Skip to content

SPA po raz drugi …..

28 listopada 2014

dzień pierwszy (wspomnienia własne)

„o dzień dobry pani Frytko, chciałoby się rzec, jak miło panią znów widzieć, ale te okoliczności…no to pani już wszystko wie, proszę wskoczyć w piżamkę i jedziemy… proszę, sala nr 2”… potem zaczęły się rutynowe badania, pobieranie krwi z żył, których nie ma  (znaczy się, są tylko niewidoczne…), wkłuwanie venflonu, chwila przerwy.. oczywiście cały dzień na czczo (dla niezorientowanych – bez jedzenia…) „no to pani Frytko, pojedziemy zrobić zdjęcie”.. zdjęcie???… a ja taka nieuczesana, bez makijażu…. „ależ pani Frytko, zdjęcie płuc… proszę nabrać powietrza i nie oddychać”… proszę bardzo, jak Frytka nabrała powietrza, to się płuca na zdjęciu nie zmieściły i trzeba było doróbkę robić (w końcu ma Frytka czym oddychać)… po sesji zdjęciowej czas dla rodziny i fotoreporterów… właściwie to tylko rodzina skorzystała… później kolejne atrakcje typu ekg, usg, cewnik…rozmowa z szefem wszystkich szefów (dalej nazywanym SwS): „używa pani jakiejś antykoncepcji?”… a może tak najpierw „dzień dobry, mam na imię Marek, miło mi panią poznać..” a nie tak bezpardonowo…  ale skoro on tak, to Frytka też… nie uprawiam seksu to i nie używam antykoncepcji …… szok i niedowierzanie: „jak to pani nie uprawia seksu?!”… normalnie, nigdy jakoś za rolnictwem i uprawami nie przepadałam…. poza tym, to mało opłacalne, unia nie daje na to dotacji… „widzę, humorek dopisuje… na raaazie, na raaazie…”… a na koniec to, za co gwiazdy płacą słoną kasę w klinikach odchudzających, a Frytka miała w darmowym pakiecie … naukowo – enema, po naszemu – lewatywa…

dzień drugi (wspomnienia częściowo własne, częściowo spisane na podstawie relacji współlokatorki i personelu..)

„jak się spało, pani Frytko… dobrze?… no to zapraszamy na lewatywę… i pamiętać, nic nie jeść i nic nie pić…”… taaaa… chwila względnego spokoju (jeśli można być spokojnym czekając na nieuchronne..) a potem „proszę pani Frytko, tabletka, i po tabletce nie wstawać, nie siadać, tylko leżeć….”…. po paru minutach „motyyyyyyleeeeeem jeeesteeeeem, aaaaaa, na na na naaaaaaaa, motyyyyyleeeeem jesteeeeeemmmm……….a później, oddychamy, oddychamy, to tylko tlen…. tleeeeeeee……… a po wszystkim tylko migawki: o Młoda, cześć cór…. chrrrrrr,… „jak się pani czuje?”.. dooobrze….. chrrrrrrr, „pani Frytko, kroplóweczka”… ale sze o so choziiii???….chrrrrrr… sioooostrooo, neeeerkaaaa!!!… „ale co, boli?”… nie, podać….. tak się Frytka przywiązała do tej pięknej niebieskiej plastykowej nerki, jak do swoich dwóch własnych, i do samego rana nie chciała jej od piersi oderwać, tak tuliła, co i rusz wlewając w nie swoje gorzkie żale….

dzień trzeci (wspomnienia własne…)

rano, Frytka, mocno cierpiała nie mogąc się uczesać (higienę załatwił uczynny personel..), bo wiadomo, że u Frytki włosy rzecz święta…  poza tym, kilku lekarzy, mniej lub bardziej przystojnych, po ośrodku się kręci… cóż, układanie włosów na ślinę przynosi kiepskie efekty… żeby chociaż z cukrem była zmieszana, ale Frytka nie słodzi, to i cukru nie było…  w końcu codzienna wizyta lekarska…„no i jak się czujemy?” … z tymi słowami SwS złapał za kołdrę i zarzucił ją Frytce na głowę… no rozumie Frytka, że może nie wyglądała zbyt wyjściowo i że do doskonałości brakowało lata świetlne, ale żeby aż tak?!…  … boooooli… – dała radę wyszeptać spod kołdy…  „siostro, proszę podać lek przeciwbólowy i nasenny…” jeeeeeeść…..  „zaraz podamy kroplóweczkę…” w doopę sobie wsadźcie tę kroplóweczkę, od tego to mam wrażenie, że przy następnym nakłuciu zacznę wodą strzykać z każdej dziureczki… ja chcę kurczaka z rożna!!!… „niestety, kolejny dzień głodówki”… musi Frytka przyznać, że jest jedna dobra strona, zarówno kroplóweczki jak i cewnika… wcale, ale to wcale, nie potrzeba korzystać z toalety… ani z basenu też…   to jest dobre w momencie, kiedy przez cały dzień nie wolno wstawać z łóżka… w taki razie proszę o kolejny zastrzyk przeciwbólowy i nasenny, se prześpię te niedogodności…  ale myliłby się ktoś, kto sądziłby, że spanie przyjdzie Frytce z łatwością… nie wtedy, kiedy ma się dużo znajomych i nie w dobie telefonów komórkowych… co chwila sms lub telefon z pytaniem o samopoczucie,  za które to telefony i zapytania Frytka wszystkim serdecznie dziękuję … co prawda nie zadzwonił ani Barack Obama, ani papież Franciszek, ani nawet z tafałenu, ale Ci, co najważniejsi, dzwonili …. wszystko to było bardzo miłe, ale że jak wiadomo w przyrodzie musi być zachowana równowaga, to dla kontrastu, padł internet i odcięło Frytkę od świata … na noc kolejna kroplóweczka, lek nasenny i przeciwbólowy, i padła Frytka w objęcia Morfeusza…

dzień czwarty (wspomnienia własne…)

wreszcie można wstać… co prawda ostrożnie i z cewnikiem, ale w końcu… aha, wiecie, że cewnik z przyczepionym woreczkiem doskonale zastępuje damie torebkę? (co prawda kolor ma niezbyt, ale…)… można sobie przez rękę przerzucić i spacerować po oddziale… tylko szpilek nie pozwolili założyć, a uważa Frytka, że świetnie by pasowały do kusej koszulki (ledwie zakrywającej to i owo,  z głębokim rozcięciem przy dekolcie, zdaje się, że przewidzianej dla matki karmiącej…) … no więc wstała Frytka, wzięła swoją „torebkę” i, chciałaby powiedzieć, że kurcgalopkiem, ale niestety, powlokła się noga za nogą dokonać porannej toalety… i wreszcie mogła ułożyć włosy!!!…. wizyta lekarska… pan SwS jakoś inaczej spojrzał na Frytkę, jakoś dłużej wzrok zatrzymał, zastanawiając się zapewne, co takiego się stało?…(wiadomo, facet, zmiany fryzury nie zauważy…)… Frytka postanowiła wykorzystać ten chwilowy brak koncentracji SwS i wypaliła: jeeeeeść!!!…  „no dobrze, w nagrodę za dobre sprawowanie (tu nastąpiła pauza i efektowne zawieszenie głosu)  ostatnia kroplóweczka”…  orzesztykurwawmordęjeża… „a później kleik…”…  uczepiła się Frytka tej myśli o kleiku jak ostatniej deski ratunku i chyba tylko to pozwoliło jej przetrwać te kolejne godziny… kiszki grały jej już wszystkie marsze (a żałobny najgłośniej…) i wizja śmierci głodowej (choć figurka zyskała trochę na kształtach…) majaczyła tuż za rogiem… aż wreszcie….ojacieżniepierdolę, możecie wierzyć lub nie, ale takiego pysznego kleiku ryżowego na wodzie bez cukru nie jadła Frytka nigdy …. smakował jak ambrozja, tylko, kuźwa, mało go było…. mogłaby Frytka ze trzy takie miseczki z miśnieńskiej porcelany (to była ta sama porcelana, co na dworcu Kaliskim…) kleiku zjeść, a nie tylko jedną… na całe szczęście, po kleiku pozwolili się Frytce w końcu napić kawy, a na kolację dali suchą bułkę (przysługujące do bułki pasztetową i ogórka kiszonego zabrali Frytce sprzed nosa…)… dalszy dzień bez większych emocji, odwiedziny, telefony, odłączenie venflonu i „torebki” i…. spacery, spacery, spacery…. „prostujemy się, nie garbimy, żeby nam się zrosty nie porobiły…” … nam?, kuźwa, nam??….

dzień piąty (dziś…)

noszenie dwuczęściowej piżamy, kiedy się ma świeży szew w poprzek brzucha, nie jest specjalnie wygodne…można by rzecz nawet, że bolesne.. a jako, że Frytka z koszulek nocnych posiada tylko frywolne, to poprosiła Młodą o zakup jakowejś, nadającej się do SPA… Młoda, i owszem kupiła, przywiozła i…. uwierzcie, żeby nie wiadomo jak się Frytka starała, to nie poderwie w tej koszuli nie tylko lekarza, ale żadnego innego faceta też … długi rękaw, dekolt pod samą szyję, wykończony babciną koronką, wzór drobnej łączki (jak na babcinej pościeli, długość do połowy łydki…) … aż dziw bierze, jak się dziecku, w galerii handlowej, w markowych sklepach, udało coś takiego kupić ….

jako, że odzyskała Frytka dostęp do internetu, to od razu dorwała się do kompa, żeby przedstawić Wam tę relację…. z czekających na nią atrakcji pozostało jeszcze zdjęcie szwów, ale to nastąpi dopiero w poniedziałek i wtedy też (prawdopodobnie…) opuści Frytka mury tej, jakże gościnnej, placówki…. i, po wymaganym czasie rekonwalescencji (czyli gdzieś tak około miesiąca…), będzie mogła uprawiać bezpieczny seks bez ograniczeń… nawet bez dotacji unijnych, a co tam….

Reklamy

From → Uncategorized

67 komentarzy
  1. krzysztof permalink

    Jakżesz miłe to SPA może i ja sie postaram o skierowanie, tylko ten cholerny cewnik mnie przeraża

    • powiem Ci, Krzysiu, że cewnik jest lekko przereklamowany, ale w momencie kiedy nie możesz wstawać z łóżka, nad wyraz skuteczny … 🙂

  2. krzysztof permalink

    Tak sie domyślam, bo jakis kolego próbował sobie wprowadzic i nie bardzo był zadowolony. Jak miałem raz pobierany wymaz tą drogą i też jakoś nie tęsknię

    • mężczyźni, raz jeden któś pogmenrał i od razu wielkie halo… ja dzieci trzy razy rodziłam i żyję … 🙂

  3. krzysztof permalink

    Jedyne co było fajne to pani dokto trzymająca organ w dłoniach tak delikatnie i z wyczuciem, widaac ,że nie pierwszy raz pobierała

    • ha ha ha, wiedziałam że coś musiało Ci się spodobać…. no i sam powiedz, czyż dla takich chwil nie warto poświęcić się drugi raz?… 🙂

  4. krzysztof permalink

    Fakt ,że sie ładnie zaczęło jak ona tymi swoimi paluszkami pbrała obiekt , potem uwidoczniła ten śliczny otworek ….a potem ten cholerny wacik do środka , a przeciez można tyle innych fajnych rzeczy zrobić

    • ha ha ha, bardzo obrazowo, aż sobie wyobraziłam… i masz rację, o wiele więcej i fajniejszych rzeczy można zrobić z … obiektem 🙂

  5. krzysztof permalink

    A tam było jak w życiu , ładnie sie zaczęło i to by było na tyle

    • oj tam, niektóre rzeczy w życiu mają fajny finał… 🙂

      • Anonim permalink

        taaaaaaaaaaaaa, np małżeństwa

        • no co?… rozwód to, dla niektórych, też fajna rzecz … 🙂

        • Anonim permalink

          Ściąłem drzewo..
          Zbudowałem z niego dom.
          Przekonałem kobietę, że chcę mieć z nią syna.
          .
          .
          .
          Wszystko jedną siekierą!

        • nie ma to jak facet, oszczędny aż do bólu…. 🙂

        • Anonim permalink

        • ha ha ha, no zawsze te 50 zł w kieszeni zostanie… albo nawet więcej, zależy na jakie rozmieni … gorzej, jak na monety… 🙂
          ale może wreszcie Anonim jakieś imię by przybrał?… Gall na przykład?… 🙂

  6. Anonim permalink

    to też z oszczędności klawiatury wynika 😉
    równie oszczędny bywam w uczuciach

  7. No to po takim SPA hulaj dusza piekła nie ma. Najważniejsze, by wolnym być.

    • wolność to pojęcie względne… czasami nie warto być wolnym, bo wtedy wolnosć oznacza samotność…
      a z tą konkretną, tak na całkiem, to okaże się za jakiś czas…

  8. Ważne, że Ci poczucia humoru przez przypadek nie wycieli, ale na szczęście nie, jest, uff 🙂

  9. Agulec permalink

    A wiesz, że z tą torebką to jest racja? Bałam sie tego głupiego cewnika jak diabli, ale jakie to było wygodne, że nie musiałam latać do toalety z rozoranym brzuchem 😉 A jak musiałam się udać na drugi koniec oddziału, żeby odwiedzić swe dziecię podczas wizyty lekarskiej to se brałam torebkę w dłoń i lansowałam się po korytarzu 😉 A pierwszy wielki łyk mineralnej smakował jak ambrozja! 😀 Ech! Duuuuuuużooooooo zdrówka!

  10. Ty ty tam aż do gruudnia zostaniesz… Dobrze być już PO nieuchronnym.
    Zdrówka! 🙂

  11. stardust permalink

    Umarlam ze smiechu:))))))))))))))))))))

  12. emka permalink

    a ja pamiętam, że od śmierci głodowej ratowały mnie paluszki… słone paluszki…. najlepszy, najsmaczniejszy i najwspanialszy posiłek na świecie ;))))
    Zdrówka! :***

    • o nie!!!… słone paluszki, to by tylko te płyny zatrzymywały, co to ja je w ilości 3 x 3 litry dziennie dostawałam… 🙂
      dzięki …

  13. Fryteczko! no co ja poradzę, że prawie się osmarkałam ze śmiechu:**
    wracasz szybko do zdrowia,;)
    a tamtą koszulę to ..spal;D

    • bierz chusteczki i obsmarkuj się do woli … 🙂
      a tę koszulę wypiorę, wykrochmalę i jak się kiedyś (nie za szybko, oczywiście) wnuków doczekam, to im pokażę jak ich matka piękną i wiecznie młodą babcię na boczny tor odsatwić chciała… i dlatego nie mają dziadka lekarza… 🙂

  14. wraz z Docentem pozdrawiamy i jeszcze raz relację i ,,smutek” czytamy

    • ależ nie ma co „smutku” czytać, tylko radować się z przypadków Frytki w SPA… 🙂
      macham do OBOJGA z ziemi łódzkiej …

  15. Natt permalink

    Przepraszam!!!!!!

  16. Thunderstorm permalink

    Jesoooo, Frycia!!!! Poczucia humoru to Ci pozazdrościć! :)))) Mnie tam w ogóle do śmiechu nie było…,na głodzie i ze szramą w poprzek brzucha.
    Buziaki! 🙂

    • Thunder, czegoś musze się trzymać, a poczucie humoru wychodzi mi najlepiej … 🙂
      miłego weekendu …

  17. dreamu permalink

    Hahaha, kuźwa, śmieszne. Dobrze, że nie opuszcza Cię poczucie humoru 😉

  18. Powiedz niech Ci dadzą przepis na ten pyszny kleik, warto go rozpowszechnić…
    I czego szukali w Twoim brzuchu?
    Pozdrawiam niedzielnie

    • nie wiem czego szukali, ale coś tam se wzięli..
      o kleik zapytam…. 🙂
      witaj Boja … 🙂

      • Byle nie wzięli sobie za dużo, bo takie np. nerki to drogie rzeczy są!

        • kurcze, o tym nie pomyślałam…. myślisz, że dlatego tak ochoczo dali mi tę plastykową, żebym się o nic nie dopytywała?…

        • Wszystko możliwe! Na wszelki wypadek policz czy masz wszystkie organy, bo większość z nich czasami się przydaje!

        • rzekłabym, że dwa najważniejsze mam, ale to widać gołym okiem, ale co z resztą?… jak policzyć?… pomoc by się przydała jakaś… 🙂

  19. No i proszę! Rachu-ciachu i po strachu!!! 😉

    I ja również życzę szybkiego powrotu do formy, szybkiego seksu i wszystkiego szybkiego czego tylko zapragniesz.

    Buziaki!

  20. Nitager permalink

    Biedactwo!…
    Wszyscy tu się śmieją, a nikt nie pomyśli, żeby pożałować, poroztkliwiać się, po rozczochranej główce pogłaskać. Nawet jakby łezka się pokulała, to nie obciach.

    • nooo, chlip, chlip, się rozczuliłam…wiedziałam, że na Ciebie mogę liczyć, że masz czułe serduszko… tylko z tą rozczochraną, to się lekko spóźniłeś, bo własnie umyłam i ułożyłam… 🙂

      • Tygrys1012 permalink

        Tyyy, Ty tu nie domagaj się pieszczot od ludzi, Ty się najpierw połóż i przestań zasuwać po domu! Bo zamiast cacy-cacy po głowie, dostaniesz od paru osób łomot 😛

        • buuuu, niedobry Tygrys, chorego chce łomotać… 🙂

        • Tygrys1012 permalink

          Twój osobisty cerber – jeden z kilku na pod orędziu 😛

        • kiedyś miałam osobistego trenera (fajne czasy..), mogę mieć cerbera … zobaczymy, co z tego wyniknie … 🙂

  21. makrela permalink

    i teraz nie wiem czego bardziej gratulować – udanego zabiegu, czy zmrużenia oka, które zdecydowanie ułatwia „przeżycie” takich „atrakcji”. na wszelki wypadek więc jednego i drugiego.

    cewnik wspominam jako coś, co było tam, gdzie może być coś tylko wtedy, kiedy ja tego chcę.
    znikające żyły – skąd ja to znam.

  22. Puk, puk. Odwiedziny. Jak zdrówko?
    Piwko już możesz, czy sam mam wypić?

  23. caffe1 permalink

    Ożeż, a ja myślałam, że Ty naprawdę do kolejnego Spa jedziesz!!! Widzę, że czujesz się już lepiej, ale cholercia….trzymaj się ciepło!! Współczuję głodówki i jednocześnie zazdroszczę! Ja tyję z dnia na dzień. Już obiecuję sobie codziennie głodowe racje za karę, ale jakoś się nie potrafię ukarać. A wiosna tuż tuż. Szybkiego powrotu do zdrowia !!! (Rysunki świetne!!:))

    • ano widzisz, do prawdziwego SPA jeszcze nie trafilam, więc wszystko przede mną… 🙂
      głodówka była, minęła, i teraz znów trzeba się pilnować (czasami mam wrażenie, że ja kalorie z powietrza absorbuję…)
      dzięki za życzenia, caffe …

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: