzinkę bo naprawdę jest pyszny… polecam 🙂 :********

    • i bardzoooo podoba mi się przepis Gryzmolindy na przegrzebki! Nawet nie wiedziałam że potrafię je przyrządzić ;))))

    • szpinaku nie jadłam nigdy (i moje dzieci takoż..), rukola mi nie smakuje, brokuły uwielbiam … a tak ogólnie, to jestem zwierzęciem mięsożernym (jak nie kobieta normalnie…)… warzywa i inne to tylko dodatki 🙂
      Gryzmo ma liczne fajne pomysły…
      miłej niedzieli 🙂

      • i ja mięsożerna jestem niesłychanie … (mówisz jak nie kobieta? hmmmmm) warzywa i inne to tylko dodatki… bo szpinak wraz z mięsem zajadam :)))))

        • no jest to kuszące wyjście, bo na razie to słyszałam tylko o: pierogach ze szpinakiem, naleśnikach ze szpinakiem i makaronie ze szpinakiem… 🙂

        • dam ci przepis na pyszne danie, choć najchętniej sama bym je dla Ciebie przyrządziła 🙂 takie połączenie mięsa i szpinaku z ciastem francuskim 🙂 pycha

        • jestem „za a nawet przeciw..” jak mawiał klasyk… poproszę na maila 🙂

        • dreamu permalink

          Ja też chcę!!! Może ten Twój eM, będzie jadalny ;D

  2. Hmmmm no takie tradycyjne dania powiadasz, no wybacz, ale jakoś nie bardzo dowierzam, biorąc pod uwagę, tak mało tradycyjną pizzę, kebaba czy chociażby brokuła, którego bardzo lubisz, a jak wszyscy wią istnieje podejrzenie, że zielony pochodzi z Cypru, a nie z naszej polskiej miedzy, która jako wstęga łany uprawne rozdziela, gdzie najsamprzód rzepak słońcu konkurencję robi kwieciem swym żółtym, gdzie łubiny kolorami tęczy przecinają dyskutujące z wiatrem zboża, gdzie miododajna koniczyna śnieżnobiałym całunem ziemię przykryła, czyż tej pięknej ziemi wywodzą się owe przysmaki?? A czyż Frytunia potrafi sobie onych odmówić? W tak egzotycznym towarzystwie łosoś to swojak jest 🙂 Z drugiej zaś strony że Frytunia słowianką jest to wątpliwości nie ulega żadnej, a dodać należy, że prawdziwą słowianką taką „na swojskiej śmietanie chowanej,
    delikatnej, rumianej jak chleb „, która wie co to „To jest ta gorąca krew” a „Wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała. To jest ta słowiańska krew, to jest ta uroda i wdzięk!”
    Oraz dzień dobry bardzo :*

    • WOW, Desper, normalnie jakbym Mickiewicza, wieszcza naszego, czytała, co to u Niego „dzięcielina rumieńcem pała..” jako i Frytka, która faktycznie na swojskiej śmietanie chowana, na Mazowszu…
      a brokuł, to tylko zielony krewny pospolitego kalafiora (oraz kapusty…), być może i pochodzi z Cypru, ale jak znam życie, to królowa Bona go do Polski przytargała, z inną włoszczyzną, wiec to nic wymyślnego… .) .. za to łosoś, hmmm, w Wiśle, która to Wisła niedaleko domu rodzinnego Frytki przepływa, takie rybki nie pływają… owszem, tłuste sumy tak, ale nie zgrabne łososie … 🙂
      oraz dzień dobry pomału słoneczny :-*

      • Ależ, ależ gdzieżbym tam śmiał śmieć w szranki z Adasiem stawać, toż to nie ta liga, żeby nie powiedzieć nie ta era, chociaż z erą również by pra3wda była, przy czym nie miała by wpływu na konkurowanie, niemniej jednakże, jako chłopak na wsi spokojnej, wsi szczęśliwej wychowany to i to swojskie docenić potrafię, zwłaszcza to na swojskiej śmietanie chowane, to delikatne i rumiane jak chleb 🙂 Przyznaję swojską wódeczkę też bardziej cenię niż jakieś tam giny rumy czy inne wynalazki 🙂 A z ryb tak ogólnie to i owszem bardzo chętnie, ale tylko rypa….. 🙂

        • hmmm, narobiłeś mi smaka na te wiejskie pyszności… na młode ziemniaczki z prawdziwym zsiadłym mlekiem, okraszone słoninką z własnego prosiaka… albo chleb z masełkiem ubitym własnoręcznie w maselnicy (parę razy mi się zdarzyło pomagać…)… 🙂
          co do wódeczki swojej, to niestety, mam taki sam odruch jak przy koniaczkach, wiskaczach i innych brandy… i przy cytrynówce … 🙂

        • Noo te ziemniaczki koperkiem posypane z tym mleczkiem i smażone jajeczko do tego, no wiadomo ze 4 jajeczka ummm mniam narobiłaś mi ochoty, na te i inne swojskie pyszności 😉 NO a z tym masełkiem no to hmm no widać umiesz ruszać tym co mama w genach dała 🙂 No dobra swojską wódeczkę możesz nie lubić 🙂

        • ziemniaczki bez koperku, nie lubię koperku, bleeeee…. i bez jajeczek sadzonych, bo to jest forma jajka, za którą średnio przepadam…. a propos jajek, przypomniały mi się dania śniadaniowe serwowane przez moją babcię… swojski chleb pokrojony w kostkę, zalany ciepłym mlekiem i posłodzony… pyyychoootaaaaaa…. 🙂

        • i ja pamiętam ten posłodzony chleb… ale ze świeżą śmietaną!
          bosz… jakie to było dobre!
          ależ u Was wieczorek poetycki się zrobił 🙂 na bazie posta z
          łososiem… hmmmm… chcieć to móc 🙂

        • Ty mówisz o kanapce (czasami jeszcze teraz sobie takie robię
          choć smak całkiem inny…), a ja o chlebie zalanym mlekiem,
          na głębokim talerzu, taka zupa mleczna… 🙂
          u nas komentarze zawsze żyją swoim życiem… 🙂

        • Przecież nie wspominałem nic o sadzeniu jajek, ani o
          sadzeniu na jajka, bo te smażone mogły być w formie
          jajecznicy też się da z ziemniaczkami, a koperek
          ummm jest supcio !! Zupka mleczna z chlebka no
          wiadomo też się wcinało za szczenięcia 🙂
          A co do wieczorków poetyckich na tymże blogu i tym
          drugim no to jak szanowna gospodyni napisała żyją
          one własnym życie, komentarze znaczy się, często
          odbiegają od treści posta a jak se odbiegną to się
          rozbiegną i weź spróbuj taką rozbiegniętą gromadę
          do porządku przywołać haha 🙂
          Aaaa i ze swojskiego żarełka to mleczko z miodem było
          świetne i kogiel-mogiel też 🙂

        • oj no, może nie wspomniałeś ale jakoś jajecznica z
          ziemniakami do mnie nie przemówiła… 🙂
          swoją drogą, dlaczego one, te jajka, nazywają się
          sadzone?… przecież są wylewane na patelnie i
          tyle, „żyją” własnym życiem, aż się zetną… 🙂
          a mleko z miodem i masłem jeszcze, to się piło na
          bolące gardełko… 🙂

        • mleko z miodem i masłem pamiętam… jeju jak ja
          tego nie cierpiałam … błeeeeee
          zupy mlecznej z chleba w życiu nie jadłam…
          jakieś braki mam 🙂

        • jak to błeee??????? … ja ogólnie wszystkie mleczne
          potrawy, przetwory i wyroby oraz dania pochłaniam
          bez mrugnięcia okiem… no może poza kożuchem z
          mleka, to jest błeeee…
          może w Twoich rejonach się takiej „zupy” nie jadało,
          może u Ciebie było na bogato, kasza manna na ten
          przykład … albo nawet owsianka … 🙂

        • no to niech przemówi bo całkiem smaczna jest 🙂
          A jajka sadzone, nazywają się sadzone bo……
          wzięła się ta nazwa z bardzo bardzo dawnych
          czasów, kiedy to patelnie używane przez ówczesne
          gospodynie znacznie różniły się od tych
          dzisiejszych teflonowych ceramicznych, kiedyś
          patelnie to były zwykłe kawałki blachy o
          średniej grubości…..no dobra to chyba nie ma
          znaczenie dlaczego jajko sadzone myło, ale nie
          mniej ważne było że te blaszyska sie mocno
          rozgrzewały, a zaznaczyć należy, że aby jajko
          sadzone było właściwie przygotowane to musi
          być wybite z skorupki, a właściwie dlaczego
          wybite, wybić to można komuś zęby ale nie
          jajka, więc powinno być wyłuskane ze skorupki,
          a właściwie to zaraz dlaczego jajko miało by
          być wyjmowane ze skorupki, przecież jajko to
          całość czyli skorupka, błonka, białko i
          żółtko, więc po rozszczelnieniu skorupki i
          wydobyciu zawartości nie jest już jajkiem bo
          jajko to jest gdy jest w całości to tak jakby
          z telewizora wyciągnąć kineskop i nadal
          nazywać to telewizorem, więc rozszczelnienie
          skorupki i wydobycie zawartości winno się
          odbyć w chwili gdy patelnia jest mocno
          rozgrzana, i właśnie w momencie wylania
          zawartości skorupki co się dzieje?? Otóż
          białko natychmiast się ścina tworząc
          podstawę i nie rozpływa si dalej i całość
          wygląda jakby usiadło na miejscu ooo!!
          Tak przynajmniej słyszałem 🙂

        • taaaa, że też ja zawsze coś chlapnę, zanim ugryzę
          się w język?… wtedy profesor doktor
          zrehabilitowany, drobny hodowca drobiu, Desper ma
          pole do popisu… nigdy się nie nauczę… tak czy
          inaczej, zamiast wyłuskiwać jajko ze skorupki,
          to ja ją po prostu traktuje: „buch o blat, kant
          i czy inną twardą powierzchnię” i na patelnię
          wylewa się to, co o w środku czyli jajko…bez
          względu na to, jak bardzo będziesz się upierał
          przy kineskopie… 🙂 …

        • Tylko spróbuj, a się doigrasz!! Gryźć swój języczek!!
          Otóż wiedz, że ma on być cały czas w doskonałej
          formie oo!! A jak się powinno traktować jajka to
          przypominam iż stosowny post zamieściłem onego
          czasu, najważniejsze aby gospodyni ciepłą dłoń
          miała, co by jajko we wstrząs termiczny nie
          wpadło, następnie podczas wyłuskiwania mus
          zaangażowanie wykazać, mnóstwo serca w to włożyć,
          delikatności, a nie tak trzask prask i na
          patelnię, ooo nie !!

        • tak, tak, pamiętam tę naukową rozprawę o ubijaniu
          śmietany, eeee… znaczy, piany z białek.. ciepła
          dłoń (a nawet dwie..) gospodyni odgrywała tam
          kluczową rolę.. ale czasami trzeba szast – prast,
          jak czasu nie ma a jeść się chce, to nie pora na
          pieszczoty i zbędne ceregiele … 🙂

        • No dobra czasem czasu mało jest, ale to nie jest
          powód, żeby tak brutalnie z jajkiem podstępować
          oo!! A jak czas goni wściekle, a dzidziuś malusi
          w pieluszkę narobi to co? To bo za stópki go góry
          wytrząchnąć to, co w pieluszce jest i dalej??
          Nie trza pieluszkę zmienić doopke umyć,
          nakremować, wypudrować a czas goni ale trza !!
          No to z jajeczkami proszę tak samo 🙂

        • Desper, zasr…, no dzidziuś z kupką w pieluszce to
          jedno, a jajecznica w pośpiechu to drugie…
          bo my tu chyba wciąż o jedzeniu mówimy, czyż nie?
          … 🙂

        • Ale co tego dzidziusia, no wiadomo bez kupki już, do
          zjedzenia?? Frytuniu, takie zabawy no hmmmm 🙂

        • jesooo, a dlaczego Ty mnie Desper o kanibalizm
          posądzasz?… no owszem, może nie przepadam za
          dziećmi, szczególnie małymi, ale żeby zaraz
          zjadać?… zdecydowanie bardziej wolę inne
          mięsko konsumować… 🙂

        • No sama zasugerowałaś to w poprzedniej odpowiedzi,
          że dzidziuś, że coś tam no i że cały czas mówimy
          o jedzonku, więc tak jakby jasne było, że to hmm
          no wiesz no do zjedzenia szykujesz 🙂 A inne
          mięsko no dobra z tego co wiem to pożywienie
          winno być urozmaicone 🙂

        • no i oczywiście, że jest, bo raz schabowy z
          pieczareczką, raz goloneczka w piwie, raz
          karkóweczka w kapuście… no przecież widać
          duże urozmaicenie… 🙂

        • No tak tak żeby życie miało smaczek raz
          dziewczynka raz……… ups no to chyba nie
          dokładnie dobry przykład 🙂

        • Desper!!!… chcesz żeby mi znów komputer
          zablokowali???!!!…
          no, a dla odmiany od mięska, to można sobie
          białego serka zjeść.. 😉

        • Ale co na obiadek makaron z białym serem ??
          Frytuniu weź się opanuj, przecież po tym to
          będzie siła za 20 lat, a jak wiesz ja
          potrzebuję kalorii, takich konkretnych
          kalorii 🙂

        • Desper, jak serek będzie pełnotłusty, polejesz to
          śmietaną 36 % i posypiesz cukrem, to sam nie
          będziesz wiedział, co zrobić z tą ilością
          kalorii… 🙂

        • Taaa jasne domieszasz gipsu do śmietany i lepsze
          niż viagra będzie 🙂 A kalorii i tak z tego nie
          będzie i tak, no bo się zużyją 🙂

        • ale zaraz, z czego będzie viagra?… z białego sera?…
          przecież viagra jest niebieska … tak słyszałam… 🙂

        • Oj bo to nie będzie viagra to będzie coś
          zdecydowanie lepszego gips ze śmietaną, póki
          ostrożnie ktoś si będzie obchodzi, wiadomo
          gips kruchy jest, to ho ho 🙂

        • jak lepszego, jak kruche ma być?… przecież to
          strach dotknąć, nie mówiąc już o czym innym..
          po viagrze, to sztywne jest ale jednak elastyczne… 🙂

        • Aaa to po viagrze jest sztywne ale elastyczne, no
          paczpani jakie cuda no 🙂 Ale jak kruche jest to
          delikatniej wystarczy się obchodzić 🙂

        • a daj spokój, ileż to skupienia trzeba, ile uwagi, zero
          szaleństwa i spontaniczności… się człowiek lekko
          zapomni i nieszczęście gotowe … 🙂

  3. Bo frytka zapewne nie lubi szpinaku. A nie lubi go, bo nigdy nie jadła:-)
    Od wielu lat z dziką rozkoszą próbuję wszystko, czego jeszcze nie próbowałem, Na początku miałem obawy, dziś to jest wręcz poznawcze pożądanie. Wszystko jest w głowie.
    Dobrych smakowych doznań podczas próbowania szpinaku.

    • tak jest, nie jadła i nie próbowała zrobić…. w sumie jak słyszę te entuzjastyczne opinie, to mam ochotę zjeść tylko czekam, aż ktoś mi go dobrze przyrządzi i poda… i nie myślę tu o restauracji, wolałabym w domu 🙂
      co do innych nowości, nie jestem zamknięta na nowe smaki, potrawy (ten post jest jak zwykle trochę przesadzony..) tyle, że gotowanie nie jest moją pasją… 🙂
      miłej niedzieli Panie C 🙂

  4. jakoś nie mieszczę się powyżej… za gruba jestem chyba
    faktycznie u nas było na bogato… pamiętam kaszę mannę w różnych konfiguracjach i owsiankę której nie cierpiałam 🙂
    znikam na biesiadę rodzinną
    buziaki na niedzielę :******

    • bo żeby się „zmieścić”, to trzeba wrócić do ostatniego komentarza z opcją „odpowiedz”…
      smacznego 🙂

  5. dreamu permalink

    Łososia chętnie, na parowanych warzywkach z koperkiem, a szpinak? Byłam grzeczna ;D

    • o masz, na parze i z koperkiem… to ja chyba podziękuję, za łososia i koperek, warzywka i owszem 🙂
      a to mówisz, ze szpinak to za karę?… chyba minęły te czasy 🙂

      • dreamu permalink

        Nie, nie… łososia smażymy, warzywki na parze, a szpinak, który mi smakował jadłam RAZ, było to we włoskiej knajpie gdzieś koło Zion National Park, w Utah. No… mówiłam, że byłam grzeczna? Chociaż coś mi tam Desper insynuuje poniżej ;DDD

        • Depser to bez przerwy coś komuś imputuje… żeby się kiedyś tylko … amputacji nie doczekał przez to … 🙂

    • Dreamu, Ty nawet jak śpisz to jesteś niegrzeczna, i nie dopytuj się dlaczego 🙂

      • dreamu permalink

        Desper, nie kop mnie dzisiaj, leżę i cierpię ;D najbardziej, żem głupia (oraz doceń, że samokrytykę uprawiam)

        • jesooo, Dreamu, z głupoty cierpisz?… łaj? …

        • dreamu permalink

          Bo myślałam, że mnie się wirusy nie imają, a one na mnie walzły i jeszcze przyprowadziły kumpli ;DDD

        • aaaaa, bo widzisz, te wirusy to strasznie niewychowane są i cholernie rodzinne… przyłażą całymi watahami bez zaproszenia, i jeszcze ściągają dalekich krewnych króliczka… całkiem jak te, co się onegdaj u mnie w komputerze rozgościły … trzymaj się Dreamu…:)

        • Jejku Dreamu, przecież ja Ciebie ?? Kopać ?? no weź przestań!! Wiesz mówi pyta się żaba żaby za co jesteś żabą, a zapytana odpowiada dokuczaj wiedźmie – namówili – będzie fajnie – obiecali 🙂
          A samokrytykę doceniam, chociaż wolę zdecydowanie jak ja krytuykuję, wtedy bardziej szczere to jest 🙂

        • Anonim permalink

          Widzisz Desper, nikt mnie nie namawiał, ja sama taka durna jestem ;DDD

        • durna, nie durna, ale podpisać by się mogła…. 🙂

  6. A tak w ogóle łoś to jest zupełnie co innego, łoś jest elementem szkodliwym, nie jadalnym i należy go tępić ooo!! Łoś to zalotnik stający w szranki o względy córki, obedrzeć ze skóry łosia!!

    • ha ha ha, no proszę, groźny tatuś się odezwał, cerber broniący swojej księżniczki… i co Ci taki łoś zrobił?… łoś jest spokojny, chodzi sobie po lesie, wydaje jakieś dziwne łosiowe pomruki i wabi klępy … a Ty chcesz go ze skóry obedrzeć???… niech się tylko o tym animalsi albo inni zieloni dowiedzą, to będziesz miał wesoło… 🙂

      • Jak se jest w lesie to niech tam se siedzi i se klępy wabi ale wara mu od mojej maleńkiej córuni !! Kurna świat pełen jest takich zboczeńców ooo!! A zielonych i animalsów mam głęboko w tyle !!

        • i Ty mówisz o zboczeńcach?!… biorąc pod uwagę Twoje ostatnie zdanie… 🙂
          hmmm, przypominam sobie, że sam twierdziłeś nie raz i nie dwa, że lubisz cudze dzieci w wieku 18-20, płci przeciwnej… 🙂

        • Frytuniu dla jasności to mówiłem że i owszem ale jak mają powyżej lat 20, po za tym to już nie są dzieci aż takie dziecięce, a moje maleństwo jest jeszcze za malutkie oooo!! I się nie zgadzam żeby jakiś łoś swoje łapska w jej kierunku pchał !!

        • uściślijmy, malutkie czy młodziutkie?… bo jak malutkie, to nigdy nie
          będzie na tyle duże, żebyś zaakceptował jakiegokolwiek łosia, bo w
          tym wieku to się już nie rośnie… a jśsli młodziutkie,,, hmmm, do
          tego „powyżej 20 lat” to już chyba niewiele brakuje, co?… to już
          będzie mógł łoś startować 🙂

        • Jakie startować jakie startować!! Ma jeszcze mnóstwo czasu, nie
          musi się z jakimś łosiem zadawać. Se nie życzę i już i
          koniec i kropka 🙂

        • aaaa, nie no, skoro sobie nie życzysz to inna bajka… ciekawa
          tylko jestem, jak się do tych Twoich życzeń odnosi Twoja
          Malutka Księżniczka… zamknąłeś Ją może w wieży i
          postawiłeś smoka na straży?… albo smoczycę?… to nie na
          łosie (łosiów…) powinieneś uważać, tylko na osły … 🙂

        • Frytuniu!! Ty sie doigrasz!! Wcale, a wcale nie masz
          zamiaru nawet spróbować mi współczuć!! Naigrywasz się
          ze mnie podejrzewając, że coś jest ze mną nie teges.
          A tak naprawdę to wszystko dobrze, lekarze nic nie
          stwierdzili, kazali tylko aby mi przytakiwać 🙂

        • ależ Desperku drogi, jakże bym ja śmiała śmieć się
          z Ciebie naigrywać?!… no przecież tylko dopytuję
          (i ewentualnie podpowiadam..), czy podjąłeś
          wszelkie środki ostrożności i czy wszystkie względy
          bezpieczeństwa uwzględniłeś, co by chronić swoją
          Księżniczkę przez natrętnymi konkurentami … 🙂

  7. Tygrys1012 permalink

    Frytko Droga, a weź Ty tego łosia połóż sobie na sitku, sitko daj nad garnek, a do garnka wlej Ty wody trochę i zagotuj. I zróbże sobie łosia na parze. Mniam. A jeszcze jak na drugim sitku ugotujesz w ten sposób ziemniaczka i brokuła, to będzie większe mniam. Chyba, że bardziej zaawansowana jesteś kuchennie i masz naczynie do gotowania na parze 😉 Ja nie mam (noszę się z zamiarem). U mnie za naczynie na parze robi blaszane sitko lub takie sitko do smażenia frytek w garnuszku 😀 potrzeba matką wynalazku, jak mawiają.

    • nie lubię łosia na parze, na pewno, jestem o tym przekonana… warzywka mogą być.. oraz mam sitko do smażenia frytek 🙂

      • Tygrys1012 permalink

        To jak Ty już do mnie przyjedziesz, to ja Ci upichcę coś ze szpinakiem 🙂 oraz mięso też 😀

        • trzymam za słowo… może być mięcho ze szpinakiem 🙂

        • Tygrys1012 permalink

          Coś Ci dobrego wymodzę 🙂

        • biorąc pod uwagę to, co już słyszałam o Twoich zdolnościach kulinarnych, to nie mam najmniejszej wątpliwości… oraz ufam Ci w ciemno, a niech tam … 🙂

        • Tygrys1012 permalink

          I pokażę Ci, że mintaj to nie ryba, to coś rybopodobnego. Kostka??? Profanacja! Ja Ci pokażę, co to jest ryba 🙂 I obiecuję Ci, że zasmakujesz 🙂 Nie na siłę, raczej przy okazji.

        • czy Ty mnie aby nie straszysz????…. 🙂

        • Tygrys1012 permalink

          Nie, obiecuję 🙂

        • no ja nie wiem… musiałabym zobaczyć, czy ten Twój
          „kaszlący” noc nie wydłuża Ci się w tym momencie… 🙂

        • Tygrys1012 permalink

          Jak Ci popełnię pstrąga pieczonego z masłem i bazylią, to
          będziesz za przeproszeniem, zlizywała z talerza 😀

        • a dlaczego za przeproszeniem????… elegancko i z
          klasą będę… 🙂

  8. teatralna permalink

    owszem czas na szpinak!!!))))))))))
    pacz na dzieci dobrze kombinują, warzywa na parze to jest to, wszystko na parze to jest to!!!
    buziole

  9. Już lepiej Fryteczka przy flądrze pozostań a łososia daj łosiowi z pobliskiego parku do spróbowania, bo ze względów żywieniowych owej ryby – sztucznie pędzona w większości- lepiej sobie podziękować… Co do golonki to najlepsza robiona na piwie – pozdrawiam
    Dietetyk z Konina 🙂

    • ha ha ha, mam takie same odczucia w sprawie golonki, zawsze robię na piwie… a skoro mam potwierdzenie z ust samego dietetyka, to już całkowicie zadowolona jestem … 🙂

      • Tygrys1012 permalink

        Lubię golonkę z chrzanem. W wersji zapiekanej najlepiej, żeby skórka schrupła 🙂

        • no właśnie golonkę w piwie się zapieka, skórką od góry i wtedy jest chrupiąca… 🙂

        • Tygrys1012 permalink

          Powiesz mi więc niedługo jak si robi (uprzedzam, że przedzwonię) i zapiekę wedle Twoich wytycznych.

        • spoko 🙂
          dzwonić możesz, ale przepis to Ci lepiej na maila wyślę…

  10. O ja tez uwielbiam golonke, bigo,s tlusta karkowke itp. A losos tylko wedzony moze dla mnie istniec. Buziak po przerwie:))

    • no witaj, witaj, się stęskniłam… 🙂
      wędzonego łososia nie próbowałam ale jeśli smakuje jak węgorz czy makrela, to spoko …

  11. Przyznać muszę, że rybą pod jakąkolwiek postacią niespecjalnie przepadam, zwłaszcza od czasu pewnego incydentu, który onegdaj zdarzył się był w rodzinie…

    Jedyne dwa wyjątki stanowią tutaj: a) paluszki rybne, b) filet rybny na Wigilię. Szpinaku dotychczas nie jadłem, więc się nie wypowiem….uwielbiam natomiast szparagi, ogórca kiszonego, zielony groszek, kalafior i do pewnego stopnia brukselkę 🙂 (na co doktorzy za Oceanem dawniej szeroko oczy otworzyli, słysząc iż podówczas 11-latek lubi takie menu 🙂 )

    Pozdrawiam i smacznego Wam!!

    • nie cierpię brukselki!!!!
      oraz nie dziwię się doktorom, rzadko które dziecko lubi warzywa w takim szerokim zestawie… 🙂
      witaj.. 🙂

      • Za to nie tknę marchewki w postaci nieprzetworzonej… Soki, sałatki typu marchewka z jabłkiem jak najbardziej, ale surowa marchewka? Albo w plastrach w zupie? W życiu!

        Każdy ma swoje nawyki kulinarne…ja też i się ich trzymam 🙂 Chociaż od czasu do czasu zjem coś zupełnie dla mnie nowego – na przykład w 2006 było to danie tajskie: makaron z warzywami w sosie sojowym i kawałkami mięska…całkiem smaczne.

        Oraz nie wiem, czym nie pomylił powyżej brukselki z brokułami… Chodziło mi o takie zielone coś z wieloma małymi główkami 😉

        • ha ha ha, z Twojego opisu wnioskuje, że jednak miałeś na myśli brukselkę… brokuł to taki zielony „kalafior”… 🙂

  12. Otwieraj się Frytka na nowe smaki, otwieraj! Ja znadmorza i jezior – też za rybami nie przepadam, ale… ale łososia nawet z chcęcią zjadam. Ostatnio w folii przyrządzałam z róznymi warzywami. Łosoś przyprawiony odpowiednio solą pieprzem i ziołami ( prowensalskie sypię). Na filet wkładam drobno posiekane ( ścieram na grubych oczkach tarki – szybciej) warzywa, typu: marcheka pietruszka, dodaję paski papryki i pomidorka, kilak wiórków startego masełka i ser zółty. Zamykam folię i do nagrzanego piekarnika na 15 – 20 minut. Moi padają na kolana i mnie nawet smakuje. Polecam!

    • ależ ja się otwieram, DD, otwieram… chciałam nawet zakupić sobie urządzenie do gotowania na parze (bo wiesz, takie pospolite sitko w garnku, to nie wchodzi w grę, he he he…), ale ostatnio z funduszami u mnie krucho… Twój przepis na łosia, eeee znaczy, łososia mi się podoba, a skoro Twoi klękają (i nie jest to modlitwa o przeżycie..) to chyba wypróbuję … 🙂
      miłego dnia … Babciu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: