Przeskocz do treści

prawo Murphy’ego, czyli jeśli coś złego może się zdarzyć, to się zdarzy …..

24 lipca 2019

wraz z przejęciem mieszkania, przejęła też Frytka media (i piecyk gazowy, ważne!!), a co za tym idzie, musiała podpisać stosowne umowy…. na pierwszy ogień poszedł prąd… udała się Frytka do stosownego biura obsługi klienta, gdzie bardzo miła pani zaoferowała Frytce, oprócz samego prądu ( w niezmiernie, oczywiście, korzystnej taryfie…) także usługę dodatkową pod tytułem „fachowiec na wyciągnięcie ręki…” czy jakoś tak… w każdym razie chodziło o to, że za drobną miesięczną opłatą abonamentową, miała mieć Frytka dostęp nie tylko do Pana Elektryka, ale też do Pana Hydraulika, Pana Gazownika, Pana Malarza, Pana od Kafelków, Pana, Który Może Przynieść Zakupy, Pana od Zmywania  i jeszcze kilku innych…. no dobra, rozpędziła się Frytka, tylko do tych  trzech pierwszych….  tylko wiecie, jak to jest z tym „na wyciągnięcie ręki”…. musicie zadzwonić na infolinię, gdzie, już po godzinie słuchania „do elizy”, ktoś rejestruje Wasz problem, a na koniec dowiadujecie się, że mają 24 godziny, na przysłanie fachowca…. nie dała się Frytka skusić… następny w kolejce był gaz…. a więc (chrzanić to więc…) udała się Frytka do stosownego biura obsługi klienta, gdzie bardzo miła pani zaoferowała Frytce, oprócz samego gazu ( w niezmiernie, oczywiście, korzystnej taryfie…) także usługę dodatkową pod tytułem „fachowiec na wyciągnięcie ręki…” czy jakoś tak, z naciskiem na fachowca od gazu… normalnie deża wi – pomyśła Frytka… i na 99,99% jest pewna, że po raz drugi nie dała się na tę usługę namówić…. jakież było jej zdziwienie, gdy któregoś dnia znalazła w skrzynce list z PGNiG, a w nim…. fakturę za rzeczoną usługę….  „lekko” oburzona wybrała się Frytka ponownie do stosownego biura i, po krótkiej rozmowie (a tak przy okazji, kiedy bardzo miła pani mówi Wam, żebyście sprawdzili poprawność danych na dokumencie i go podpisali, to najpierw sprawdźcie, co to za dokument…Frytka, jak się okazało, nie sprawdziła…), zrezygnowała Frytka z usługi … zgadnijcie, co za dwa dni zaczęło szwankować….

From → Uncategorized

100 Komentarzy
  1. Złośliwość rzeczy martwych! Nigdy mi ekran w telefonie nie pękł! Ale jak proponowali ubezpieczenie, a ja nie wziąłem to się telefon zaprzyjaźnił z ulicą… 😀

    • hmmmm, dodatkowego ubezpieczenia lodówki tez nie kupiłam…. tfu, tfu i solą przez lewe ramię…. 😀

      • Ja już nie kuszę losu, mam ubezpieczenie na dom i zawartość (włącznie z zawartością lodówki) 😀

        • zawartość lodówki powiadasz? czyli, że co?… że jak ser pleśniowy spleśnieje, albo wręcz zniknie, to gdzieś zgłaszasz?… 😀

        • Czyli jak się lodówka popsuje i z tego tytułu popsuje mi się jedzenie to dostanę z powrotem zwrot za jedzenie (i lodówkę oczywiście). 😉

        • aaaa, dobrze, że za lodówkę też… 😀

        • No głupio by było jakby jednak nie 😀

        • Da Sie. permalink

          Hej mefistowy! Tak z ciekawości, zgłaszając spleśniały ser pleśniowy w wyniku popsucia się lodówki, musisz przedstawić paragon? Czy wystarczy zdjęcie serka w lodówce?

        • Wydaje mi się, że zdjęcie wystarczy lub opis zawartości. Raczej mało osób oczekuje, aby trzymać miesiącami paragony po produktach spożywczych. 😉 Ale pewności nie mam – moja lodówka póki co żyje i ma się dobrze, więc nie mam jak sprawdzić. 😉

        • Da Sie. permalink

          Bo wiesz… znając podejście do tego typu spraw u nas w kraju, to bardzo możliwe, że:
          1. musisz udowodnić fakt zakupu serka, najlepiej poprzez film z telefonu, ewentualnie poświadczone przez kierownika sklepu oświadczenie kasjerki,
          2. musisz udowodnić fakt włożenia serka do TEJ! lodówki, najlepiej poprzez film z telefonu, ewentualnie poprzez poświadczone przez dzielnicowego oświadczenie trzech sąsiadów,
          3. musisz udowodnić fakt popsucia się serka w TEJ! lodówce, najlepiej poprzez film z telefonu (ewentualnie z kamery internetowej zainstalowanej w lodówce),
          4. oprócz paragonu za serek, musisz przedstawić zaświadczenie z banku, o obciążeniu karty, a jeżeli płaciłeś gotówką, to zaświadczenie od pracodawcy, że pracujesz na czas nieokreślony i nie jesteś w trakcie wypowiedzenia, oraz z sądu, że nie toczy się przeciwko Tobie postępowanie (jakiekolwiek),
          5. musisz przedstawić zaświadczenie z zakładu energetycznego, że w danym dniu, o określonej godzinie nastąpiła awaria, poświadczone przez zakład odpowiedzialny za przesył energii,
          6. musisz przedstawić zaświadczenie notarialne od elektryka dysponującego odpowiednimi uprawnieniami, że awaria nie nastąpiła w wyniku Twojej ingerencji w sieć elektryczną,
          7. musisz przedstawić poświadczone notarialnie zaświadczenie wydane przesz odpowiedni urząd, że lodówka została podłączona przez uprawnionego specjalistę,
          8. musisz przedstawić zaświadczenie zwykłe od uprawnionego specjalisty (ale potwierdzone przez przez trzech innych specjalistów), że lodówka była prawidłowo wypoziomowana i uziemiona,
          9. musisz przedstawić aktualne zaświadczenie o niezaleganiu z podatkami i ZUS,
          10. musisz podpisać dobrowolne poddanie się karze pięciokrotności wartości lodówki, jeżeli nie zdołasz któregokolwiek zaświadczenia złożyć w terminie 7 dniu od daty zakupu serka.
          Wtedy jest spora szansa, że uzyskasz odszkodowanie, pomniejszone o wartość „utraty wartości”, opłatę manipulacyjną, opłatę ekologiczną, koszty własne, i obowiązkową dowolną opłatę na fundusz ochrony kupujących serki. Będziesz winien im tylko jakieś 5 koła, bez względu na wartość serka.
          Chyba, że żyjesz w normalnym kraju, bo tego nie wiem.
          😎

        • Mieszkam w Anglii, więc najgorsze co mnie może spotkać to to, że się im nie będzie chciało 😉

        • szach mat …. 😀

        • Da Sie. permalink

          Niektórzy to mają fajnie. Chociaż u nas podobno też jest już normalnie. Mówili o tym w moim telewizorze. Tylko serki proponuję zjadać od razu po wyjściu ze sklepu. Będzie zabezpieczenie na wypadek awarii prądu/lodówki.

        • Awarii serka nie będzie raczej, bo my serki rzadko jemy 😦

  2. jotka permalink

    To normalne, zawsze stoję w najdłuższej kolejce, a sprzęt psuje się dzień po upływie gwarancji… a pana od zakupów mam w domu, na szczęście.

    • czyli jednak to nie legenda, taki pan…. 😀

    • Ja tez mam pana od zakupow, ten pan rowniez sprzata mieszkanie i generalnie pelni wiele obowiazkow typowej zony, poza gotowaniem 🙂 tu juz musze sama. Ale srubke przykreci, uszczelke wymieni… nie narzekam 😛

      • Nie no, też mam podobnego, tylko z racji niecodziennej jeszcze jego bytności, niektóre zakupy muszę jednak sama.. 😊

        • Slowem jestes na dobrej drodze, teraz tylko przyspiesz kroku 😀

  3. Anonim permalink

    No więc nie wiec pijesz, ale wiem do kogo. Więc nie ma się co obawiać i psioczyć na więc. Jedynie nie należy zaczynać od no, od więc. A tak poza tym o w porzo.

  4. Natt permalink

    Jeny, Frytka, a pisałam kilka postów temu, że należy czytać! Regulaminy! Małą czcionkę! Bo jak nie to się wkopać można jak Natt i płakać pół miesiąca….

    • Ale jakie regulaminy? Jakie małą czcionką? To było normalne A-4, dużym drukiem, pani powiedziała: proszę sprawdzić dane i podpisać, to sprawdziłam i podpisałam, tylko….. tytułu nie sprawdziłam, a to była umowa na fachowca… 😁 jedna z kilku kartek podsuniętych do podpisu…. na szczęście nieobowiązkowa 😁

  5. Da Sie. permalink

    No więc – nie wiem co pijesz, ale wiem do kogo.
    Więc tak – tylko nie należy zaczynać od no, ani od więc. A tak poza tym to w porzo.
    Jotka – mam podobnie, z tą różnicą, że nie tylko stoję w najdłuższej kolejce, ale najczęściej przy kliencie przede mną zacina się terminal, albo kończy rolka na paragony, a zapasowej nie ma w boksie kasowym. Jednak najczęściej, któryś produkt „nie wchodzi na kasę”. A jak na złość jest to produkt pierwszej potrzeby. Np. jakieś piwo czy cóś.
    Wracając do Frytki Złocistej – wymieniła tylu fachowców, z których zrezygnowała, że trudno wybrać jednego „szczęśliwca”. Obstawiam zepsutą suszarkę do włosów! Gdyby zepsuło się coś innego, np. odkurzacz czy lodówka, pękłyby rury, odpadłyby kafelki, Starsza Pani popsułaby dzwonek u drzwi, nie zirytowałoby to tak bardzo Frytki, aby musiała to opisać.
    Swoja drogą, kiedyś kupiłem dosyć drogą lodówkę. Taki full wypas: chromy, klima, GPS, i inne takie.
    Kosztowała – *** tysięcy. Uprzejmy Pan sprzedawca zapytał, czy chcę dokupić dodatkowe ubezpieczenie za 50 zeta. Sprytny (jak sądził) DaSie, pomyślał (ha ha ha – pomyślał), że skoro producent lodówki za *** tysięcy, jest gotów przedłużyć prawie dwukrotnie gwarancję za marne 50 zeta, to znaczy, że jest pewny swojego produktu i nie da się DaSie nabrać na taki numer.
    Jakież było jego zdziwienie (zdziwił się DaSie, a nie uprzejmy Pan sprzedawca), gdy w miesiącu po upływie gwarancji lodówka „stanęła”. „Sprytny” DaSie, nie mógł mieć do nikogo pretensji, oprócz do samego siebie. I pozostał w pełnym podziwie do wielkiego kunsztu inżynierów i projektantów lodówek. Lodówka nie dosyć, że „doskonale” zaprojektowana wyliczyła sobie „przebieg”, to jeszcze wiedziała czy dodatkowa gwarancja jest, czy nie. Po prostu kosmos!

    • Źle obstawiłeś, choć rozumowanie logiczne… 😁
      Właśnie tego się obawiam, tej cwanej natury nowych sprzętów i ich, sztucznej bo sztucznej, ale jednak inteligencji … 😁

      • Da Sie. permalink

        Skoro nie suszarka, to lokówka albo prostownica. Przecież tylko to jest ważne.
        A co do inteligencji sprzętów, to ja raczej posądzam lodówkę o jakiś ukryty pstryczek, który Uprzejmy Sprzedawca, przed wydaniem klientowi, ustawia w pozycji STD / PREMIUM. Czytaj jako – CHYTRY KLIENT / PAN KLIENT.
        Podobne działanie mają chipy w drukarkach. Po określonej liczbie wydrukowanych dokumentów chip się uaktywnia, w wyniku czego drukarka zgłasza wciąż jakieś błędy. Serwisowanie nie pomaga, bo drukarka pada „na amen”. Jedynie jakiś zapaleniec, który wie jak przeprogramować chip, może drukarkę „odnowić”. I to tak, że już nigdy się nie zepsuje „na amen”. Chyba, że spadnie z czwartego piętra.
        Szanowne Panie prawdopodobnie nie zdają sobie sprawy, że w latach dwudziestych zeszłego wieku, rajstopy nylonowe, były niezniszczalne. Szybko okazało się, że to nikomu (oprócz szanownych Pań) się nie opłaca. I ci sami inżynierowie z firmy DuPont, którzy opracowali idealne rajstopy, dostali zadanie „poprawienia” nylonu tak, aby Szanowne Panie musiały je kupować częściej niż raz na całe życie. Podobnie było zresztą z żarówkami. Już pod koniec XIX wieku, okazało się, że nie opłaca się produkować żarówek świecących po 10 000 czy nawet 20 000 godzin. Popracowali nad „ulepszeniami” Panowie , którzy przyczynili się do powstania tego wynalazku. Czyli Pan Alva Edison i Pan Gerard Philips. Tak właśnie zaczęła się era konsumpcjonizmu. Czyli znowu wszystkiemu winne są kobiety.

        • aha, świetna teoria, szkoda tylko, że kompletnie nieprawdziwa…. 😀

        • Da Sie. permalink

          Jak to nie prawdziwa?! I to wcale nie teoria!
          Przecież z tym nylonem to najprawdziwsza prawda!
          Z żarówkami i drukarkami zresztą również.

        • no jasne, bo to my same dla siebie ten nylon wymyśliłyśmy…. 😀
          same dla siebie te pończochy nosimy…. i te kuse spódniczki…. i te szpilki …. 😀

        • Da Sie. permalink

          A swoją drogą, to wkurzające, że Pan Murphy zrobił prawo działające tylko w jedną stronę.

        • coś Ty taki czepliwy od rana? 😀

        • Da Sie. permalink

          No bo jak … uuups. Bo jak można być takim draniem i zrobić złe prawo.
          Chociaż po namyśle… stwierdzam, że Pan Murphy chyba nie był pierwszy. A na pewno nie jedyny. My mamy takich Panów ( i Panie również) w liczbie łącznej 460. Więc dam spokój temu Murphy`emu.
          Ale co tam Prawo. Pisz co popsułaś?!

        • Ehh, w treści posta podpowiedzi są, ale nie, chłopu trza kawę na ławę.. oczywiście piecyk gazowy zaczął fiksować… 😁

        • Anonim permalink

          O! to też ważne suszysz tam włosy? Bo jeśli nie, to nieważne.

        • Ważne, bo żeby włosy wysuszyć, to trzeba zmoczyć, a moczenie w zimnej wodzie jakoś mnie nie bawi…. 😁

        • Da Sie. permalink

          Ehh, Fryteczko Złocista, całą noc myślałem ale dopiero dzisiaj, a jestem już po kawie porannej, po przeanalizowaniu treści posta, oraz 25-30 minutach zastanawiania się, doszedłem do wniosku, że to pewnie piecyk gazowy zaczął fiksować. Dobry jestem! Prawda! 😎
          Ale jak to się ma do nienagannej fryzury?!
          CHYBA NIE SUSZYSZ W NIM WŁOSÓW??!!! 😱
          Może to być piecyk do ciepłej wody. Ale też nie jest powód do narzekania, ponieważ jak ogólnie wiadomo (a z wiedzą ogólną się nie dyskutuje) – zimna woda życia doda! 🤧
          Ja nie miałem zbyt wiele okazji na sprawdzenie tej wiedzy ogólnej (wiadomo – z wiedzą ogólną się nie dyskutuje, ale sprawdzić warto), więc nie wiem ile tego życia dodaje. Zdarzyło się kilka razy nocować w schroniskach Tatrzańskich. I tam z prysznica leciał bardzo drobno zmielony lód. Nawet całkiem podobny bo zagęszczanej wody. Temperatura tak około -200 stopni. Poza tym, zdarzyło się kąpać w Bałtyku w lipcu. Gdzie okazywało się po niewczasie, że Bałtyk to tylko dla małych dzieci i tzw. „morsów”. Tu woda jednak sporo cieplejsza niż pod prysznicem w górach, bo około -198 stopni. Czyli nie wiem ile życia dodaje zimna woda, za mało doświadczenia, ale jak na razie żyję. Może to być dowód na prawdziwość wiedzy ogólnej, z którą… wiadomo. Ale teraz Ty masz okazję przeprowadzić poważne badania tego rzekomego fenomenu.
          Podsumowując – nie ma powodu do zmartwień.
          Gdyby to była suszarka do włosów – o, to co innego. To byłoby poważne utrudnienie.
          Aha – na wszelki wypadek otwórz wszystkie okna, drzwi na korytarz i wezwij pogotowie gazowe.
          Przeleć wszystkich sąsiadów… eee to znaczy – się po wszystkich sąsiadach i nakaż natychmiastową ewakuację.

        • Eeee, no weź nie dramatyzuj, zresetowałam, zgodnie z zaleceniami fachowca, i jest git… 😁

  6. Morgana permalink

    Kochana
    Cudna Twoja letnia fotka z kwiatowym wiankiem:)
    Samo życie.
    Powodzenia i jak najmniej nieprzyjemnych zdarzeń, najlepiej w ogóle!
    Serdeczności przesyłam:)
    Aha, a jak sąsiadeczka?

    • sąsiadeczka, tfu, tfu, na razie siedzi u siebie… 😀
      a co do wianka, ino taki mi pozostał 😀 😀 😀
      serdeczności Morgano ❤

  7. No, chichot losu.

  8. Jak znam życie pewno gaz 😜

    • No a jak, piecyk.. 😁
      Na szczęście, „zaprzyjaźniony” z tym piecykiem fachowiec, zaradził zdalnie, znaczy się, kazał zresetować i działa… 😁

  9. Anonim permalink

    Coś klawiatura nie che współpracować ze mną. Proponowali może Pana Od Klawiatury?

    • Jak to nie chce?? reset i zadziała … 😁

      • Da Sie. permalink

        No masz! Jedno udało się kobicie zresetować i teraz wszystko będzie resetowała!

        • Włącznie z życiem… 😁

        • Da Sie. permalink

          O to to to… Co prawda to prawda!
          Już Ci gratulowałem odważnej i mądrej decyzji, ale chętnie zrobię to ponownie. Pochwał nigdy dosyć.
          Gratuluję odważnej i mądrej decyzji!
          Tylko nie wpadnij w nałóg resetowania. 😀

        • skoro fachowiec kazał….. 😀

  10. Da Sie. permalink

    Te anonimy to ja, bo w pracy, bo pośpiech, bo.. sorki.

    • Spoko, domyśliłam się 😁

      • Da Sie. permalink

        Dzięki Ci Panie za inteligentne kobiety! Choć niektórym może to nie pasować. Bo strach się do takiej odezwać. A jeżeli piękna jest nie tylko wewnętrznie, ale również zewnętrznie (vide Frytka Złocista) to chłopy się po prostu boją. A niektórzy to nawet bojom siem.

  11. Zemściło się, ha!
    Ale ten pan od kafelków to by mi się przydał. Podejdę do Timobajla i zapytam. A nuż…

  12. podczas słuchania pozytywki infoliniowej różne myślorobale lgną się w głowie, mnie kiedyś wylęgła się teoria spiskowa, że infolinie mają działkę od operatorów telefonicznych, aby eksploatować rabunkowo konta klientów mających telefony na kartę…
    ale ja się uparłem i na abonament się nie nawrócę… gdy robiony w wała przez T-Mobile przekonwertowałem na Virgin, to za 9 złotych miesięcznie mam wszystko, co mi potrzeba, nawet nie wykorzystuję wszystkiego…
    p.jzns :)…

    • Da Sie. permalink

      Podobnie uważam. Ponadto sądzę, że różnorakie firmy wciąż testują cierpliwość klientów i Niezwykle Ważne Komunikaty (NWK) są coraz dłuższe. Oczywiście wszystko dla dobra petenta.Ciekawe kiedy i który operator zdecyduje się na dodatkową usługę, oczywiście płatną – Darmowe Odsłuchiwanie NWK (DONWK).
      ZWS.
      DaSie
      😉

      • Ja czekam tylko, aż podadzą: połączenie z konsultantem – wciśnij zero, nie bawię się w żadne 20-sto stopniowe okreslanie problemu, z którym dzwonię… 😂

        • to tylko częściowe rozwiązanie problemu, bo i tak przeważnie trzeba swoje odsłuchać, by się na końcu dowiedzieć, że wszyscy konsultanci są zajęci i proszone jest, by zadzwonić nieco później…
          natomiast zadziwiająco szybko można się dodzwonić w jednej sprawie, tylko tu zastrzegam, że nie biorę odpowiedzialności za ta informację, tylko opieram się na cudzych doświadczeniach:
          otóż połączenie jest od razu, gdy ktoś kliknie opcję: „zawarcie nowej umowy”, „zakup produktu” lub coś w tym stylu…

        • A tak, dla takich spraw są specjalne linie, zawsze wolne 😁

    • W niektórych sieciach, to nawet dzwoniąc do własnego operatora, płacisz za połączenie…
      Miłej niedzieli P 😘

      • no, to Virgin od „swoich” nie bierze ani grosza za takie zadzwonienie do nich…
        tylko żeby nie było, że „promuuuję”, bo tylko informuję…
        a zresztą, jak na razie same zalety ma to Virgin, to co mi szkodzi popromować?…

        niemniej jednak /to już osobny temat/ zadziwiające jest, jaką obecnie karierę robi słowo „promować”… i bynajmniej nie mam tu na myśli wszechobecnych wrzasków na temat „promowania ideologii LGBT” /nieistniejącej zresztą, urojonej/, tylko całe mnóstwo innych sytuacji nie mających nic wspólnego z polityką… czekam na moment, gdy nieco głośniej stuknę drzwiami wychodząc z kabiny toalety publicznej i ktoś zawyje, że w ten sposób „promuuuję” stawianie klocka do dzbana, rotfl…

        ano miłej, jak na razie jest fajne słoneczko, zobaczymy co dalej, jak się rozwinie owa miłość, gdy mnie przygrilluje na mieście lub poleje wodą upapraną smogowym pyłem zebranym po drodze :)…

        • W moich stronach słońce oszczędne, póki co, a ja plany miałam…. 😁

  13. iihiiihii.. a mówią noś parasol przy pogodzie, WIĘC jak się ma fachowca w umowie to można mieć nadzieję, że się nie przyda….. 😉

  14. beskidnik permalink

    Ma Frytka rację, te fachowce to o kant dupy potłuc. Do trzystu złotych (czyli de facto wkręcenie żarówki, lub coś równie wymagającego)…
    A jak piecyk gazowy pada, to fachowiec na wyciągnięcie ręki przyjedzie, popatrzy, pocmoka, podrapie się po przedziale i orzeknie: „cza cały wymienić, po luft tandetnie blindowali i cug taki był, że przepaliło”…

    • Aha 😂
      Ja do fachowca, autoryzowanego!, ktory tym konkretnym piecykiem od 10 lat zajmuje, mówię przez telefon, że się komunikat wyswietlił, taki to a taki, a on do mnie: „ja teraz to nie wiem, co to za komunikat (lista zawiera chyba 10 pozycji), resetowała pani?”… tak, że ten.. 😂

      • kiedyś w sąsiedztwie miałem takiego dziadka od wszystkiego: piecyk naprawił, pralkę i wszytko inne, co mogło się popsuć… niedrogo, fachowo, solidnie, nigdy nie było potrzeby nic poprawiać…
        ale takie dziadki to teraz gatunek wymarły, ich miejsce zajęli specjaliści… ich specjalność to właśnie owe: „ja teraz to nie wiem”…
        kiedyś przyszedł hydraulik do cieknącej spłuczki… najpierw szło nieźle, podłubał, naprawił, ale okazało się, że to i tak dupy, bo coś jeszcze ciekło w samym dopływie… po tej konstatacji fachurka zaczął się zwijać do wyjścia, a na moją sugestię, że coś chyba trzeba by z tym zrobić zapytał: „TEEERAZ?”… niestety nie umiem opisać zdumienia, jaki odmalowało się na jego twarzy, gdy zadawał to pytanie…
        lol…

        • No ależ Ty masz wymagania…. 😂

        • Da Sie. permalink

          Takiego Pana dziadka, miał przyjemność spotkać znajomy, który jest złotówą.
          Kupił Skodę Octawię (złotówa, nie Pan dziadek). Sztuka nówka, prosto z salonu. Zadowolony, że w kulturalnych warunkach będzie teraz pracował, oraz woził pasażerów, z radością co dziennie ruszał w trasę. Do czasu gdy zaczął padać deszcz. W czasie deszczu sztuka nówka nie chciała jeździć.
          Gdy tylko samochód wysechł po deszczu, pojechał do serwisu AUTORYZOWANEGO, pełnego specjalistów, kierowników, a nawet dyrektorów. Wymienili komputer.
          Złotówa, zadowolony, że w kulturalnych… W czasie deszczu sztuka nówka nie chciała jeździć. Wymienili komputer.
          Po kolejnym deszczu, stwierdzono, że to może jednak nie komputer. I nie wymienili niczego. Bo muszą się poradzić u producenta.
          Jakiś czas później znowu popadało, ale tym razem w serwisie AUTORYZOWANYM, okazało się, że własnie skończyła się gwarancja.
          -. Możemy wymienić komputer, ale to kosztuje XX tysięcy.
          Znajomy złotówa przeżegnał się pietą i wrócił do domu. Modląc się gorliwie w czasie drogi, aby nie padało. Następnego dnia, zszedł do garażu (mieszkał w blokach i miał osiedlowy garaż, taki w zabudowie szeregowej). Wyprowadził auto, otworzył maskę i patrzy jak sroka w gnat.
          Musiał mieć bardzo niewyraźną minę, bo podszedł do niego Pan dziadek, który po sąsiedzku miał w garażu swojego malucha…
          -. Dzień dobry sąsiedzie. Czym się Pan tak martwi?
          Złotówa opowiedział o swoim frasunku, na co Pan dziadek.
          -. Mogę popatrzeć?
          Oczywiście złotówa nie miał nie przeciwko temu, żeby Pan dziadek popatrzył.
          Po kilku minutach:
          -. O! Ma Pan gumowe dywaniki. Mogę jeden z nich zniszczyć? Powinno się udać naprawić Pana samochód.
          Zdziwiony złotówa, zgodził się. W desperacji zgodziłby się nawet na zniszczenie wszystkich gumowych dywaników i dorzuciłby jeszcze wycieraczki. W razie konieczności, nawet gumę z majtek wyciągnie… żeby tylko mógł pracować.
          Pan dziadek przyniósł ze swojego garażu wielgachne nożyczki, wyciął z dywanika prostokąt. Nachylił się pod maskę i…
          -. Zrobione panie sąsiedzie. Teraz już nie zgaśnie w czasie deszczu.
          Pan dziadek, bo to był Pan dziadek, przez duże Pan, a nie specjalista – nie chciał pieniędzy.
          -. Piwo Pan postaw i będzie git.
          Złotówa popędził po sześciopak. A nie taka już znowu sztuka nówka, ani razu nie zgasła podczas deszczu.

        • Ty masz historyjkę na każdą okazję 😂

        • Da Sie. permalink

          Cóż mogę Ci odpisać Fryteczko Złocista. Zacząłem kolekcjonować takie i podobne historyjki prawie sto lat temu, bo w zeszłym wieku. Gdy Szanowni Wy myśleliście czy dostaniecie pasem za porwane rajstopki, ja już zbierałem te historyjki. 🤣

        • hmmm, no fakt, pasek w tamtych czasach był często w użyciu … 😀

      • Da Sie. permalink

        Prawdziwego Fachowca (tyle, że od samochodów). Przez duże ef, spotkałem, rzec można w lesie.
        Wracaliśmy jednym autem, ze znajomymi i naszymi małymi dziećmi z plaży. Zawsze jeździliśmy tam, gdzie nikt nie jeździ, więc zadupie to było. Za to plaże piękne i puste.
        Wieczór, jedziemy przez las, zmęczeni po całodziennym plażowaniu. Dzieciaki śpią, wciśnięte między żonę i znajomą.
        Nagle samochód podskoczył na jakimś korzeniu, czy kamieniu. Ciemno już się robiło więc nie zauważyłem. I zgasł. I nie chciał „odpalić”. Co bym nie robił, a doświadczenie w „odpalaniu” posiadam, nie chciał i już.
        Na szczęście znałem okolicę. Do leśniczówki było ze dwa kilo. Poszedłem, powiedziałem co i jak. Pani leśniczy bez chwili wahania wyprowadziła Uaza i zaholowała nas do pobliskiej wsi. Tam był warsztat. Pani leśniczy, weszła do domu Fachowca (a było już około północy) i powiedziała Fachowcowi co i jak. Że awaria, że małe dzieci, że północ… Sądziłem, że jednak nic z tego nic będzie, ponieważ w domu Fachowca, akurat odbywała się huczna impreza.
        Okazało się, że do Fachowca przyjechała rodzina z gór.
        Fachowiec był w stanie wskazującym, że wita rodzinę z gór, co najmniej od kilku godzin jednak podszedł do nas i przeprosił (!), że nie może poświęcić całego czasu na naprawę, ponieważ musi czasami wrócić do witanej własnie rodziny.
        I poszedł witać rodzinę.

        Po około 10 minutach przyszedł, postukał, popukał, próbował „odpalić”. Oczywiście nic z tego. Poszedł witać rodzinę.

        Wrócił po około 10 minutach i o zgrozo, zabrał się za rozkręcanie samochodu.
        -. Panie Fachowiec… – pytam drżącym głosem i z przerażeniem w oczach – wie już Pan co trzeba zrobić? Może jednak poczekamy do rana. – Miałem oczywiście nadzieję, że po południu fachowiec będzie się nadawał do pracy. A my tym czasem się gdzieś w stodole prześpimy.
        -. Nie wiem jeszcze, ale zaraz będę wiedział. – Odrzekł Fachowiec nieco rozwlekle.
        Rozebrał połowę osprzętu silnika.
        I poszedł witać rodzinę.

        Po około 10 minutach wrócił i zabrał się za odczynianie uroków za pomocą różnych urządzeń. Tu się podpiął, tam podłączył, gdzieś puknął. Pomruczał pod nosem.
        I poszedł witać rodzinę.

        Po około 10 minutach Fachowiec pyta:
        -. Wie Pan gdzie on ma pompę paliwową, bo nie znam tego samochodu. Jeszcze takiego nie robiłem.
        -. Wiem. Odrzekłem. Ponieważ wiedziałem. I uwierzcie, chciałem w tym momencie zebrać samochód do worka i uciekać. Niestety w samochodzie spały dzieci, więc…
        -. Świetnie to sporo ułatwi, sporo…
        I poszedł witać rodzinę.

        Po około 10 minutach wrócił zabrał się za wyciąganie pompy paliwowej.
        -. O! Tu jesteś łobuzie! – Zawołał fachowiec. – Zaraz będzie naprawione.
        I poszedł, ale tym razem do warsztatu i przyniósł niezbędną część. Taką wielkości małego paznokcia.
        -. Już. Naprawione. Tylko poskładam do kupy.
        I poszedł witać rodzinę.

        Po około 10 minutach wrócił i zaczął składać do kupy. Całkiem sprawnie mu to poszło, a przecież witał rodzinę od kilku godzin. Fachowiec „odpalił” auto. Jeszcze odprawił trochę czarów różnymi narzędziami. Tu się podpiął, tam podłączył, gdzieś puknął. Pomruczał pod nosem.
        -. Zrobione, można jechać.- Powiedział Fachowiec.
        -. Rany gościa! – Wykrzyknąłem. – Ile się należy
        -. Eeee… nic.
        -. Jak to?! Przecież trochę się Pan napracował.
        -. No właśnie, tylko trochę. Przepraszam (!). Żeby nie rodzina, którą musiałem witać, to zrobiłbym to w pół godziny.
        -. Niech Pan weźmie chociaż 50 zeta. Żeby nie było, że za darmo, i żeby się nie popsuło. Bo mamy do przejechania jeszcze kilkaset kilometrów.
        -. Dobrze, skoro Pan tak mówi. Ale wie Pan, trzeba ludziom pomagać w potrzebie.
        Niemal całą drogę powrotną wszyscy byliśmy w lekkim szoku. Dojechaliśmy już bez przygód.
        Po kilku dniach podjechałem do zaprzyjaźnionego mechanika, żeby rzucił okiem na to co fachowiec rozkręcał i skręcał. W stanie wskazującym na wielogodzinne witanie rodziny z gór. Tak na wszelki wypadek. Wszystko było w jak najlepszym porządku.
        Działo się to po koniec zeszłego wieku. Nie sądzę, aby dzisiaj była możliwa taka „przygoda”.
        I jeszcze jedno – Pani Leśniczy nie wzięła od nas pieniędzy za holowanie przez kilkanaście kilometrów. W nocy.

        • Bo wśród fachowców, są też nie tylko fachowcy, ale też ludzie…. 😁

    • mnie kiedyś w którymś z poprzednich mieszkań dupło coś w kuchni przy kuchence i zaczęło capić gazem… no, to ja zamknąłem główny dopływ i dzwonię po pogotowie gazowe… przyjechali, popatrzyli, pochwalili za przytomną reakcję i zbierają się do wyjścia… no to ja, że nie jak to tak?… to wszystko?… kuchenka nieczynna, obiad niedogotowany, niedzielny do tego, a my głodni… na to dictum pogotowie mi wyjaśnia, że to nie ich działka, że gdyby nie ja, to też by tylko dopływ zamknęli i więcej już nic nie muszą, a resztę to już jutro w administracji mam ogarnąć… nie było innego wyjścia, jak przypomnieć o pewnym wynalazku starożytnych Fenicjan… „aaa, to co innego” – tak usłyszałem i chłopaki w trymiga ogarnęli całą instalacje na tip top… nikt by lepiej nie zrobił, bo do pogotowia przyjmują tylko najlepszych fachowców…
      za to jak obiad smakował,,, w końcu zapłacone dodatkowo, nie miał prawa nie smakować, lol…

  15. im bardziej Puchatek wchodził do chatki Prosiaczka, tym bardziej Prosiaczka nie było. Ale to Murphy jest dyżurnym pesymistą. lepiej nie płacić za wątpliwą „gotowość” tylko za faktyczną usługę. wtedy nie ma się w sobie poczucia, że zostało się nabitym w butelkę.

    • otóż to, otóż to, a jak się nic nie popsuje? a pieniądze poszły…. 😀
      bardzo lubię Kubusia Puchatka…. Prosiaczka zresztą też …. 🙂

  16. natomiast co do samego Prawa Murphy’ego, to skonstatowałem istnie jego wersji… hm… farmakologicznej?… nie, chyba źle… aptecznej?… też chyba do dupy… pieprzyć to, mniejsza o detaliczną nazwę… ono działa tak, że gdy się kupi jakiś lek pigułkowy, to gdy się chce wyjąc pigułkę, to opakowanie otwiera się od tej strony, co ulotka, a gdy chce się przeczytać ulotkę, to pudełko otwiera się z tej strony, gdzie ulotki nie ma… teoretycznie, zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa rozkład powinien być fift-fifty… wała!… wcale tak nie jest… pomyśleć, że na studiach matematycznych zmarnowałem tyle czasu, bo uczono mnie jakichś bzdur na temat działania świata, tymczasem świat wcale tak nie działa…bu! :(…

    • Da Sie. permalink

      PRAWDA! Gdy mam otworzyć opakowanie z lekarstwem, to czasem analizuję, jak może przebiegać produkcja, aby było logicznie, łatwo i technologicznie włożyć ulotkę. Okazuje się, że całe techniczne wykształcenie, kilkadziesiąt lat doświadczenia w otwieraniu opakowań z lekarstwami, na nic się zdają. Niekiedy za to zdaję się na ślepy traf. Nic to nie daje. Ulotka zawsze jest nie po tej stronie co trzeba. To musi mieć jakiś związek z fizyką kwantową i kotem Schrodingera. Wyjaśnić to mogliby Albert Einstein lub Hawking Stephen. Niestety obaj są już po przeciwnej stronie.

    • ha ha ha, jak o tym napisałeś, to dotarło do mnie, że tak właśnie jest….. 😀

  17. Zawsze dają tyle tych papierów do podpisania. W Plusie nachalnie proponowali dodatkową muzykę na czekanie, czy „cóś w podobie”, a teraz urząd konkurencji ich ściga… Czyli czasami sprawiedliwość jest…

  18. takie zafajdane życie Fry…cholera wszystkiego nie doczytasz i nie ogarniesz…pamiętam jaka byłam przerażona, gdy zamieszkałam sama na moich 28 metrach i pamiętam, że nie zawsze udało mi się płacić rachunków na czas…ech

  19. Ale masz przejścia… Współczuwam mocno! :* Oraz zwolnij trochę z tym pisaniem (ale nie żeby całkiem od razu, tylko tak odrobinkę…), bo nie nadążam za Twoją weną twórczą 😀

    • ha ha ha, no proszę Cię, Piter, jak zwolnię jeszcze bardziej, to znów mnie rok nie będzie…. 😀
      poza tym, co ma wisieć, nie odleci więc masz dużo czasu na nadrabianie zaległości …. 🙂
      buziaki :*

      • Patrząc na ilość notek tutaj obecnie…to jest Twoje NORMALNE tempo pisania?? Szacun, naprawdę Fryciu. I nie tylko za to. Ale jeśli taka ilość notek to u Ciebie norma, aż boje się myśleć jak wygląda Twoje ŻÓŁWIE tempo 😀

        Buziaki i zapraszam do Walii… 🙂

        • Celcie, kiedyś pisałam co 2-3 dni, więc …. 😀
          nie obawiaj się, wiesz, że mnie życie dostarcza inspiracji do postów, a ono coraz uboższe w fajne wydarzenia…. Młoda już żyje swoim życiem, Młody za chwilę wyfrunie z domu, więc to też się skończy (ale jeszcze jeden post z jego udziałem będzie niedługo)… zostaną tylko przypadki Frytki, a że Frytka zaczyna być stateczna, to …… 😀

        • Czyli życie Twoje i najbliższych oraz całego otoczenia generalnie zmierza do stanu idealnego bezruchu? 🙂

        • otóż to, otóż to i to mnie trochę niepokoi….. 😀

        • Cóż. Trzeba być dobrej myśli jednak 🙂 Poza tym masz Taco, a ja z doświadczenia wiem, że przy psie, idealny bezruch raczej Ci nie grozi 😀

        • Taco mieszka z Młodą, póki co…..

        • A, to peszek… Trzeba znaleźć inne sposoby na rozruch w takim razie 😉

        • widzisz, w sumie, jest ten rycerz, ale on taki bardziej kanapowy….. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: