Skip to content

Frytka w stolicy, czyli „Warszawa da się lubić, tutaj szczęście można znaleźć, tutaj…. bilet można zgubić”…

2 czerwca 2017

odbyła Frytka podróż do stolicy a że, w takich przypadkach, Frytka i nuda nie idą w parze, więc i tym razem nie obyło się bez przygód… Frytka z żadnymi nawigacjami jeździć nie lubi, bo nie będzie jej jakaś inna kobieta mówić, jak Frytka ma żyć, a już na pewno, jak ma jeździć w związku z czym, jazda odbywa się na pamięć… znaczy się, wyznacza sobie Frytka trasę, korzystając z dostępnych narzędzi internetowych, drukuje sobie wskazówki i … stara się zapamiętać… no i w zasadzie jest ok, nie ma o czym mówić… no może tylko o tym, że jak jest napisane „na rondzie pierwszym zjazdem w Al. Krakowską” to należy najpierw wjechać na rondo, a nie zjeżdżać przed rondem, bo zamiast na Starej Ochocie, to wylądujecie na Nowym Mokotowie (czy jakoś tak…) … to tyle w ramach małych podpowiedzi… a teraz do tematu…

cel podróży szpital na Banacha… żeby on był położony w jakiejś spokojnej okolicy, wśród zieleni, to nie, przy ruchliwej ulicy, z pięcioma pasami, dziwnymi zjazdami, zakazami zawracania i … tramwajami…. i w tym wszystkim Frytka z prowincji… pięć kółek w te i z powrotem zrobiła Frytka, szukając wjazdu na parking, zanim zorientowała się, że te szlabany, co to blokują wjazd i nie ma przy nich żadnej budki strażniczej, to otwierają się po naciśnięciu guziczka i pobraniu bileciku…. ok, pobrała Frytka rzeczony bilecik, pojeździła „parę” chwil, zanim znalazła wolne miejsce i na tym emocje mogłyby się zakończyć… ale oczywiście nie w przypadku Frytki… po załatwieniu stosownych spraw, można było opuścić zarówno szpital, jak i parking… aby to zrobić, należało oczywiście, opłacić bilecik, coby mógł on otworzyć kolejny szlaban, tym razem wyjazdowy…. spoko, skoro w swoi mieście radzi sobie Frytka z parkomatami, w które za każdym razem trzeba wklepywać numer rejestracyjny auta, to i z takim automatem do opłat sobie Frytka poradzi… ale tu wystąpił jednak pewien problem… otóż… bilecik wcięło… przetrząsnęła Frytka torebkę wszerz i wzdłuż… no nie ma… i co teraz? … bez bileciku nie ma opłaty, bez opłaty nie ma wyjazdu… jako, że Frytka się nie poddaje, to i w takiej sytuacji musiała znaleźć rozwiązanie… rozpoczęła intensywny proces myślowy i już po chwili, poczuła się jak taka, wiecie, damska wersja pomysłowego Dobromira (chociaż w tym wypadku to bardziej zaczarowany ołówek by się przydał…)… otóż wykombinowała sobie Frytka, że pójdzie wziąć drugi bilecik… no sami powiedzcie, czy to nie było wprost genialne w swej prostocie?… pogalopowała Frytka rączo do biletomatu, wcisnęła guziczek i… radość z pomysłu prysła jak bańka mydlana… bo automacik pomyślał, pokombinował, i zamiast bileciku wypluł komunikat: „bez samochodu biletu nie wydam”…  na takie dictum nie pozostało Frytce nic innego, jak pójść do budki strażniczej, która stała przy wyjeździe, i zapytać, co w takiej sytuacji należy zrobić… w budce siedział Pan Strażnik, w wieku odpowiednim dla strażnika, i konsumował swój branch, lancz czy też, po prostu, swoją bułkę z kiełbasą… „dzień dobry” – zagaiła grzecznie Frytka- „smacznego” – dodała i na koniec, smutnym głosem, popartym takimże wzrokiem, wyjaśniła „zgubiłam bilecik”… na co Pan Strażnik odrzekł: „osmdgfzmdziesiąt”- jako, że miał tę swoją bułkę w ustach… „słucham?”- postanowiła dopytać Frytka… Pan Strażnik westchnął, przełknął i powtórzył „osiemdziesiąt”….  „osiemdziesiąt?…” – chciała się upewnić Frytka, bo suma ją lekko zszokowała…  Pan Strażnik tylko pokiwał głową i wskazał na cennik a tam, jak byk, czarno na żółtym stało: opłata za zagubiony bilet – 80 zł…  „kartą pewnie u pana nie zapłacę?…” – z rezygnacją zapytała Frytka… „nie, ale tam jest bankomat” – uczynnie wskazał Pan Strażnik… więc powlokła się Frytka do tego bankomatu, wypłaciła (z bólem serca) pieniążki i wraca… i podaje Panu Strażnikowi kwotę o ON…. wiecie co robi Pan Strażnik?… otóż On mówi: „niech pani sobie ten bilet opłaci” i podaje Frytce piękny, nowiutki bilecik parkingowy… nie czekała Frytka aż się Pan Strażnik rozmyśli, nie wnikała, co Go skłoniło do tej decyzji, tylko czym prędzej wzięła bilecik, pobiegła do automatu, dokonała opłaty w kwocie 8zł (!) i wreszcie mogła opuścić „gościnne” progi szpitala…

a na koniec z cyklu „porady drogowe”…. jeśli na drodze, którą jedziecie, stoi facet w pomarańczowej kamizelce i macha lizakiem, w miarę jak się zbliżacie, macha coraz bardziej nerwowo, dołączając do tego gestykulację drugą ręką, a potem z przerażeniem w oczach uskakuje spod kół waszego samochodu, to wiedzcie, że należy zjechać na drugi pas, bo na waszym są roboty drogowe… no, to tyle, miłej podróży…

Advertisements

From → Uncategorized

31 komentarzy
  1. krzysztof permalink

    To wręcz niewiarygidnee jak kanaapka łagodzi obyczaje

  2. To na pewno dlatego taki uprzejmy, że życzyłaś mu smacznego, no i te twoje oczy…kamień by zmiękł 😉

    • znaczy się, opłaca się być miłym 😀
      w sumie to całe szczęście, że się nie zakrztusił biedaczek przez ten mój urok w oczach 😀

  3. Nooo.. a nie wiem czy pamiętasz moją przygode parkingowa, kiedy to bilecik opłacony i masz wtedy pięc minut na wyjazd. Niby pikuś, ale kiedy samochód odmawia współpracy, to już gorzej!
    Jakby co, to notka tu:
    http://loonei.blog.pl/2015/01/17/trzyyynastego-wszystko-sie-zdarzyc-mozeeee/

    Cieszy mnie, ze pan ludzkim odruchem się wykazał:)

    • Nie czytałam wcześniej tej notki chyba, ale faktycznie sytuacja podobna, tyle, że Ty miałaś drugi bilecik 🙂
      Moje oczy w typie kota ze Shreka potrafią zdziałać cuda najwyraźniej … 😀

  4. Wiesz, wszędzie siedzą ludzie. Oni najpierw muszą pokazać, że rządzą, ale potem, jak z nimi porozmawiasz jak z człowiekiem, to własnie tak postępują, jak ten strażnik parkingu.
    Wszystko dobre, co się dobrze kończy 🙂

    • Teraz, na spokojnie, to ja się zastanawiam, czy to nie byl mój zaginiony bilecik, może ktoś oddał? 🙂
      A panu to się jeszcze przy wyjeździe kłaniałam… 😀

  5. maciejmakro permalink

    Zapewne nie pierwszy raz widział „sirote co bilet zgubiła”, więc się uodpornił i mu poziom empatii spadł, a potem się zreflektował i zachował jak człowiek. Całkiem zresztą realne że faktycznie ktoś znalazł i odniósł.
    Ps. Ja bym się samochodem w Warszawkę nie pchał. Mają tramwaje, bym skorzystał albo w ogóle podjechał autem, z auta wyjął rower i dalej na rowerku, a frajerzy niech w korkach stoją.

  6. najpierw powiedz, tak z grubsza, nie centralnie, skąd jechałaś… to Ci powiem, jak było jechać…
    okay, ale to już przeszłość…
    a dziadek parkingowy, jak to dziadek parkingowy… ma obcykane już takie sytuacje i cały system, wie, jak trafić na boku 8 zł… tylko dlaczego akurat 8, a nie 10, byłoby prościej… ale chyba nie ma sensu rozkminiać systemu dziadka… ważne, że było 8, a nie 10…
    p.jzns :)…

    • Piotr, jechałam od moich rodzinnych Kozienic, ale trochę dookoła, zeby ominąć korki…. tak czy inaczej dalam radę 🙂
      A osiem złotych z bilecika wyszło i nie do kieszeni pana, a do automatu….
      Miłego 🙂

  7. Bez przygody by się nie liczyło:), i tak miałas szczęście, że na parkingu pod szpitalem miejsce było, tam czasem z 15 minut mozna krązyć…

    • Domyślam się, że nie jest łatwo, biorąc pod uwagę te tlumy ludzi…
      I masz rację, bez przygód nudno 🙂

  8. Zolinka permalink

    Polak głodny to zły, najedzony to leniwy…Pan był w trakcie konsumpcji jak ci kazał te góre piniendzy płacić za karę, a potem już po bułeczce leniwie i dobrodusznie złagodniał:-) A tak serio fajnie jak się uda wyjśc z takiej opresji dzięki ludzkiej życzliwości. Życzę temu panu wszystkiego dobrego:-) Oraz Tobie też;-))))

    • Moze powinnam jego kobiecie podziękować? za te strawę pyszną, co mu humor poprawiła…. bo na pewno sam sobie nie zrobił 🙂
      Wzajemnie Zolinko 🙂

  9. Może Strażnik prowizję od bankomatu dostaje?
    Może powinnaś napisać poradnik „Jak nie jeździć”, bo widzę, że znasz się na tym?
    Ciepło dzisiaj…

    • Ha ha ha, biorąc pod uwagę liczbę różnych przygód, jakie mnie się przytrafiają, to nie byłby cienki… 🙂
      Właśnie wróciłam z opalania 🙂

  10. Czuję się w obowiązku Cię uświadomić, Frytko, że w nawigacji zazwyczaj można zmienić kobietę na faceta. I może to nawet być sam boski – ponoć – Krzysiu Hołowczyc 😀
    A poza tym to komedia na 4 akty, jak zawsze, uwielbiam Cię czytać. Ten styl unikalny i urocza infantylność 🙂

    • Czy Ty mnie aby przypadkiem nie obrażasz? …(szybko wyguglała infantylność…) … nie, jednak nie… 😀
      Oraz wiem o Krzysztofie, choć nie jest tak boski jak Ibisz (w sensie, że nieśmiertelny…) 😀

  11. Aż mi się przypomniało, jak na parkingu w sklepie jakaś kobieta masakrowała takie ustrojstwo, gdzie wrzuca się opłacone „żetony”, bo zgubiła, a jak zgubiła to nie jej wina i może odjechać za darmo. 😉

  12. NIe lubię jeździć autem swoim własnym ani kradzionym po stolyyyyyycy

  13. Na Banacha zazwyczaj jest traumatycznie, nawet jak się tam podąża komunikacją miejską 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: