Przeskocz do treści

m jak mieszkanie (własne) – część III kartony

12 czerwca 2019

pewnego majowego poranka obudziła się Frytka o stałej porze (coś tak świt koło południa, czyli 5.30…) i pomyślała optymistycznie

dziś jest ten dzień, zaczynamy pakowanie ….

a więc (chrzanić zasady…) wypiła Frytka kawę, przygotowała się logistycznie czyli naszykowała pudła, taśmę klejącą, nożyczki i czarny marker i pomyślała: „luzik, tylko meblościanka do spakowania, przecież nie ma tego dużo…” i ochoczo przystąpiła do działania…. pierwsze, drugie, trzecie pudło zaklejone i opisane, nawet gładko poszło … przy piątym pudle coś Frytkę zaczęło lekko niepokoić…. przy siódmym pudle niepokój przybrał na sile, więc przerwała Frytka pracę i wzrokiem ogarnęła pole działań… i tu nastąpiło „lekkie” zdziwienie …. oglądaliście tę część Harrego Pottera, w której to główni bohaterowie wyruszyli na poszukiwanie horkruksów, a Hermiona spakowała rzeczy w taką małą, podręczną torebeczkę, a później, z tej torebeczki, potrafiła jednym ruchem wyciągnąć pięciopokojowy apartament z łazienką, jaccuzi i bentleyem w garażu? …. no to właśnie zaczęła się Frytka obawiać, że jej meblościanka jest czymś w rodzaju takiej torebeczki…. bo, pomimo tego, że wciąż coś z niej Frytka wyjmowała, to miała nieodparte wrażenie, że rzeczy w środku nie ubywało….  jednak nie z Frytką te numery …. „co, ja nie dam rady? ja?! niech mi ktoś potrzyma piwo ….” – prawie pomyślała, po czym wypiła kolejną kawę, zebrała się w sobie i ….. już pod wieczór rzeczy z tego JEDNEGO pokoju były spakowane, a Frytka chyba tylko cudem uniknęła losu biednej Hanki Mostowiak ….

„no, to teraz już TYLKO kuchnia i pokój Młodego….” – pomyślała optymistycznie Frytka

dwa DŁUGIE tygodnie później…….

 

From → Uncategorized

68 Komentarzy
  1. Pakowanie pierdółek jest najgorsze. Jest tego najmniej i najwięcej czasu zajmuje. 😀

  2. dreamu permalink

    ❤❤❤ tyle Ci powiem na to zdjcie. Niech Ci będzie najpiękniej ❤❤❤

  3. jotka permalink

    Kochana, jakie to znajome…
    mieszkaliśmy z mężem 6 lat po ślubie u rodziców na maleńkim metrażu. Gdy przyszło do pakowania, pomyślałam – parę kartonów, jeden żuk i gotowe. Żuk owszem ,ale dwie tury, a paczki i paczuszki woziliśmy długo autobusem, bo nawet auta nie mieliśmy, a wynajęcie transportu kosztowało majątek…

    • ja podobnie jak Wy, raz większym autem meble i parę pudeł, a potem dwa tygodnie dzień w dzień, trochę osobówką, trochę autobusem, myślę, że po schodach, w te i z powrotem, to zrobiłam dystans co najmniej kilku maratonów … 😀

  4. Nitager permalink

    Przechodziłem przez to całkiem niedawno, więc mogę tylko poświadczyć: dokładnie tak to wygląda. Ja to znosiłem i znosiłem,i myślałem, że to nie ma końca. I to pomimo pozbycia się połowy rzecz, które jeszcze mogły się przydać (oj, jak bolało!). No bo jak można tak po prostu wyrzucać różne blaszki, części od silnika, kawałki listewek, sprężynki, kabelki, silniczki elektryczne, czy takie-coś-co-nie-wiem-co-to-jest-ale-może-się-przydać. A potem, jak trzeba coś naprawić, to nie ma z czego dorobić!

    • O to to, różne „przydasie i inne tentegesy” poszły do kosza, a i tak brakowało kartonów… 😀

    • Morgana permalink

      Przyda się, skądś to znam:)
      Mężowie chyba tak już mają!

      • oooo, Morgano, nie tylko mężowie, żony też… 😀

        • Morgana permalink

          Słynne jest powiedzenie mojego Męża, że „gdyby tak ludzie wszystko wyrzucali, jak moja żona, czyli ja, to nie byłoby na świecie muzeów”:)
          Z tym „wszystko” to przesada:)

        • nie no, byłyby, przecież archeologowie ze śmietnika też mogą wykopać…. 😀

        • Da Sie. permalink

          Szanowna Morgano, nie chciałbym podpaść Twojemu mężowi, który zapewne (jak każdy mąż) wie co mówi, ale muszę wtrącić, że archeolodzy najwięcej cennych eksponatów i historii z nimi związanych posiedli właśnie ze śmietników. Ze śmietników historii, chciałoby się rzec, ale niestety nie. Ze zwykłych, kiedyś cuchnących, śmietników. Archeolog, to taki trochę „zbieracz surowców wtórnych”. 😉

    • ach te przydaśki… to jest zaiste temat prawdy, czy jest się twardym nie miętkim…

    • Da Sie. permalink

      O widzę kolegę „po fachu”? W każdym razie, widzę, że kolega również potrzebuje różne różności w różnym czasie.
      Najbardziej wkurzające jest, gdy stwierdzisz, że skoro listewka wraz ze sprężynka, nie była potrzebna przez ostanie 5 lat, to najprawdopodobniej można się ich pozbyć.
      I wtedy, za kilka dni, może tygodni, okazuje się, ze potrzebujesz takiej własnie listewki ze sprężynką.
      WRRRRRRRRRR

      • Ooooo, mam to samo!! 😂 znaczy, może akurat nie listewka ze sprężynką, ale jakiś inny przydaś …. 😂

  5. Co prawda się nigdzie nie przeprowadzam, ale co roku koło jesieni staram się pozbyć nadmiaru rzeczy – oddając, sprzedając i wyrzucając. Efektów jakoś nie dostrzegam…. A gdy się wprowadzałem, to miałem jeden plecak rzeczy, szafę i tapczan…

    • A w szafie i tapczanie, to nic zupełnie? 😀

      • Da Sie. permalink

        Niektórzy chowają tam Starszą Panią. Ale czy potem zabierają ze sobą?

        • Hmmm, ona coś ostatnio wspominała o zepsutym łóżku…. ups, chyba zdradzam ciąg dalszy….. 😂

        • Da Sie. permalink

          ŁAŁ! Aż mnie ciarki przeszły! Żeby się nie okazało, że Starsza Pani jest schowana w kanapie, co to ją poprzednicy zostawili. I przychodzi, żeby ją godnie schować, to jest pochować.
          Brrr.

        • To na pewno nie, zaglądałam..’. 😉

        • Da Sie. permalink

          Czyli pozostaje pytanie jak u Agathy Christie – po co przychodzi Starsza Pani?
          Brrr

        • Po różne rzeczy, uwierz mi… 😂

  6. Co jakiś czas robię wielkie odgracanie domu, różne pierdółki, naczynia niepotrzebne, zabawki młodych, ciuchy… Mój robi to samo w gospodarczym, w kotłowni, w magazynach. I mimo że wyrzuca się lub wydaje rzeczy, które mieściłyby się w naczepach kilku Tirów, to za jakiś czas znów tego tyle jest, albo i więcej. Mimo że obiecujemy sobie i naprawdę mniej kupujemy tudzież przyjmujemy. Naprawdę nie wiem, jak to się dzieje 😉

  7. Harrego Pottera nie oglądałam, ale wyobraziłam sobie tą scenę 😉

    A mój mąż najlepiej. Przy przeprowadzce wrzucił wszystko do samochodu jak bądź. Upchnął łokciem, poprawił z buta, domknął drzwi i przywiózł do nowego mieszkania. I tak z 3 kursy zrobił.

    • ha ha ha, też niezły czarodziej, ale pytanie mam, czy ze szkłem też tak zrobił?… 😀

      • Karina permalink

        Szkło nam rozkradli, więc nie było czego zbierać. Ale co to było? Może ze 3 szklanki, przyprawniki i kubki.

        A talerze jakoś upchnął między ubraniami i poduszkami.

        • zuch chłopak… 😀
          mój były, kiedyś dawno, dawno temu, kiedy smoki latały na tym świecie, nosząc pudła z serwisem rodowym, jak się nie potknął na schodach, jak nie zaliczył orła, w każdym razie dość powiedzieć, że mając do tej pory komplet talerzy (płytkich i głębokich), talerzyków deserowych, misek, salaterek, półmisków i wazy, na 12 osób, na tę chwilę mogliśmy ugościć tak mniej więcej 6 osób i to pod warunkiem, że jedna będzie jadła zupę z talerza, druga kartofle, trzecia sałatkę z salaterki, inna ciasto, kolejna rosół prosto z wazy a ostatnia śledzika z półmiska….. 😀

  8. Morgana permalink

    Nigdy więcej przeprowadzek, jak dla mnie!
    Miałam ich w życiu kilka, jedno z wielkim brzuchem ciążowym, inne z maleńkim dzieckiem.
    Nie lubię pakowania, urządzania wnętrz, wszelakich remonto, a z wiekiem przyzwyczajam eis do tego, co już mam.
    Wolę przyglądać się dzieciom i cieszyć ich urządzaniem domu.
    Fizyczna pomoc ze mnie teraz żadna, szkoda. Ale mąż „złotą rączka” poczynia wszystko, co się da.
    Serdeczności przesyłam:)

    • też nie lubię zmian, ciężko się aklimatyzuje na nowych miejscach, potrzebuje poczucia stabilizacji, jakiegoś bezpieczeństwa, może dlatego, że życie jakoś mało mi go dało do tej pory….
      dziękuję Morgano 🙂

  9. pakowanie zawsze u mnie szło sprawnie, a transport jeszcze sprawniej… za to rozpakowywanie i urządzanie tego całego bałaganu to zawsze trwało dłuuugo… zwłaszcza że po drodze nieraz jest jeszcze faza parapetówy, która też może trochę potrwać…
    p.jzns :)…

    • to ja jakaś inna jestem najwyraźniej, bo u mnie już wszystko rozpakowane, a parapetowy jeszcze nie było, ale na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że to gościom ciągle terminy nie pasują…. zastanawiam się, czy sama ze sobą tej imprezy nie zrobię… 😀
      hej P :*

      • Da Sie. permalink

        Możesz też zaprosić Straszą Panią.

        • No teraz to przesadziłeś…. 😂

        • Da Sie. permalink

          Wydaje się, że sufit tradycyjny – znaczy biały.
          To na zaproszeniach, które będziesz drukować, koniecznie napisz, że nie lubisz czerwonego wina.

        • Ale lubię wlaśnie, czerwone półsłodkie…. 😁

        • Da Sie. permalink

          To masz dodatkowy kłopot. Bo poza zgraniem w czasie zaproszonych gości, powinnaś jeszcze na następny dzień umówić malarza. Pokojowego malarza, nie żadnego malującego monidełka.

        • Tymi rencami malowałam…. 😂

        • Da Sie. permalink

          To mam dla Ciebie taką ciekawostkę – łatwiej jest malować pędzlem albo wałkiem. Malarskim.

        • Wałkiem, powiadasz, malarskim…. 😉
          Właściwie, to każdym dobrze władam… 😂

  10. Bożena permalink

    znam ten ból :))) dwa lata temu też to przerabiałam i nagle, zuuupełnie nieoczekiwanie okazało się, że niektóre rzeczy tak niezbędne w dotychczasowej egzystencji, wcale nie znalazły miejsca na nowych śmieciach i czekają w piwnicy. jakoś dziwnie mi ich nie brakuje. czyżby ze starością nadchodzi minimalizm :DDD

    • jaka starość, jaka starość??!!…. praktyczność, moja droga, i doświadczenie wiekowe…. 😀

  11. No i super, no i gicio. To już za tobą, weź głęboki wdech. I nie zapomnij wypuścić.
    Fryteczko, zawsze mogło być gorzej. Mogłaś, na ten przykład, przypomnieć sobie, że potrzebujesz coś, co już spakowałaś w pierwszym. A może to było trzecie? 😛

    • Nie pamiętam już dokładnie o co chodziło, ale coś takiego było…. i faktycznie trzy kartony rozprułam, zanim znalazłam, mimo, że były opisane… najwyraźniej „komoda” nie było jednak precyzyjne … 😂

  12. msikora869 permalink

    Chociaz logistycznie bardzo dobrze radze sobie z przeprowadzkami a takze nieraz korzystam z firmy przeprowadzajacej, to nie lubie bo tego sie nie da lubic. Ale zawsze idzie mi szybko gdyz kocham porzadek, lad, stabilizacje. Najczesciej przeprowadzam sie z miasta do miasta wiec musi byc przewiezione w jednym dniu. Na nowym miejscu zaczynam od przygotowania bodaj jednej lazienki i jednej sypialni, nazajutrz kuchnia i reszta.
    Czeka mnie jeszcze jedno, tym razem z wiekszego do mniejszego i tu bede musiala uzyc chyba sztabu doradcow i inzynierow a moze i magika by jakims cudem nie wyzbyc sie za duzo.
    Znam osoby ktore po pol roku nie sa do konca rozpakowane i nie pytaj mnie dlaczego.
    Mysle ze Ty dalas sobie rade doskonale i sprawnie i oby Ci sie na nowym fajno mieszkalo.

    • Od ostatniej przeprowadzki minęło około półtora roku i wydawać by się mogło, że nic mnie nie zaskoczy…. a jednak… 😂

  13. człowiek obrasta sprzętami niepostrzeżenie. trudno się odgruzować

    • Przy poprzedniej przeprowadzce pozbylam się wielu rzeczy, teraz też „kilka” wywędrowało do kosza, a mimo wszystko ich pakowanie zdawało się nie mieć końca… 😁

  14. Aż sobie wyobraziłam tą czarodziejską meblościankę

  15. Torebka z wsiąkiewki;) Też mnie zadziwia to zjawisko przy każdym gruntownym sprzątaniu szafy …

    Sympatycznie tam u ciebie, ładnie i miło 🙂 I ta swiadomość ze na swoim :*

  16. Natt permalink

    I tego się najbardziej boję, bo mnie to czeka. Zaraz niedługo za chwilę…

  17. Da Sie. permalink

    Harrego nie oglądałem, ale wiem o czym piszesz. „Dr. Who” (w filmie, tym razem angielskim, albo brytyjskim – nie jestem pewien) miał taką budkę telefoniczną, w której zmieścił laboratorium, centrum galaktyczne, i chyba jeszcze schowek na różne duperele. Na dodatek budka sama potrafiła się przeprowadzić.
    Sam również przeprowadzałem się, samochodem osobowym. Ale to było na samiuśkim początku. Wystarczyły trzy kursy i telewizor, lodówka plus zamrażarka, łóżko plus łóżeczko, dywan i coś tam jeszcze, znalazło nowe lokum.
    Samochód był całkiem spory, a ja radzę sobie z wkrętakiem (śrubokrętem po innemu) i upychaniem.
    Jestem do tego stopnia dobry w pchaniu, że gdy jeździłem na roboty do Niemiec, to Niemki i ich mężowie byli zadziwieni. Ale to w ogóle historia, niezła jak sądzę, do opowiedzenia, gdy już spotkamy się na wódkę.
    Nawet koledzy prosili o pomoc w upychaniu. I chętne się godziłem, ale zawsze stawiałem jeden warunek. Że sam będę pchał i nie będą mi przeszkadzali.

    Teraz wybudowałem komórkę do przechowania „najpotrzebniejszych rzeczy”. Zaanektowałem niepotrzebną już pracownię na „rzeczy niezbędne”. Kotłownia, w której kiedyś stał spory piec i zrzucany był węgiel, od wielu już lat robi za piwnicę, w której są rzeczy „które powinny być”. Dwa garaże ledwo mieszczą samochody, bo tam jest sporo „rzeczy koniecznych”. Nie wspominając o całkiem sporych szafach w kilku pokojach gdzie są rzeczy zarówno „na teraz”, jak „na później”. A wszystko to, pomimo CIĄGŁEGO usuwania rzeczy nie „koniecznych”, nie „niezbędnych” i nie „najpotrzebniejszych”, oraz tych, które wcale nie „powinny być” lub tych „na później”.
    Dlatego zapamiętałem film „Dr. Who”. Marzy mi się taka budka.

    Jednak muszę oddać sobie sprawiedliwość, że od paru lat, w gromadzeniu się tego wszystkiego, bardzo pomagają dzieci, które są dorosłe i mieszkają w mieszkaniach. 🙂 I okazuje się, że u rodziców można przechować rzeczy najpotrzebniejsze, niezbędne, konieczne i na później.

    Tak myślę, że gdym (nie daj bóg) miał się wyprowadzić, to najlepszym rozwiązaniem będzie granat. A raczej cała wiązka.. wróć – dwie wiązki granatów.

    Za to na zdjęciu sielski 😉 (Ty wiesz Frytko) widoczek.
    Niezagracona drewniana podłoga. Ładnie obrobione firaneczki i zasłony. Za oknem „zielono mi”.
    Na stole piwonie. I nawet Starszej Pani nie ma.
    Sielsko, anielsko i przytulnie. I życzę Ci, aby tak było już zawsze.
    Twój Nowy Fan.
    Da Sie.

    • Teraz to się cieszę, że miałam tylko tę meblościankę, nawet zwykłej piwnicy nie było, nie mówiąc o garażu…. 😂
      W tym momencie akurat jej było, chociaż nie dam sobie ręki uciąć, że nie stała pod drzwiami….

      • Da Sie. permalink

        Piwnica, to jest to co może mieszkańca bloku trafić najgorszego. Na początku każdy ach i och, zwłaszcza, że deweloper daje „darmo” albo ciut taniej z metra. Jednak, gdy przychodzi do przeprowadzki…
        … to potrzebny jest granat.

      • Da Sie. permalink

        Nie chcę Cie wystraszyć, ale Starsza Pani nawet gdy nie stoi pod drzwiami, to wie i słyszy wszystko.
        Zresztą – zapytaj ją przy kawie, o któregoś z sąsiadów…

        • Już wiem, że jedni starają się o dziecko, bezskutecznie, więc na razie mają psa….

        • Da Sie. permalink

          Jak często się starają? O której godzinie? Częściej w piątki wieczorem, czy w sobotę rano? Bo w niedzielę to nie można przecież. O której wyprowadzają psa? Jak pies się wabi? Kiedy sąsiadka starająca się o psa miał ostatnią owulację?
          Widzisz – jeszcze nie dostałaś się do kręgu wtajemniczonych. Musisz jeszcze sporo kawy wypić.

        • Albo czegoś innego… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: