Skip to content

story of my life….

11 Maj 2017

ja wiem, że przyzwyczaiłam Was do innej formy postów na blogu, ale … Wasze komentarze pod poprzednim moim wpisem jakoś tak na mnie zadziałały, że postanowiłam napisać więcej o swoim życiu… i tylko proszę, nie traktujcie tego jako użalanie się nad sobą, bo wiem, że sama sobie takie życie wybrałam… po prostu, chyba muszę napisać, co mi leży na wątrobie… i ostrzegam, krótko ani wesoło nie będzie, więc czytacie na własną odpowiedzialność …

urodziłam się w rodzinie pracowniczej z matki…. eeee, to chyba nie jest dobry wstęp ….

więc jeszcze raz…. urodziłam się i żyłam w rodzinie, której daleko było do ideału, może w skrócie tylko powiem, że z ojcem nie miałam dobrego kontaktu (i to jest eufemizm….), matka robiła to, co jej kazał i rzadko stawała w mojej obronie, więc naturalną rzeczą było, że chciałam się jak najszybciej wynieść z domu…   może dlatego w wieku 18 lat urodziłam dziecko, Starszego, z jego ojcem rozstałam się jeszcze przed porodem, i zostałam samotną matką…. w tamtych czasach nie było to powodem do dumy… paradoksalnie, jakoś mi to pomogło… zaocznie ukończyłam szkołę i poszłam do pracy, w szpitalu, jako sekretarka medyczna… dostałam pokój w hotelu pielęgniarskim i wyniosłam się z domu… wreszcie….  uwierzcie mi, że pomimo okoliczności, wcale nie było mi najgorzej, pracowałam, dziecko chodziło do przedszkola… dawałam radę, brakowało mi tylko jednego…. mężczyzny… wiem, wiem, dziewczyny, teraz większość z Was, i to niekoniecznie feministki, powie, że głupia… może i tak, ale ja czułam się samotna, potrzebowałam męskiego ramienia, opieki, wsparcia… może dlatego, że w domu tego nie zaznałam? … i wtedy poznałam swojego przyszłego męża…

nie była to szalona miłość od pierwszego wejrzenia, przynajmniej z mojej strony i może trzeba było wtedy się zastanowić? … ale pokochałam go, pobraliśmy się i urodziła się Młoda… odeszłam na urlop wychowawczy i wyjechaliśmy z moich rodzinnych Kozienic do Piotrkowa…. przyjechałam w obce strony, zamieszkałam z obcymi ludźmi (teściów widziałam do tej pory może ze trzy razy….), bez przyjaciół….  całe dnie spędzałam sama z dziećmi, prowadziłam „dom”, bo małżonek „od zawsze” pracował jako kierowca, więc go nie było… po pracy zawsze musiał się odstresować więc spotykał się z kolegami na piwie…. on przynajmniej miał kolegów….

o pierwszych długach mojego męża, jeszcze z czasów kawalerskich, dowiedziałam się może rok po ślubie?…. do wyboru była spłata albo odsiadka, spłaciliśmy ze wspólnych pieniędzy ….  od tej pory było już standardem, że średnio raz do roku dowiadywałam się o czymś nowym… a to jakiś kredyt, a to zakup kamery albo magnetowidu, których oczywiście, nigdy na oczy nie widziałam…. kiedy Młoda miała około dwóch lat, spakowałam rzeczy i powiedziałam, że odchodzę… nie odeszłam, nie miałam dokąd…. on obiecał poprawę… wróciliśmy do Kozienic, ja wróciłam do pracy w szpitalu, on też miał jakąś pracę… nie było źle, urodził się Młody… radość tatusia, bo synuś, bo przedłużenie rodu i inne takie męskie pierdoły…. sielanka nie trwała długo, kolejny dług mojego męża, kredyt wzięty nie wiadomo na co, utrata pracy i znów musieliśmy przeprowadzić się do Piotrkowa …. to była najgorsza rzecz jaką mogłam wtedy zrobić…. to było 18 lat temu… wiecie, oczyma wyobraźni widzę, jak teraz załamujecie ręce i mówicie, głupia baba, po co jej to było?…. sama teraz tak myślę, ale wtedy…. kochałam go, mimo wszystko, miałam troje dzieci, nie umiałam tego wszystkiego zostawić, choć teraz wiem, że powinnam…. a poza tym, to nie tak, że było tylko źle…  były przecież fajne chwile… ktoś powie „właśnie, chwile…” … kiedy Młody miał trzy lata, pojechałam do Szwecji, do pracy, przez pół roku sprzątałam domy i mieszkania…. po powrocie, część zarobionych przeze mnie pieniędzy poszła na spłatę kolejnego długu mojego męża… potem znalazłam pracę w kancelarii notarialnej, nieźle zarabiałam, on też pracował, powinniśmy spokojnie dawać radę, czegoś się dorobić…. niestety, mój małżonek miał coraz większe problemy… w każdej pracy było źle, szef niedobry, warunki do dupy więc należało zmieniać…. normą stało się, że w żadnej firmie nie przepracował dłużej niż rok… po zwolnieniu potrzebował „kilka” miesięcy, żeby odpocząć i odreagować….pił… nie ważne było, że rachunki i wydatki nie poczekają… przecież ja pracowałam… ciągnęłam to wszystko, jak było gorzej, brałam mniejsze kredyty …. niestety sytuacja znacznie się pogorszyła, kiedy w barach i na stacjach benzynowych pojawiły się maszyny… tu już mój małżonek kompletnie popłynął… żeby się nie rozwodzić, w ciągu kilku lat przegrał nasz samochód i kilkadziesiąt tysięcy złotych, tak z różnych kredytów jak i służbowych pieniędzy … do kogo przychodził, jak trzeba było je oddać? … no oczywiście do żony, która zawsze potrafiła posprzątać jego bałagan…  tak, pożyczałam pieniądze, brałam kredyty na swoje nazwisko (bo mieliśmy już wtedy podpisaną umowę rozdzielności majątkowej) i spłacałam… możecie powiedzieć, że byłam głupia, zgadzam się, ale robiłam to a on wiedział, że pomimo moich „jeśli weźmiesz kolejny kredyt, to od Ciebie odejdę…”, zawsze będę i załatwię… w ten sposób dorobiłam się kredytu na 30 tys, mojego własnego….  miarka przebrała się cztery lata temu, kiedy odebrałam telefon od jego ówczesnego szefa… usłyszałam, że jesteśmy (MY jesteśmy) złodziejami, że okradliśmy jego firmę i inne takie… kiedy w końcu doszłam do głosu i zapytałam o co chodzi, dowiedziałam się, że mój szanowny małżonek, w ciągu trzech miesięcy pracy UKRADŁ paliwa na 16 tys złotych…. tego dnia powiedziałam mu, że z nami koniec…. finałem miesiąca rozmów, kłótni i wzajemnych pretensji było to, że ma się wyprowadzić, wyjechać pracować do Niemiec, tam zarabiać i przysyłać mi pieniądze, żebym mogła pospłacać wszystkie długi… wyjechał… jeśli ktoś myśli, że od tej pory wszystko poszło już jak z płatka, to się grubo myli… ja zostałam tu, mieszkając u teściowej, bez żadnych oszczędności, za to z kredytem… wtedy, jak to ujął psychiatra, miałam pierwszy epizod depresji… było ciężko, pieniądze od małżonka raz były, raz nie… za to ciągłe pretensje, obwinianie mnie o rozpad małżeństwa na porządku dziennym, bo to ja jestem ta zła, nie chcę mu dać szansy, a on mnie przecież kocha …. kiedy przestałam odbierać telefony, to dostawałam sms-y z groźbami, że nie będzie płacił i takie tam…. nie raz usłyszałam, że te kredyty, to sobie przecież sama wzięłam, a skąd on ma wiedzieć na co?… dopiero pisma od komorników o spłaceniu jego długów w porównaniu z datami i kwotami wziętych kredytów, odświeżyły mu pamięć… no nie ważne, nie działo się dobrze… potem ja straciłam pracę i kolejna depresja, rok leczenia i brania psychotropów….  na dzień dzisiejszy stan jest taki, że ja ciągle wychodzę z depresji, kredyt jest w końcu spłacony (nie powiem, że bez jego pomocy, bo w końcu się poczuł….), została podjęta decyzja o rozwodzie no i właśnie  w związku z tym muszę sobie znaleźć mieszkanie, bo dalsze mieszkanie u teściowej (a niedługo byłej teściowej…) na dłuższą metę nie wchodzi w grę… i choć staram się podchodzić do wszystkiego z humorem, staram się uśmiechać, to boli mnie, że pracując uczciwie od 18-tego roku życia, w tej chwili nie mam nic, prócz dzieci….. że dorobiłam się tylko długów i siwych włosów, i to ja muszę, po raz kolejny, szukać pomocy i rozwiązania…. mam pracę na razie do końca roku, bez szału jeśli chodzi o pensję, więc nie poszaleję… i wiecie co? …  jestem już tym zwyczajnie zmęczona, chciałabym się poddać ale… kto jak nie ja, tak?…

ok, ktoś dotrwał do końca? … gratuluję cierpliwości i dziękuję…

to pisałam ja, Wasza Frytka….

Advertisements

From → Uncategorized

54 komentarze
  1. dreamu permalink

    Dotrwałam, kurwa. Idę to przetrawić i nie zamierzam przepraszać za kurwę.

  2. demon78 permalink

    Po pierwsze , dotrwałem, przeczytałem i zakryłem twarz w dłoniach…Jestem pełen podziwu dla Ciebie , mojej matki i kobiet wam podobnych…trzeba miec niesamowitą siłe ,żeby przez to przejść sama. Powiem ci to, co mówię mojej matce, która jest teraz sama, schorowana i zgorzkniała – jestes super silną kobietą , ale jeszcze nie jest za pózno, by coś w swoim ,życiu zmienić. Człowiek moze być tym kim zechce i robić to co chce, wierz mi ,to jest możliwe. Tym bardziej jeżeli ta osoba jest silna , a ty nia jestes ! Musisz zacząć się otaczac ludzmi silnymi i takimi którzy pomogą ci stanąć na nogi i wziąść się za siebie. Na pewno kogoś takiego znasz, pomyśl dobrze i nastepnie porozmawiaj z tą osobą. Wez kartke i spisz swoje pomysły na niej, spisz cele , to co musisz zrobić teraz i w pózniejszym czasie i miej ta kartke zawsze przy sobie, czytaj codziennie po kilka razy. Wierz mi ,ze słowa spisane na papier nabierają mocy.a twój mózg pomoże ci znaleść rozwiazanie,gdy codziennie będzie widział cele.Nie jestes słaba, spisz takze na kartce czego w zyciu dokonałas dobrego ,np. dzieci, praca, spłata kredytów. Niech dzieci ci tez pomogą, ale głównie licz na siebie i swój spryt. Ja wiem, że jest ciężko, ale „maszeruj albo gin” – jak sama sobie nie pomożesz , to nie licz na pomoc innych ! Masz już doświadczenie życiowe, wykorzystaj je w walce i wygraj, wszystko jeszcze przed tobą ! Wiesz czym się różni bogaty od biednego (nie ma tu tylko na myśli bogactwa pienieżnego ,ale i duchowe) ? Że biedny po porażce kładzie się i płacze a, bogaty wstaje , wyciąga wnioski i walczy dalej ! Ty masz tyle doświadczenia zyciowego i tyle porażek (oraz sukcesów), że niemożliwe żebyś przegrała ! Jestes skazana na sukces – do boju !

    • dzięki bardzo demonie za wsparcie, praktycznie takie same słowa usłyszałam dziś od kogoś innego, a skoro tak, to chyba muszą być prawdą… 🙂
      PS. czytam Twoje zapiski i na blogu, i na fejsie, i ….. myślę 🙂

  3. krzysztof permalink

    Jeszcze trochę siły i przerwij ten sznur który Cie ciągnie w dół, to sama dasz radę. Gdybym coś mógł?

    • jak się urwie w końcu przywiązany do niego kamień, to myślę, że i ze sznurem sobie poradzę…

  4. stardust permalink

    Dotrwalam do konca, przeczytalam rowniez poprzednia notke, ale nie komentowalam, bo czulam czym sie to skonczy, wiec uznalam, ze skoro nie mam nic madrego do powiedzenia to najmadrzejszym co moge zrobic bedzie milczenie.

    Frytko, podziwiam Cie, bardzo Cie podziwiam. W sumie tez przez wiekszosc zycia bylam sama, mialam dziecko z pierwszego malzenstwa, ale tylko jedno dziecko i na szczescie rozwodzilam sie na tyle wczesnie, ze nie ponosilam zadnych strat finansowych. Zyskow tez nie bylo, bo nawet alimentow ojciec dziecka nie placil, ale dalam rade.
    Jednak w porownaniu z tym co piszesz to bylo nic.

    Kochana, zeby sie niepotrzebnie nie rozpisywac, ja podobnie jak Demon wierze w moc slowa pisanego, mam nawet kilka osobistych doswiadczen jak to dziala i wiem, ze dziala.
    Prosze zrob to na pewno nie zaszkodzi a pomoc moze, codzienne czytanie takiej listy czyni cuda, zupelnie jak bys sobie wygrawerowala to w mozgu i nie ma odwrotu, musisz isc za ciosem.

    • Star, ja Ciebie niezmiennie podziwiam, za Twoją siłę, humor i za to jak podchodzisz do życia, jesteś świetną babką… no wiesz, w sensie kobietą, nie że wieku 😀
      postaram się Wasze rady wprowadzić w życie… zaraz po tym, jak się troszkę nad sobą poużalam 🙂

  5. Basia permalink

    nie powiem nic nowego, jak to, co już słyszałaś- podziwiam Cię! Kurcze, jesteś niesamowicie silna! teraz , ze spłaconym kredytem, bez ciągnącego na dno faceta poczujesz sie, jakbyś zdjęła ciężki plecak i dalej szła sobie bez obciążeń! Naprzód!

    • Nie jestem pewna, czy zasługuję na podziw, ale dziękuję Basiu…

      • Basia permalink

        zasługujesz…niewiele kobiet nie zostawi faceta w biedzie…a ze nie zawsze warto, to inna rzecz..no i kurcze..zawsze z głową do góry:) zawsze czytałam Cie z uwielbieniem!

        • No teraz to mnie zawstydziłaś, wystarczyłoby „z przyjemnością” 🙂

  6. Pewnie, z eto inna notka niż nas przyzwyczaiłaś, ale jakże sie cieszę, że czarka się wylała tutaj, bo sama po sobie wiem jaka to ulga!!
    I sama wiesz, ze ROZUMIEM. Ze głupia baba? A przecież sama, jak czytam to co napiszę o moim małżeństwie, klepię się w czoło jak to wygląda czarno na białym. A przecież trwam. A nawet sama przed sobą jestem najlepszym „adwokatem diabła”. Złoty medal by wytłumaczyć wszytko, brac winę nawet na siebie… Może problemy ciut inne, ale i tak sprowadza się do tego samego: raz dobrze, raz źle, a czasem bardzo źle, ale widać nie dość źle, skoro NIC Z TYM NIE ROBIĘ! czasem myslę, ze faktycznie głupia jestem, potem pocieszam się, że jestem silna..ale ja w swoją siłę nie wierzę. Cóż.. to chyba częsty mechanizm. Zwykle inni wierzą w nas, nasza siłe bardziej niż my! a moze ta siłą nas gubi? bo jest źle ukierunkowana? bo jakby odpuściła wczesniej to bysmy rzuciły to w diabły albo co?
    Tak, że wiesz, bo sama to pisałaś, ze podobieństwo spore naszych żyć… (hiih.. o ile wiem po śląsku to dupa znaczy) A zrozumie najlepiej ten co sam podobnie przeżycia zaliczył.

    I wiesz.. myślę , ze tak jak wtedy kiedy zostałaś sama ze Starszym, poczułaś, że jesteś na lepszej drodze, choć by mogło sie wydawac to paradoksalne, to teraz też przez te barykady i inne płoty przeskoczysz i poczujesz wiatr w żagle!
    Przytulam
    Magda

    • Boszesz ty mój, przez płoty każe mnie skakać, mnie kobiecie w średnim wieku, od trzydziestu prawie lar za biurkiem siedzącej… 😀
      Dzieki Magda

  7. jotka permalink

    Dotrwałam i przyznam bez patosu, że nie wiem skąd bierzesz siły i jeszcze z humorem na blogu coś tam skrobniesz. Twoje perypetie starczyłyby na scenariusz filmowy. mam nadzieję i tego Ci życzę, że wreszcie podrepczesz własną ścieżką, bez obciążeń, które spać nie dają…po prostu nie zasługujesz, na to, co Ci sie przytrafiło.
    Nie wiem co by tu jeszcze, nie jestem chyba dobra w pocieszaniu itd.

    • Jotko, każde słowo pomocne…
      sama sie sobie dziwię czasami, że jeszcze potrafię się z wielu rzeczy śmiać…. a może to jakaś jednostka chorobowa? 🙂

  8. Byłam , przeczytałam i dotrwalam do końca. Kiedy przetrawie to co napisałaś odezwę się bo na razie wszystko się we mnie gotuje :-(. Poza tym do wyrażenia swojej opinii potrzebuje bardziej wygodny sprzęt niż klawiatura smartfona.
    Trzymaj się Fryteczko

  9. ta… jak bym słyszała swoją siostrę. Dobrze że Ty miałaś więcej rozsądku niż moja siostra. Dodaj sobie do takiego „cyrku” mieszkanie 2 tysiące km od rodziny w obcojęzycznym kraju. Co wylezie z długów ten buc robi nowe więc wiem jak wygląda bezsilność .

  10. oj ,kochana.
    przytulam.
    I trzymam kciuki, żebyś wygrała wszystko, bo jesteś na najlepszej drodze.
    Powodzenia

  11. treści na pewno nie skomentuję, bo publiczne forum blogowe to /według mnie/ nie miejsce na tego typu rozmowy… tyle tylko może, że wcale mi nie przychodzi do głowy słowo „głupia”, którym tak gęsto się obdarzasz… nietrafiona decyzja /taka czy inna/, do tego z komponentą emocji mających na nią wpływ to nie to samo, co głupota…
    natomiast co do faktu samego posta… no cóż, takie wywalenie z siebie zaległego syfu jest bardzo zdrowym zabiegiem i mam nadzieję, że przyniósł Ci ulgę… co więcej, wywalenie tego na ogólnie dostępnym forum wymaga pewnej dozy odwagi, gdyż net to net i zawsze się może przyplątać jakiś pieprznięty hejter… wartością jest jednak bezdyskusyjnie pozytywną, że masz życzliwy Ci komentariat, który sama sobie wypracowałaś /z kosmosu się nagle nie wziął/ i bez wątpienia nań zasługujesz…
    pozdrawiać jak zwykle niezwykle serdecznie /tym razem nie w skrócie, by podkreślić powagę wypowiedzi/ :)…

    • Dziękuję Piotr, Ty wiesz, że cenię sobie Twoje zdanie….
      No i nareszcie wiem , co Ty do mnie pisałeś 😀

  12. desperado permalink

    Tym razem i ja inaczej niż zawsze, wiesz że wiem, wiesz że zawsze jestem i ……………
    pozdrawiam

  13. Ela permalink

    Ooo.. I nie wiem co napisać. Frytuniu trzymam kciuki, będzie dobrze 😊 Ściskam mocno. Ela

  14. Podziwiam Twoją odwagę. Ja także od czasu do czasu wynurzam się, ale w sprawach gówniatych i nieistotnych dla bytu naszej planety. Świadom, że wszystko idzie otwartym tekstem, z lekka mnie przydusza. A Ty poszłaś po bandzie, za co pełen szacun. A swoją drogą – scenariusz dobrego filmu. Pozdrawiam.

    • dzięki za dobre słowo, chociaż nie jestem pewna, czy tu można mówić o odwadze… to, że tak otwarcie napisałam ma raczej związek z tym, kto tu do mnie „przychodzi”, wiem, że są tu ludzie, którzy nie zrobią mi krzywdy, za to wspomogą dobrą radą lub ciepłym słowem…
      co do scenariusza – wyszedłby z tego serial, taka opera mydlana, w kółko jedno i to samo… może nawet miałby oglądalność? w końcu nic tak nie cieszy, jak niepowodzenie bliźniego 😀
      miłego dnia, Yaro

  15. Musiałaś mieć sporo wytrwałości, aby to ciągnąć tyle czasu. Niestety czasem jest tak, że spotyka się nieodpowiednich ludzi w swoim życiu. Nie nazywaj siebie z tego powodu głupią – to inni ludzie są parszywi na ogół – Ty po prostu chciałaś mieć sporo wyrozumiałości dla kogoś, kto na nią nie zasługiwał.

    • wytrwałości albo …. naiwności i wiary w to, że w końcu się coś zmieni…
      dzięki Mefisto

      • Chyba każdy wierzy w takich momentach, że coś się zmieni. Bo kocha, bo chce zrozumieć i widzieć, że ta druga osoba się stara, nawet jeśli jest inaczej.

  16. 666 permalink

    Smutne. Jestem pełen podziwu i szacunku dla Ciebie, że masz siły to przechodzić. Ale jak mówią słowa piosenki: „…a po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój…”.

    • taaa, to nie jest akurat ta piosenka, którą lubiłabym śpiewać w nieskończoność… 🙂

      • 666 permalink

        Ale daje nadzieję. Jak sama wiesz, próbować zawsze warto. Wiesz co (kogo) mam na myśli.

  17. również dotrwałam i bardzo współczuję Twojej sytuacji… Jednak mam nadzieję, że jakoś uda Ci się z tego błędnego koła wyrwać. Trzymam kciuki w Twojej walce.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Ta z Depresją

  18. Cholera.
    Bardzo dobrze cię rozumiem. Jeśli będziesz miała ochotę to ci napiszę w mailu, dlaczego.
    Na razie mam 1 stwierdzenie i 2 pytania.
    Cokolwiek się nie dzieje, masz największe skarby na świecie – dzieci.
    W jakim wieku są obecnie?
    Czy twoje relacje z teściami są w miarę OK?

    Noszkuwa coś jeszcze miałam napisać a ten mi tu z kluczem do piwnicy wyjeżdża! I zapomniałam przez to!
    Jak sobie przypomnę to wrócę.
    Tylko nie idź nigdzie.

    • Dzieci: 28, 22 i 19 lat, teściowa – nie kochamy się…
      Właśnie wróciłam z imprezy i nigdzie się nie wybieram 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: