Skip to content

trudy postanowień…

7 kwietnia 2015

jak już wiadomo sprzed kilku postów, Frytka (po raz kolejny zresztą..) powzięła postanowienie schudnięcia … za względu na panującą ostatnio (znaczy przed świętami, bo opisywane dalej wydarzenia właśnie wtedy miały miejsce…) pogodę, można by je nazwać nawet noworocznym … ok, do tematu… wykonując zawarte w nim cele, oprócz zamiaru stosowania diety (polegającej, przede wszystkim,  na niejedzeniu ciastków..), postanowiła Frytka zażyć nieco ruchu (w miarę możliwości, mając jednak na uwadze przebytą nie tak dawno operację..) i zakupiła to:…

DSCF6183

(i pierwszego ruchu zażyła targając to z Młodym na górę, znaczy do mieszkania…)…. uważny czytelnik zauważy pewnie, że oprócz diabelskiej machiny, na zdjęciu jest coś więcej …  no więc, skoro zakupione, to nie ma na co czekać… zasiadła Frytka na owej maszynie, poustawiała pokrętła i …. maszyna ani drgnęła… w sensie, że pedały (tak, wie Frytka, że to niepolitycznie, tak prosto z mostu, ale to język z dziada pradziada i tak zostanie…) od maszyny ani drgnęły… nie pomogły żadne stękania, napinania ani żadne takie … ok, po kilku sekundach doszła Frytka do wniosku, że ustawianie obciążenia na maksymalny poziom nie było najlepszym pomysłem… przestawiła… machina ruszyła.. „najpierw powoli, jak żółw ociężale, ruszyła maszyna ….”… po kolejnych kilku minutach zmniejszyła Frytka obciążenie jeszcze bardziej…  po następnych zamieniła szpilki (no co, kolorystycznie pasowały…) na trampki… a po dwudziestu (które w tym momencie wydawały się Frytce wiecznością..), kiedy to jej oddech zagłuszał włączoną dla „towarzystwa” muzykę (gdzie Bruno Mars śpiewał właśnie „You are amazing”…) i chciał rozerwać płuca, nogi ciążyły jak kłody a przed oczami latały mroczki (nie, nie bracia celebryci….), resztkami świadomości stwierdziła Frytka: dość!!… ostatkiem sił zaprzestała kręcić pedałami (choć te się nie poddały tak łatwo i siłą rozpędu zrobiły jeszcze kilka okrążeń…) i słabym głosem zawołała (a raczej wyrzęziła…): Mło… wdech – wydach… dy!!… ra… wdech – wydech… tuj!!… na takie larum Młody przybiegł niezwłocznie, odpiął wiązadła łączące Frytkę z urządzeniem, ściągnął zwłoki swej rodzicielki z tego diabelskiego wynalazku i z troską ułożył na kanapie (czyli w miejscu, gdzie od długiego czasu czuły się najlepiej…)…

20 min jazdy, 8 km przejechane, 120 kalorii spalonych… to będzie trudniejsze, niż Frytka myślała…

Reklamy

From → Uncategorized

67 komentarzy
  1. Nie martw się, potem będzie już tylko lepiej. I nie dziw się, jeśli sąsiedzi zaczną na Ciebie dziwnie zerkać. Pomyśl o dźwiękach, które dobiegają z Twojego mieszkania. 😀

    • hmm, z tymi dźwiękami to może być różnie, bo … od jednej strony, od sąsiadów oddziela mnie pokój Młodego, od drugiej teściowej, pode mną nikt nie mieszka, a nade mną jedna starsza pani, chyba z lekko przygłucha… 🙂
      oraz wierzę Ci na słowo, z tym coraz lepiej …

  2. Super! Rewelacja! Jestem pełen uznania i podziwu, ale… nie byłbym jednak sobą, gdybym nie zadał fundamentalnego pytania: jaki jest plan poza samym zakupem?:-)))

    • codzienna jazda (ze zwiększeniem czasu i dystansu), zero ciastków, ograniczenie spożycia pieczywa, ziemniaków oraz tłustego mięska… ehhh, nic mi już z życia nie pozostanie …

      • Rozumiem że te szpilki to są takie do jazdy…. na rowerze;-)

        • no ba!!!! … ale to dopiero, jak poprawię kondycję… 🙂

        • Ale w szpilkach też można… ćwiczyć. Przez wrodzoną wstydliwość nie wspomnę o innych przydatnych gadżetach:-)

        • Caddi, nie ucz Frytki w szpilkach …. ćwiczyć.. 🙂
          mówiłeś coś o wrodzonej wstydliwości?… nie zauważyłam .. 🙂

  3. Poza szpilkami brakuje Ci jeszcze kasku na głowę oczywiście pod kolor, specjalnych gaci z dużą podpaską w nie wszytą i koszulki z krótkim rękawkiem koniecznie z suwaczkiem.Oczywiście modele mówiąc z poznańska typu obciślok. Mam nadzieję ,że codzienny kontakt z pedałami nie spędzi uśmiechu z Twoich ust

    • ha ha ha, czy taki strój (głownie kas) jest wymagany podczas jazdy po pokoju (a właściwe w pokoju)?… bo wiesz, ja i moja fryzura … 🙂
      oraz, póki co, uśmiech mam tylko w pierwszych sekundach kontaktu … 🙂

  4. Aj Fryciu… Zdjątko obudziło wspomnienia. Onegdaj też miałem podobną machinę – a właściwie dwie machiny: jedną tutaj, drugą w USA. Z tym, że obie białe były. Fajnie się jeździło…

    A z Ciebie dumny jestem. Na pierwszy raz 20 km to nieźle. Nastepnym razem zrobisz 30, potem 40… Nic na siłę, wszystko powolutku 🙂 Obciążenie i dystans zwiększaj sobie stopniowo, w miarę jak organizm będzie się przyzwyczajać. Na początku nie wolno tak od razu się przesilać, bo ciało tego nie wytrzyma… 🙂

    Pozdrawiam, kibicuję i zapraszam na nowości 😉

    • dziękuję za wsparcie Celcie, wiem, że nie można się od razu porywać z motyką na słońce… 🙂
      tak czy inaczej solennie i publicznie obiecuję, poprawiać swoje wyniki i jeździć codziennie… 🙂
      oraz zaraz skorzystam z zaproszenia, mam dziś okropny dzień w pracy …

      • Moje wsparcie masz zawsze 🙂 Trzymam kciuki! Oraz mam prośbę… Ściągnij tu do mnie Cadiego jakoś. Okazuje się, że nie mogę się w ogóle u niego wpisać z komentarzem, bo jakieś dziwne ustawienia 😦

        • trzymaj trzymaj, każde kciuki się przydadzą… 🙂
          oraz ok, dam Mu znać… u niego trzeba mieć do komentowania konto albo na googlach, albo na discusie …

        • No właśnie. Ja nie mam ani jednego ani drugiego…

        • wiesz, samo założenie to nie jest wielki problem, tylko, po prostu, trzeba… ale tu już wybór Tobie pozostawiam … 🙂

        • Niby mógłbym się zalogować przez FB bo mam…ale w tym środowisku nie chcę się ujawniać aż tak 😉

        • rozumiem doskonale, ja sama też nie mam powiązanego swojego konta na FB z blogiem, to dwa osobne byty są… 🙂

        • No właśnie… U mnie też osobno i wolałbym, żeby tak pozostało 🙂 Mam nadzieję, że Caddi jakoś będzie mnie odwiedzać mimo wszystko.

        • a nie odezwał się jeszcze?…

        • Do tej pory nie…

        • dziwne, bo dałam mu znać … może teraz nie może, odezwie się, na pewno …

        • W takim razie dzięki bardzo 🙂 Będę czekać 🙂

  5. jaszmij permalink

    Ostro zaczęłaś z tym narzędziem tortur. I w sam raz, żeby się od razu zniechęcić. Cza beło od pięciu minut i małego obciążenia zacząć. Wtedy mogłabyś zasuwać w szpilach, a i charkot płucny z hercklikotem nie zagłuszyłby upojnej muzyki, którą mogłabyś sobie zapuścić.
    Widziałem ostatnio program o ćwiczeniach na tym ustrojstwie. I wiadomości są dwie. Po pierwsze nie wszystkie osoby tracą na wadze, bez względu na intensywność ćwiczeń. Po drugie, jest metoda, która wymaga mniej silnej woli i jest równie skuteczna, jeżeli delikwent(ka) jest podatny(a) na ćwiczenia. Polega na wykonaniu trzech dwudziestosekundowych serii na „gaz do dechy” w trzyminutowych odstępach – podobno efekt jest porównywalny z dwudziestominutową jazdą, bo przy takim wysiłku spalanie ma inny charakter. Są wprawdzie, ostrzegam, jakieś kontrowersje na ten temat, ale o tym sobie doczytaj.
    Życzę wytrwałości (może złote pepegi?), z własnego doświadczenia wiem, że im dalej w las, tym łatwiej, poza tym endorfiny są nie do przecenienia.

    • ha ha ha, endorfiny, ha ha ha, nie przepchały się jakoś przez warstwę tłuszczu najwyraźniej …. 🙂
      dzięki za rady, co nieco wiem o tym wszystkim, bo swego czasu ćwiczyłam na siłowni, ale teraz nie opłacało mi się karnetu kupować żeby tylko na rowerku pojeździć, bo nic innego, póki co, nie mogę …

      • Jaszmij dobrze gada… zapomniałem o tym patencie w pierwszym komentarzu… to się „metoda interwałowa” nazywa i rzeczywiście powala zaoszczędzić nieco czasu…

        • tę metodę to zastosuje, jak już nie będę w omdleniu zsuwać się z rowerka, ha ha ha… na razie pracuje nad kondycją … 🙂

  6. ,,,,,,,,, permalink

    Współczuję, kolejna………..

    • dzięki, ale nie ma czego…

      • ,,,,,,,,, permalink

        Jak to nie? Ile ich już było, i każda zakończona klęską 😦

        • jeśli chcesz mnie „wesprzeć”, to rób to na maila … poza tym, chyba nie chciałeś tu być obecny, czy coś się zmieniło?…

        • ,,,,,,,,, permalink

          Zrozumiałem. Jak zwykle tutaj trzeba zaspokajać twoją próżność. Krytyka jest niemile widziana. Nic się nie zmieniło. Niech Desperek dalej cię wspiera jak lubisz. Aluzja dotarła. W takim razie żegnamy. I pozdrawiamy z W….. 🙂

        • nie T., nie trzeba zaspokajać mojej próżności, ani mnie popierać (czego dowodem jest fakt, że ten komentarz jest na blogu)… krytyka też jest możliwa, pod warunkiem jednak, że jest konstruktywna a nie wynika z prywatnych pobudek… nie zamierzam roztrząsać naszych prywatnych spraw na blogu, zresztą wydawało mi się, że Ty też tego nie chcesz… od tego są maile i tel…
          pozdrawiam i zdrowia życzę…

  7. Ale, ale czy to oznacza, że machina owa posiada strzemiona i TY przywiązana byłaś do niej, ale nie tylko uczuciowo?? Ummm a powiadają, że kobieta bezbronna jest tylko wtedy jak jej paznokcie schną, a Tu proszę nie tylko bezbronna ale i jeszcze związana a te strzemionka to hmmm ubrane w różowe futerko były?? A toooo zmęczenie to powiadasz od kręcenia no hmmmm 🙂
    Oraz poświątecznie wczesnoprzedwieczornie 🙂

    • otóż właśnie tak, są strzemiona, i mnie uwięziły!!!!…. bo ja uczuciowo, to póki co, się jeszcze nie przywiązałam… można by nawet rzec, że przeciwnie…
      witam słabiutko, bez sil i bez ducha prawie…. 🙂

      • Ale znaczy co?? Jesteś taka padnięta?? No hmmm no wiesz no nie przesadzaj nie bądź kobieta upadłą 🙂

        • jeszcze nie jestem upadłą gdyż i ponieważ siedzę, na krześle znaczy się …. ale kto wie, co będzie w momencie, kiedy spróbuję się podnieść??…. aż się boję…

        • Ojej jakieś strachy masz w pracy , czy to tylko lęki przed kolejnym związaniem 🙂

        • wiesz, związać to nawet bym się dała, jakiemuś przystojnemu …. no dobra, nie ważne,… 🙂

  8. I ja takowe urządzenie posiadam, co prawda zakupione w celu usprawnienia ogólnego. Mam nadzieję, że Ty odniesiesz lepszy skutek . Pozdrawiam 🙂

  9. dreamu permalink

    Nie martw się, jak już stwierdziłam, że moja machina zaburza mi geometrię salonu, sprzedałam swoją, i teraz, na kanapie jestmi bardzo dobrze 😀 Kiedyś Ci przejdzie :)))

  10. Moje bystre oko krótkowidza dostrzegło całkiem foremny bidonik dołączony do narzędzia tortur… Gdyby napełnić go odpowiednio, to może kręcenie pedałami byłoby bardziej pociągające?
    Ze sportowym pozdrowieniem witam

    • a ja goopia kobieta zastanawiałam się, na cholerę mi ten bidon?????… dzięki Boja, na Ciebie zawsze można liczyć (szczególnie w tych sprawach..) 🙂
      a hoj!!.. czy to było sportowe pozdrowienie?… 🙂

      • Chcesz powiedzieć, że ja tylko o jednym myślę?
        A hoj!! to chyba żeglarskie… w tym wypadku rum byłby wskazany…

        • a w życiu, nic takiego nie chciałam powiedzieć, skąd, no coś Ty i w ogóle … 🙂
          a jak się pozdrawiają kolarze?… bo ja, jakoś, za rumem nie za bardzo…

  11. Morgana permalink

    Frytko kochana, nikt nie twierdzi, że początki bywają łatwe 😉
    Powodzenia i pozdrowionka przesyłam 😉

  12. Natt permalink

    Jesooooo, wyrzuciłaś stół???? Gdzie wstawiłaś to ustrojstwo???? Już ja Cię wypytam jutro, bo chyba nie śpisz z tym w jednym łóżku? 😀

    • nie, nie wyrzuciłam, ha ha ha, wiesz co mówią faceci, że „jak się popieści, to się zmieści”… 🙂
      oraz nie, nie śpię z tym w jednym łóżku … w dwóch może byśmy się zmieścili… 🙂

  13. zwykle sobie żartuję, ale tym razem jestem śmiertelnie poważny, bo nie mam dla Ciebie dobrej wiadomości…
    w najprostszym ujęciu brzmi ona: „to będzie jeszcze trudniejsze”…
    zacznijmy od początku:
    spaliłaś 120 kalorii… fajnie… ale co tak naprawdę spaliłaś?… czy trochę tego, czego nadmiaru chcesz się pozbyć?… otóż nic z tych rzeczy… spaliłaś jedynie nieco glikogenu z wątroby oraz tego, co tworzy tzw. „jędrność”, czyli mięśni /spoko, nie ma tragedii, kawałek chudego twarożku lub tuńczyka i zaraz to odzyskasz/…
    otóż, aby organizm wziął się za spalanie tego, co chcesz się pozbyć musisz gejować pilnie minimum 40 minut /i porządnie się zziajać/… dopiero w tym momencie zaczyna się to, o co Ci chodzi…
    cieszysz się?…
    to jeszcze nie koniec… wizualne efekty w lustrze zobaczysz dopiero po kilku tygodniach… na pierwszy ogień bowiem idzie tłuszcz oblepiający podroby, naczynia krwionośne, etc /inna sprawa, że to też na zdrowie wychodzi/…
    czy po tym wykładzie już wywaliłaś sportowego sprzęta przez okno?… było się spieszyć?… bo jeszcze jest dobra wiadomość…
    otóż gdy sesyję sportowo-rekreacyjną odbędziesz rano na czczo/!!!!/, wystarczy 20 – 25 minut… co więcej, możesz potem nawet posłodzić poranną kawę /albo zjeść banana/, ale tylko wtedy… resztę dnia tzw. „cukry proste” zabronione, bo inaczej o kant dupy potłuc to gejowanie…
    oj, chyba się jednak nie cieszysz…
    pozdrawiać :)…

    • Nitager permalink

      Ale jest sposób – trzeba wywalić siodełko i pedałować na stojąco. Zziaja się człowiek znacznie szybciej, a w dodatku pracuje całe ciało, a nie tylko nogi, które, gdy się przesadzi, stają się mocno umięśnione, a chyba nie do końca o to chodzi.
      Ale, może jakaś kombinacja, trochę rowerku, trochę ćwiczeń z hantelkami, trochę areobiku – byle systematycznie – i drastyczne zmniejszenie węglowodanów w diecie… Może poskutokować.

      • jakby to powiedzieć, wszystkie te zalecenia znam, głownie z teorii ale z praktyki trochę też…
        jazdę bez siodełka tez mi już niektórzy proponowali, ale nie wspominali, że ma być na stojąco… 🙂

    • ha ha ha, nie wyrzuycilam sprzetu przez okno, gdyż znam to wszystko, o czym napisałeś… spoko, nie spodziewam się spektakularnych efektów „natentychmiast”, jestem realistką, choć może nie widać … 🙂
      miłego … 🙂

  14. No to gratuluje samozaparcia…
    ja jednak poprzestanę na rezygnacji ze słodyczy…przecież nie można zbyt wielu wyrzeczeń naraz…a jeszcze katować się wysiłkiem fizycznym…to dla mnie masakra…
    zawsze jak się trochę zmęczę mam ochotę właśnie na słodkie 😛

    • ha ha ha, czyli nie powinnaś wcale się męczyć … 🙂
      ja mam generalnie mało ruchu, więc myślę, ze to niezłe rozwiązanie … mogę jechać i oglądać swoje programy … 🙂

  15. Mój mechaniczny rumak często robi za wieszak na ubrania; z tego co zauważyłam to u wielu pełni taką zaszczytną funkcję; ale czasami, jak się we mnie obudzi duch żylastej indianki to na niego wskakuję i pędzimy przez wirtualną prerię 😉 Powodzenia życzę 😀

    • na razie oszczędzam mu tego losu, ale co będzie za jakiś czas…. tego nawet najstarsi Indianie nie wiedzą.. HOWK!!!
      dzięki 🙂

  16. a to już tych rowerów, co jeździ się poza pokojem z piwnic wyciągać nie będziesz?

    • hmmm, patrząc na to, jak mi idzie jazda na stacjonarnym, nie wiem czy się opłaca.. dojadę spod klatki do końca bloku i trzeba będzie wracać… 🙂
      wyciągnę, wyciągnę …
      PS. jak zdrowie, wracasz do żywych?…

  17. Tygrys1012 permalink

    Chciałabym to zobaczyć…

  18. A w wersji „motorower” nie było? Wystarczy otworzyć okno żeby spaliny uciekały i też jest zdrowo.

    • mówisz, żeby z silniczkiem?… a to też odchudza?… bo jak coś, to mam jeden luźny, od odkurzacza, nada się?… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: